Wojciech Chmielewski ,,Za zasłoną codzienności”

Recenzja ukazała się w 186 (listopad-grudzień) numerze dwumiesięcznika ,,Arcana".

1.

Pisać tak, jak się żyje i myśli? Być może właśnie tak zrodziła się Septologia Jona Fossego, której ostatnie dwie części ukazały się niedawno w tomie zatytułowanym Nowe imię. Możliwe jednak, że u podstaw tego pisarskiego przedsięwzięcia stanęło jeszcze inne doświadczenie. Amerykański poeta Dana Gioia powiedział kiedyś, że pisanie wiersza to dla niego komunikowanie się z własnym najgłębszym wnętrzem za pomocą języka. Czy tak jest w przypadku Norwega?

Septologię pisał Fosse w wielogodzinnych sesjach, każda z siedmiu części zebranych w trzech tomach (poza wspomnianym to Drugie imię i Ja to ktoś inny) to proza, która łączy w sobie czystość obrazu i intymność przeżywania każdej godziny dnia, z dogłębną refleksją nad przeszłością. Nie zawsze była tak jasna jak przysypana śniegiem ulica miasta Bjørgvin, po której przechadza się Asle, bohater książki. Kryje się w niej wiele mroku i cierpienia. Strumień świadomości głównego bohatera – taki sposób narracji wybrał autor – każde nam wejść w życie osobiste i zawodowe Aslego (jest artystą malarzem), ale też oczywiście duchowe, a także, a może przede wszystkim – religijne. Ten sposób narracji już po kilkunastu stronicach pochłania, ale po to tylko, by można było swobodnie kontemplować kolejne obrazy, pejzaże zimowego miasta i wsi, a także pejzaż duchowy głównego bohatera. Słowo „obraz” jest tu zresztą kluczowe. Kontemplacja kolejnych obrazów, tak można opisać doświadczanie prozy Fossego.

O stylu Septologii jej tłumaczka Iwona Zimnicka mówiła następująco: „To prosty język, ale z reguły im prostszy język, tym trudniej się nad nim pracuje. Zwłaszcza gdy jest dużo powtórzeń, jak u Fossego, gdzie jednocześnie trzeba zachować prostotę języka. Wyzwaniem było też to, że w całym tekście powieści nie ma kropek, trzeba próbować kłaść akcenty w zdaniu, żeby te kropki pojawiały się w podświadomości czytelnika”.

Asle żyje samotnie w norweskiej wiosce i oddaje się sztuce. Dowiadujemy się też, że jest wdowcem i choć pogodził się ze stratą, wciąż tęskni za zmarłą Ales, która obecna jest w jego myślach w każdej minucie dnia. A czasem – jak podczas samochodowej podróży z miasta do wsi po zrobieniu zakupów – zatrzymuje się bezwiednie w zatoczce przy placu zabaw i obserwuje parę obcych mu ludzi. Czy ich widok jest ważny z artystycznego punktu widzenia, czy jest wyjściem do namalowania kolejnego obrazu? Na pewno, ale nie tylko. Wydaje się przecież, że poruszające się na placu zabaw postacie, kobieta z długimi ciemnymi włosami i mężczyzna, który ma „brązowe półdługie włosy” są postaciami realnymi, tyle tylko, że w tym właśnie momencie utkanymi ze wspomnień Aslego, siedzącego na poboczu. Obraz tych dwojga na placu zabaw powraca jeszcze wiele razy – od pierwszej do siódmej części – i jest ujmującą próbą zrozumienia samego siebie przed wieloma laty, wspomnieniem dawnej miłości i kochanej osoby. A także próbą zrozumienia obecnego życia.

Asle sprzedaje swoje obrazy w prestiżowej Galerii Beyer, jest świadomym swojej sztuki rzemieślnikiem, uważnym obserwatorem rzeczywistości i własnego wnętrza:

„[…] zapadam się coraz głębiej w to, co widzę, w to, co być może jest większe niż życie, ale to nie jest trafnie powiedziane, bo chodzi o coś, tak, o coś w rodzaju światła, coś w rodzaju świetlistej ciemności, o niewidzialne światło w tych obrazach, które milcząco z nich przemawia i które mówi prawdę, a wtedy, kiedy zagłębię się w tę wizję czy też w ten sposób patrzenia, to wówczas nie ja patrzę, tylko coś, co poniekąd patrzy poprzez mnie, i wtedy zawsze znajduję sposób na to, by dalej malować ten obraz, nad którym się męczę, i tak też jest ze wszystkimi tymi obrazami namalowanymi przez innych, które cenię, jakby to nie malarz patrzył, tylko coś patrzyło poprzez malarza, i to coś pozostaje w obrazie, i milcząc, z niego przemawia, i może chodzić tylko o jedno pociągnięcie pędzlem, dzięki któremu obraz tak przemawia, nie da się tego pojąć, myślę […]”.

W ostatniej części Septologii Asle nie chce już malować – symbolem końca twórczej drogi jest zapakowanie do samochodu i zawiezienie do galerii Beyer ostatnich płócien, jakie ma w domu. Koniec drogi?

Bohater-narrator w naturalny sposób kontempluje tematy i obrazy, bo tak po prostu żyje, taki jest. Doświadczony, meandrujący myślą, ale przecież w żadnym razie nie zamykający się we własnym świecie czy odcięty od otaczających go ludzi, przeciwstawiający światu swą sztukę. Pojawiają się przecież inni bohaterowie, na przykład Asle. Ten drugi Asle żyje samotnie w mieszkaniu w bloku, za towarzysza ma tylko psa. Dręczony delirium, poszukuje ukojenia w wypijanych kieliszkach wódki. Co nakazuje malarzowi zajęcie się przyjacielem? Czy na pewno mamy do czynienia z dwiema osobami? W tradycji biblijnej imię jest częścią osoby, określa jej tożsamość, ponieważ Bóg wielokrotnie wzywał człowieka po imieniu. Imię wyraża więc także sens życia. Kod ewangeliczny w odczytywaniu prozy Norwega wydaje się jak najbardziej właściwy. Tytuł dwóch pierwszych części SeptologiiDrugie imię – sugeruje być może, że imię jest tylko jedno, to po nim Asle został tajemniczo wezwany (nazwany po imieniu), by ratować innego (drugiego, ale o tym samym imieniu). Czy nie był nim przypadkiem on sam?

W kolejnych częściach cofamy się w czasie i spoglądamy na początki życia bohatera w norweskiej wiosce, o jego buncie przeciwko szkole i Kościołowi Państwowemu, o początkach malowania. O wystawie w wiejskim domu kultury, podczas której młody artysta, dziecko jeszcze, niespodziewanie sprzedał wszystkie swoje obrazy. O jego początkach nauki w Akademii.

Przyjaciel Aslego i jego wioskowy sąsiad, rybak Åsleik, z którym bohater prowadzi wielostopniowe rozmowy, sprowadzające się wszakże do powtarzania wciąż tych samych fraz, to chyba figura Anioła Stróża, który sam jednak w Boga nie wierzy:

„[…] Åsleik mówi, że o tych największych rzeczach, o morzu i niebie, o życiu i śmierci, nikt nie może powiedzieć nic pewnego, mówi i popija piwo, i mówi, że to wszystko jest jak nieznana ciemność, przychodzimy z nieznanej ciemności i wracamy do nieznanej ciemności, właśnie tak jest, nie ma o tym nic więcej do powiedzenia, i czy ktoś był czymś w tej ciemności, zanim się urodził, i czy stanie się czymś w tej ciemności po śmierci, tego nikt nie może powiedzieć i nic o tym nie wiadomo, więc w jego przypadku możliwe jest tylko zastanawianie się, żadnej odpowiedzi nie ma, mówi Åsleik i dopija piwo z butelki […]”.

Dość przerażająca wizja, stojąca w opozycji do religijnego światopoglądu Aslego.

2.

Wiara w życiu bohatera jest po prostu częścią jego życia, jest powietrzem, którym oddycha. I to nie tylko wtedy, gdy przewracając się na hotelowym łóżku, odmawia różaniec (to zresztą jeden z najbardziej poruszających fragmentów książki). Wiara jest po prostu rzeczywistością, taką samą jak sztuka, świat, życie, jak przyjaciel Aslego ze wsi, w której mieszka, przypominających falowanie morza. Co więcej, swoją wiarę bohater potrafi wyznać, wypowiedzieć. To bardzo rzadkie we współczesnej prozie, prawie niespotykane:

,,(…) mimo wszystko da się wierzyć w chrześcijańskie przesłanie, w dobrą nowinę, w ewangelię, o dziwo da się, bo wystarczy tylko zacząć wierzyć i człowiek wierzy, wtedy wiara napływa sama z siebie, tak, jako bezsłowna obecność Boga, tak, może pod postacią twojego anioła, myślę, sam jestem z tych, którzy wierzą, a raczej z tych, którzy wiedzą, chociaż nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, nie, nie umiem powiedzieć dlaczego, ani całkowicie, ani częściowo, bo wiara, czy też wiedza, zrozumienie, tak, nazwałbym to raczej zrozumieniem, jest czymś, co człowiek nagle i w sposób niepojęty rozumie jako prawdę, a ta prawda nigdy nie została wypowiedziana taka, jaka jest, i nigdy nie będzie mogła zostać wypowiedziana, ponieważ nie jest ona słowami, tylko Słowem, jest tym, co się kryje za wszystkimi słowami i co umożliwia istnienie słów, istnienie języka, istnienie sensu, i być może da się to pokazać, ale nie da się tego powiedzieć, tak, tak jest, i taka wiara, takie zrozumienie, taka wiedza jest łaską daną jedynie niektórym, ale ta łaska, ta wiedza, która jest dana tym ludziom w udziale, może objąć tez innych, tak, również tych, którzy sami tej łaski nie dostąpili albo nawet nie wiedzą o jej istnieniu, łaska obejmuje wszystkich ludzi…”

Słowem komentarza do tego fragmentu niech będą słowa samego Jona Fossego:

,,Mamy w sobie samotność i według mnie jest to miejsce dla Boga w nas. To sprawia, że każdy człowiek jest wyjątkowy i dlatego każdy człowiek jest także samotny. Jednocześnie jest to coś całkowicie uniwersalnego. Myślę, że dotyczy to również dobrej sztuki czy literatury. Są one zupełnie wyjątkowe, a jednocześnie przemawiają w uniwersalny sposób”.

W ostatniej części Septologii wyznanie wiary Aslego zyskuje charakter kerygmatyczny: „[..] był Bogiem, który stał się człowiekiem i umarł, żeby współdzielić nasze cierpienie, naszą śmierć, i który zmartwychwstał, i poszedł do królestwa Bożego [..]”.

3.

Ponieważ narracja Septologii przetykana jest słowami modlitw, Pater Noster, Salve Regina czy Ave Maria, stąd powracające pytanie, czy sztuka może być modlitwą? Asle wyznaje:

„[…] obraz musi się zdarzyć, musi przyjść sam z siebie jak zdarzenie, jak dar, tak, jak i modlitwa dziękczynna, myślę, i nigdy nie potrafiłbym namalować dobrego obrazu celowo, bo sztuka się zdarza, sztuka się przydarza, tak po prostu jest […]”.

Odpowiedź na pytanie o tworzenie jako modlitwę musi być po przeczytaniu Septologii tylko twierdząca, tak, można modlić się malując, pisząc, rzeźbiąc czy tworząc dzieła na pograniczu różnych gatunków sztuki.

Potwierdzeniem tej myśli czy może propozycji twórczej jest choćby najnowsza książka Michała Gołębiowskiego Maryja jako królowa i kadzidło. Wspominam ją tu w kontekście cyklu Fossego, ponieważ imię Maryi jest często przywoływane w modlitwach Aslego. Esej Gołębiowskiego to zarówno ukazanie Maryi jako Bożej Rodzicielki, zgodnie z Pismem Świętym i nauką Ojców Kościoła, jak również osobisty i literacki wyraz czci i uwielbienia. Może dlatego tę książkę czyta się tak dobrze, bo język teologiczny jest równoważony przez częste odwołania do literatury, a zwłaszcza poezji.

„[…] w wielu starożytnych hymnach ku czci Najświętszej Marii Panny kłębi się od obrazów, dźwięków, barw, a nawet smaków. […] W każdym razie bogactwo obrazów – korowodu, wina, płomienia, zasłony, zorzy, komnat czy kadzidła – dowodziło, że język poetycki stara się na różne sposoby uchwycić tajemnicę Maryi, stając się w tym wysiłku niezwykle płodny, choć na koniec musi z pokorą uznać swoją bezradność”.

Stąd liczne odwołania do poetów starożytnych, jak św. Efrem Syryjczyk, św. Jakub z Sarug, św. Teodor Studyta (pisał, że Maryja jest „ziemskim niebem odzianym szatą nieskazitelności”), Symeon Nowy Teolog czy bliżsi naszym czasom Maciej Kazimierz Sarbiewski, Franciszek Karpiński czy Czesław Miłosz.

A dlaczego kadzidło? Gołębiowski przywołuje Pieśń nad pieśniami, miłosny utwór, od pierwszych wieków Kościoła odnoszony także do Matki Jezusa Chrystusa. Metafora zapachu jest obecna w biblijnej księdze od samego początku: „Woń twych pachnideł słodka, olejek rozlany – imię twe, dlatego miłują cię dziewczęta” (Pnp 1,3), co miało oczywiście konsekwencje w rozumieniu, w oddawaniu w sztuce osoby Maryi. Pisze autor:

„Zupełnie zawierzyła Bogu i do Niego należała. Jej wrota zamknęły się przed wszystkim, co było obce temu powołaniu. Była też kadzidłem, w dodatku najszlachetniejszego gatunku, rozpalonym »ogniem niematerialnym«. Dzień i noc roztaczała przed ołtarzem Pańskim miła woń swojego poświęcenia. Płomień z nieba strawił w niej to, co należało do pierwszego stworzenia”.

„Codzienność jest jak zasłona świątyni, za którą nieustannie kryje się Chrystus. Prawdziwa duchowość polega na tym, aby odsłaniać tę zasłonę”. Rozpoznanie Gołębiowskiego prowadzi znowu do postaci bohatera Septologii. Asle, bezustannie kontemplując codzienność, od czasu do czasu zagląda za zasłonę, a Jon Fosse pozwala na to także swoim czytelnikom.

Jon Fosse, Septologia. Drugie imię, przeł. Iwona Zimnicka, Art Rage, Warszawa 2023; Septologia. Ja to ktoś inny, przeł. Iwona Zimnicka, Art Rage, Warszawa 2024; Septologia. Nowe imię, przeł. Iwona Zimnicka, Art Rage, Warszawa 2025.

Michał Gołębiowski, Maryja jako królowa i kadzidło, Wydawnictwo Dębogóra, Dębogóra 2025.

 

Wojciech Chmielewski (ur. 1969) – prozaik, historyk i dziennikarz. Ukończył studia na kierunkach historia i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Autor licznych powieści, opowiadań, esejów i recenzji, twórca słuchowisk radiowych. Laureat pierwszej edycji Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego (2017), nagrodzony również Nagrodą im. Cypriana Kamila Norwida w kategorii Literatura za powieść Belweder gryzie w rękę (2018), otrzymał też wyróżnienie Feniks 2024 za książkę Obcy diabeł. 31 opowiadań (2023). Niedawno ukazała się jego nowa powieść pt. Księżyc ma zapach Warszawy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pamiętaj o kulturze w dyskusji. Każdy komentarz jest sprawdzany przez Administratora