„Nic nie było w stanie uratować państwa polskiego. Fatalną sytuację najlepiej rozumiał Stanisław August. Odrodzono jednak naród, co umożliwiło przetrwanie 123 lat niewoli” – Poniatowski na nowo poznany w rozmowie z prof. Zofią Zielińską

W lutym 2012 r. poprosiliśmy Czytelników Portalu o przesyłanie pytań do wywiadu z prof. Zofią Zielińską. Z części proponowanych pytań i własnych przygotowań powstały zagadnienia i wątpliwości, które rozwiewa historyk Uniwersytetu Warszawskiego. Czy możliwe, że Stanisław August przystąpił do Targowicy z troski o Polskę? W I części wywiadu omawiamy Sejm Wielki, Konstytucję 3 Maja, Targowicę a także – mało znane – ostatnie lata i nadzieje Poniatowskiego.

23.03.2012 12:16

Portal ARCANA: W ankiecie na Portalu ARCANA 60 % Czytelników uznało Stanisława Augusta Poniatowskiego za zdrajcę, a 2 % odpowiedziało, że król przerósł swoją epokę. Część uważa, że był złym politykiem…

prof. Zofia Zielińska: … ale dobrym ministrem kultury?

Ten pogląd jest w ogóle szeroko rozpowszechniony. Taka opinia jest chyba czymś uzasadniona. Skąd ona się bierze?

Z XIX-wiecznej tradycji. Społeczeństwo próbowało zaleczyć ranę po rozbiorach zrzuceniem winy za upadek państwa na króla. Jeśli jeden człowiek był odpowiedzialny za klęskę, to szanse na odrodzenie państwa wydawały się realne przy ludziach większego formatu. Trzeba jednak stanowczo stwierdzić, że Polska była w tak fatalnej sytuacji, iż nic nie było w stanie uratować bytu państwa. Można było jednak podnieść naród na wyższy poziom. O tej beznadziejnej sytuacji państwa świadczy fakt, że świt nadziei na niepodległość Polski datujemy od 1879 r., gdy zaczął się rozpadać sojusz trzech cesarzy. I wojna światowa przyniosła odrodzenie niepodległości, wszystkie wcześniejsze wysiłki rozbijały się o ogromną dysproporcję sił.

A więc z jednej strony czarna legenda Stanisława Augusta, której korzenie sięgają wieku XVIII w. Warto przy okazji zarekomendować artykuł Jerzego Michalskiego w tomie jego studiów, o tym jak ewoluowała opinia samego Lelewela o Stanisławie Auguście. Tuż po upadku państwa, w pierwszym zarysie swojej historii Polski, miał on jeszcze kontakt z ludźmi pamiętającymi czasy stanisławowskie, z żywymi źródłami. Pisał wówczas o królu znacznie lepiej, niż później, gdy kontakt ze świadkami się urwał z naturalnych przyczyn, a sam histoyk poddał się coraz bardziej przeważającej opinii o Stanisławie Auguście jako głównym winowajcy upadku państwa polskiego.

Świadomie tworzona czarna legenda zaczęła się jeszcze za życia króla, w traktacie O ustanowieniu i upadku konstytucji polskiej 3 maja 1791. Okazał on dużą żywotność i przydatność w przetrwaniu zaborów, właśnie dlatego, że od winy odciążył społeczeństwo, zrzucając ją na monarchę. W wypadku dzisiejszego młodego człowieka złą opinię o królu wspiera … niewiedza. Wiek XVIII jest z podręczników wyrzucony. Jeden moduł lekcyjny poświęca się upadkowi Rzeczypospolitej. Obejmuje to wzmianki o upadku w czasach saskich, w których jasnonświeci jedynie nazwisko Stanisława Konarskiego, a dalej pojawia się Szkoła Rycerska (nie zawsze), Komisja Edukacji Narodowej, i reformy państwa u schyłku epoki, z Konstytucją 3 maja. Po niej – już tylko upadek państwowości. Przy takich skrótach łatwo przyjąć twierdzenie o wyłącznej winie króla. Jeśli w dodatku przystąpił on do Targowicy (nie wyjaśnia się ani okoliczności, ani intencji), to łatwo skanonizować wersję XIX-wieczną. W ten sposób wprzęgamy ignorancję w służbę kolejnego elementu pogardy dla własnej przeszłości, w tym wypadku dla postawy Stanisława Augusta. Warto walczyć z tą negatywną opinią o królu, bo ona – niby wszystko wyjaśniając – nie prowokuje do stawiania pytań o rzeczywiste położenie Polski w XVIII stuleciu.

Na arenie międzynarodowej.

Jak się o tej sytuacji myśli, to nasuwa się porównanie do września 1939 r. Nie było wówczas szans, by uchronić państwo przed śmiercią 6 milionów jego obywateli. Nawet gdybyśmy wiedzieli, co się wydarzy i jaka będzie skala cierpień, nie było wyjścia. II Rzeczpospolita w ciągu dwudziestu lat istnienia dokonała bardzo wiele, ale nie mogła tak wzmocnić Polski, bysmy byli w stanie sprostać atakowi obu potężnych sąsiadów – Niemiec Hitlera i Rosji Stalina. I skutki przegranej, tragicznej wojny odczuwamy bardzo silnie dzisiaj, choćby w wyniszczeniu polskich elit. Wobec wyniku arcanowej ankiety na temat Stanisława Augusta na początku się zbuntowałam – jak to możliwe, by tylko 2% respondentów zdawało sobie sprawę z wagi i efektów modernizacyjnych wysiłków Stanisława Augusta? Ale po namyśle doszłam do wniosku, że dobrze świadczy o ankietowanych, iż w 60% odpowiedzi odrzucają króla. Jeśli tyle tylko o nim wiedzą, że był kochankiem Katarzyny, rosyjskim jurgieltnikiem, człowiekiem rzekomo słabym i indolentnym, to trudno, żeby takiego polityka dobrze oceniali. Naszym zadaniem pozostaje więc w pierwszym rzędzie powiększenie wiedzy społeczeństwa o ostatnim monarsze, jej urealnienie. Bo te elementy wiedzy, które przed chwilą wyliczyłam, mają się nijak do XVIII-wiecznych realiów.

Poniatowski kojarzy się jednak nieodłącznie z Targowicą. Nawet nie próbował się zbyt długo opierać, po pierwszym liście z Petersburga ustąpił wobec zdrajców i zgłosił do nich akces. Na co liczył król?

Po to, by odpowiedzieć na to pytanie, musimy się cofnąć do zarysowania choćby najogólniej tamtej sytuacji. Sejm Czteroletni to był wielki bunt społeczeństwa polskiego przeciwko dominacji rosyjskiej. Bunt przeciwko linii króla, który orientację rosyjską uosabiał. Orientację, a nie agenturalność. Stanisław August po I robiorze doszedł do wniosku, że nie wolno mu już nigdy narazić państwa Rosji, pozwolić Polakom na skierowanie się przeciwko Imperium. Wiedział bowiem po 1772 r., tj. po I rozbiorze, czym to grozi. Bał się rosyjskie zemsty. A warto zaznaczyć, że zemsta jest otwarcie deklarowanym elementem polityki rosyjskiej – także dzisiaj. Król powiedział sobie po 1772 r., że modernizację państwa, a więc reformy, które uważał za swe najważniejsze zadanie, będzie można przeprowadzić tylko wtedy, gdy Rosja się na to zgodzi. Zdawał sobie sprawę, że Petersburg był przeciwny odrodzeniu Rzeczypospolitej, bo to groziło jej emancypacją z zależności od Imperium datującej się od początku wieku XVIII, od lat 1706-1709. Ale monarcha zakładał, że mogą zajść okoliczności, gdy Rosja przyzwoli na pewne, niewielkie przynajmniej zmiany. Król wiedział, że szykuje się wojna rosyjsko-turecka, Petersburg wciąż parł bowiem do opanowania basenu Morza Czarnego. Katarzyna w 1787 r. prowokowała Konstantynopol swoją podróżą na Krym – król wtedy wyjechał na spotkanie z nią. W wypadku wojny rosyjsko-tureckiej Polska, zdaniem Stanisława Augusta, powinna zaproponować Rosji sojusz i kontyngent konnicy, której Rosji brakowało. Z taką ofertą udał się do Kaniowa. Przymierze wprawdzie jeszcze bardziej uzależniłoby Rzeczpospolitą od Rosji, ale każdy traktat sojuszniczy zawierał wzajemne poręczenie integralności terytorialnej. To byłaby bariera dla nowego rozbioru. Dodatkowo Rosja, zakładał Stanisław August, musiałaby zgodzić się na pewne reformy, by podczas wojny z Turcją kupić sobie za nie spokój w Polsce. To nauka płynąca z konfederacji barskiej. W jakim zakresie Katarzyna II przyzwoliłaby na przemiany, tego król nie wiedział, zakładał jednak, że grę wchodziło powiększenie liczby wojska (aukcja wojska), bo przydałoby się ono z czasem i Rosji. Monarcha czekał na taką okazję, a rzeczywiście w 1787 r. pachniało już wojną. Wojna wybuchła kilka miesięcy po kaniowski spotkaniu (miało miejsce 6 V 1787) – w sierpniu 1787. Natychmiast po otrzymaniu o tym sygnału rosyjski ambasador w Polsce, Otto Stackelberg, otrzymał z Petersburga sygnał, że imperatorowa oczekuje od Stanisława Augusta projektu przymierza. Król wysłał nad Newę ów projekt w październiku 1787 r. i czekał do czerwca 1788 r. na odpowiedź. Czemu tak długo? Ano dlatego, że Katarzyna II, dobrze zdając sobie sprawę z reformatorskich zamiarów polskiego władcy i będąc im przeciwną, chciała opóźnić tę aktywność modernizacyjną . Nie zamierzała przyzwolić na zwołanie sejmu ekstraordynaryjnego, odkładała sprawę do sejmu zwyczajnego, który przypadał dopiero na październik 1788 r. Na sejmie miał stanąć projekt przymierza polsko-rosyjskiego. Przymierze – powtórzmy - miało dla rosyjskiej imperatorowej wartość nie tyle nawet z uwagi na kontyngent konnicy, ile jako pewna gwarancja, że w trakcie wojny z Turcją na tyłach rosyjskiej armii nie wybuchnie nowa konfederacja barska. Podstawę owej gwarancji stanowiła rosyjska orientacja Stanisława Augusta. Ale projekt sojuszu niósł też w oczach imperatorowej niebezpieczeństwo w postaci dążenia króla do reform. Dlatego sprawę odsuwano i zamierzano waunki przymierza sformułować tak, by poza niewielką aukcją wojska do reform nie dopuścić.

Zebrany w październiku 1788 r. sejm, wbrew intencjom króla, przybrał zdecydowaną barwę antyrosyjską. Nastroje antyrosyjskie łatwo zrozumieć - wszak to rosyjskie wojska wciąż gościły w Polsce i popełniały niezliczone nadużycia. Wszak to ambasador Stackelberg wciąż publicznie upokarzał Stanisława Augusta i pokazywał, kto naprawdę w Rzeczypospolitej rządzi. Ale na antyrosyjski zwrot sejmu złożyło się też stosunkowo niskie (i szybko utracone) zwycięstwo wyborcze obozu królewskiego, spowodowane zakulisową akcją Petersburga. Ten bowiem na wielu sejmikach poprzez swych agentów poparł kandydatów opozycyjnych. Dlaczego? Bo Katarzynie II chodziło o to, by osłabiwszy pozycję monarchy w sejmie, utrudnić mu poczynania reformatorskie, tym bardziej, że zgodziła się na sejm skonfederowany, a więc taki, którego nie można było zerwać. Tylko bowiem skonfederowany sejm rokował przegłosowanie traktatu przymierza.

Na porażkę obozu regalistycznego w sejmie wpłynęła decydująco prowokacja pruska. Dopiero u schyłku sierpnia 1788 r., po sejmikach poselskich, ambasador Stackelberg przekazał pruskiemu dyplomacie w Polsce, Ludwikowi Buchholtzowi, informację o zamiarze zawarcia przez Rosję przymierza z Rzeczpospolitą. Wywołało to w Berlinie oburzenie nowego króla, Fryderyka Wilhelma II, gdyż zagradzało Prusom drogę do kolejnego rozbioru.

Król pruski wraz ze swoją radą (w której czołową rolę odgrywał wieloletni minister Fryderyka Wielkiego, Hertzberg) postanowił nie dopuścić do tego aliansu, rozważał nawet wojnę w tej sprawie. Już wcześniej część Polaków, z Ignacym Potockim, faktycznym przywódcą proreformatorskiej „Familii”, będącej wówczas w opozycji do Stanisława Augusta, próbowała przekonać Berlin, że Prusom opłaca się wsparcie Polski przeciw Rosji. Rzeczpospolita mogłaby bowiem okazać się pożytecznym sprzymierzeńcem Berlina w jego coraz bardziej wyraźnym konflikcie z Petersburgiem. Sejm (rozpoczęty 6 X 1788), był dla Prus dobrą okazją do podsycania nastrojów antyrosyjskich. Zgromadzeni od razu się skonfederowali, czyli sejm nie mógł zostać zerwany przez liberum veto. I temu to sejmowi po tygodniu obrad (13 X 1788) Fryderyk Wilhelm przedłożył deklarację, w której stwierdzał, że skoro Polska czuje się w niebezpieczeństwie i szuka aliansu, może zawrzeć go nie z Rosją, która wciągnie Sarmatów do wojny, a z Prusami. Najbardziej uderzający był w owej deklaracji ton przyjaźni i szacunku dla Polski, na który dali się nabrać młodzi i nie znający języka dyplomacji posłowie. Prawdziwym celem dokumentu było bowiem sprowokowanie antyrosyjskiego wybuchu na sejmie i ultimatum pruskie dla Katarzyny II: jeśli nie wróci do przyjaźni z Prusami, nie ma szans na spokój w Polsce w czasie wojny z Turcją.

Deklaracja pruska miała więc dwa cele: niedopuszczenie do przymierza polsko-rosyjskiego i zdobycie dla Berina zaufania sejmu polskiego, a następnie „sprzedanie” tego sejmu Rosji - w zamian za rozbiór. Fryderyk Wilhelm II brał też pod uwagę wariant wojenny: Polacy wezwą pruską armię na pomoc przeciw Rosji, a gdy wojska pruskie wejdą do Rzeczypospolitej, trudno będzie je wyrzucić bez zapłacenia Berlinowi jakąś częścią kraju.

Czyli w tej trudnej sytuacji Stanisław August wolał już jednego hegemona nad Rzeczpospolitą – Rosję?

Król nigdy nie uwierzył w słodkie słówka pruskie. Po pierwsze pochodził z obozu politycznego o tradycji antypruskiej, dobrze rozumiał cele Berlina wobec Rzeczypospolitej. Po drugie - miał doświadczenie dyplomatyczne. Ignacy Potocki co prawda też wywodził się z ”Familii”, ale okazał się człowiekiem naiwnym. Brak rozeznania polskich elit w sytuacji międzynarodowej to był – także wówczas – wielki problem. Jeden przykład: człowiek o tak wybitnej inteligencji, jak ksiądz Hugo Kołłątaj, w grudniu 1788 r. przekonywał prymasa Michała Poniatowskiego, że już nigdy do rozbioru Polski nie dojdzie, bo on wie, że w tajnych klauzulach traktatu zawartego między Anglią a Prusami (VI 1788) zagwarantowano integralność Rzeczypospolitej. Człowiek, który niebawem miał zostać podkanclerzym, uważał, że zna treść poufnych decyzji dwu europejskich mocarstw, bo ktoś mu tam coś nieoficjalnie szepnął. Ten brak orientacji w stosunkach międzynarodowych to cena, jaką płaciliśmy za bierność na europejskiej scenie. Pomimo tego, że Stanisław August stworzył służbę dyplomatyczną, wśród polskiej elity nie zawsze zdawano sobie sprawę z tej prostej prawdy, że każde państwo rządzi się swoim interesem. I nie widziano też potrzeby rozpoznania tych interesów .

Krzysztof Józef WernerCzyli Pani Profesor te błędy u steru państwa przenosi z króla na polskie elity?

Cofnijmy się do historii Sejmu Wielkiego. Bunt na nim przeciwko zorientowanej na Rosję linii króla był faktem. Przez pierwsze dwa lata monarcha był z powodu swej orientacji odzierany ze wszystkich wpływów. Kilka tygodni po deklaracji pruskiej Stackelberg ogłosił w sejmie notę przypominającą, że Polakom nie wolno dokonywać w państwie zmian, które naruszały rosyjską gwarancję ustrojową. Wywołał oburzenie. Król chcąc powstrzymać Sejm przed nieopatrznymi krokami antyrosyjskimi, wygłosił wówczas (6 XI 1788) mowę, w której deklarował swój podstawowy artykuł politycznej wiary, że jeśli idzie o sąsiadów Polski, to „interessa Rosji najmniej się z naszymi spierają". Najmniej, bo co do pruskich dążeń rozbiorowych nie żywił złudzeń, zaś bierna wskutek osłabienia Austria wykazała w 1772 r. nie tylko gotowość do udziału w rozbiorze, ale i wielką łapczywość. Jedynie Rosja Katarzyny II była zainteresowana dalszym istnieniem państwa polskiego – oczywiście ściśle od Imperium zależnego.

Petersburg chciał mieć strefę buforową między swoim imperium a Zachodem.

I to bufor w pełni uzależniony i całkowicie bezsilny. „Nam zależy – pisano do dyplomatów rosyjskich tuż po śmierci Augusta III - aby Polska była w naszej wyłącznej zależności”, ale równocześnie w całkowitej anarchii, tak by nie mogła sprzeciwiać się żadnym rosyjskim decyzjom.

Król chyba zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie powstrzymać tego narodowego entuzjazmu, który wybuchł w 1788 r. Czy zatem nie lepiej było stanąć na czele narodu?

Dokładnie tak było. Zdawał sobie sprawę, już przed otwarciem sejmu, że antyrosyjskich nastrojów nie powstrzyma. I skutków tego dla państwa bardzo się obawiał. Ale nazajutrz po mowie z 6 XI 1788, gdzie bronił orientacji rosyjskiej, odmówił Stackelbergowi opuszczenia sejmu i przeciwstawienia się mu ramię w ramię z ambasadorem rosyjskim. Odmówił dokonania w Polsce rozłamu (potem, przy kolejnych „kuszeniach” ambasadora, tę odmowę powtarzał). Uważał, że miejsce monarchy jest przy narodzie, nawet zbuntowanym przeciw swemu królowi.

Ze względów legalistycznych?

Nie, nie chciał występować przeciwko swojemu narodowi. Skoro nie przekonał go do swojej linii politycznej, to trudno. Przeciwko narodowi z mocarstwem ościennym nie będzie szedł. To dlatego podpisał ostatecznie traktat przymierza z Prusami (III 1790), choć był mu z gruntu przeciwny. Skoro jednak naród tak rozstrzygnął, jego wolę trzeba uszanować. Pozostawało wypróbować w praktyce, czy alians pruski coś może Polsce dać.

Skąd wiemy, że król wiedział o dwulicowości Berlina?

Każdy inteligentny człowiek, mający polityczne doświadczenie, by to wiedział… A król to doświadczenie miał z czasów, gdy jako młody człowiek pełnił misję dyplomatyczną w Rosji.

Ale czy mamy jakieś dowody owej przenikliwości Stanisława Augusta?

Naturalnie. Król i jego brat prymas Michał Poniatowski otwarcie przestrzegali sejmujących, są broszury, które monarcha inspirował. Pozostała też jako ważne świadectwo korespondencja z polskim dyplomatami, zwłaszcza z Augustynem Debolim w Peteresburgu. Stanisław August doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co grały Prusy.

Ale wróćmy do pytania o Targowicę. Gdy Sejm przybrał jednoznacznie antyrosyjskie i antykrólewskie oblicze, król mimo to wspierał te reformatorskie pomysły Ignacego Potockiego, faktycznego przywódcy sejmu, a równocześnie swojego wielkiego wroga, w których upatrywał korzyści dla państwa. Spektakularnym dowodem była walka o Zasady do poprawy formy rządu, która toczyła się w drugiej połowie grudnia 1789 r. Hetmańska część opozycji jawnie już starła się wtedy z grupą reformatorską. Poparcie króla dla Ignacego Potockiego i dla Zasad przesądziło o ich zwycięstwie. Monarcha nie był entuzjastą republikańskiego charakteru Zasad, ale po pierwsze rozumiał, że nie są one jeszcze konstytucją, tylko zapowiedzią reform. Przede wszystkim jednak dostrzegał w nich również szereg pozytywnych propozycji, zwłaszcza postulat utworzenia sejmu stałego. Podobnie w 1790 r., przy różnych projektach opozycji król wyrażał poparcie dla pomysłów swych przeciwników, jeśli widział w tym korzyść dla Polski.

Ta postawa wreszcie zaowocowała - latem 1790 roku nastąpił przełom w stosunku opinii do Stanisława Augusta. Po pierwsze dlatego, że zdyskredytowała się polityka zagraniczna Ignacego Potockiego. Prusy zawarły porozumienie z Austrią w Reichenbach (VII 1790), odsuwając polskich przedstawicieli od rokowań. Sens przymierza polsko-pruskiego został przez konwencję w Reichenbach podważony, wspólna polsko-pruska wojna przeciw Austrii i odwojowanie Galicji stały się nieaktualne. Tymczasem znane już opinii dążenia pruskie do zdobycia Gdańska i Torunia wcale nie osłabły. Na początku września 1790 r. sejm zakazał jakichkolwiek cesji polskich ziem. A Ignacy Potocki liczył, że dzięki otworzeniu Berlinowi szans na przejęcie Gdańska i Torunia, uratuje sens przymierza. Przegrał z pruską złą wolą i z polskim społeczeństwem, które nie godziło się na jednostronne wyrzeczenia.

Ponadto od sierpnia 1790 dyskutowano nad Projektem do formy rządu, czyli projektem konstytucji, przygotowanym przez Ignacego Potockiego, bardzo nieudanym. Rozpoczęto dyskusję od najważniejszego w nim punktu – dziedziczności tronu. I okazało się, że obóz Ignacego Potockiego nie jest w stanie przeforsować tego ważnego i potrzebnego Polsce rozwiązania. Rosyjscy agenci wzmogli przeciw niemu działania do spółki z agentami Szczęsnego Potockiego i innymi przeciwnikami sejmu, którzy z zagranicy próbowali torpedować jego obrady. Benedykt Hulewicz, klient Szczęsnego Potockiego i adresat jego otwartych propagandówek antysejmowych, to klasyczny przykład takiego agenta. Wobec przegranej Ignacego Potockego, w opinii zyskiwał król – zwolennik reform, który nie poszedł z Rosją przeciw narodowi, a w ocenie Prus okazał się realistą. I w połowie listopada 1790 r., na sejmikach, na których wybierano drugi komplet posłów wciąż przedłużanego sejmu, Stanisław August odniósł wysokie zwycięstwo, odzyskał w sejmie zdecydowaną przewagę.

I wtedy Ignacy Potocki odegrał najważniejszą może ze swoich ról. Poszedł osobiście do Zamku, do tego króla, którego tak nie lubił i tak lekceważył, i przekazał mu prośbę, by to on, monarcha, napisał konstytucję. Skoro jemu, Potockiemu, nie udało się swego projektu przeforsować, niech podejmie się władca. Nie każdy polski magnat (i nie każdy dzisiejszy polityk) zdobyłby się na taki krok dla Polski. I nie każdy król potrafiłby w bardzo krótkim czasie napisać ustawę zasadniczą, którą znamy jako Konstytucję 3 Maja.

Ignacy PotockiKrok Ignacego Potockiego to rzecz nie do pomyślenia w czasach, gdy dla doraźnego dezawuowania Lecha Kaczyńskiego rezygnuje się z uznawania Katynia za ludobójstwo.

Nie tylko to. Ani na Zachodzie, ani na Wschodzie wywiady, jakich w latch 2005-2007 przywódcy polskiej opozycji udzielali zagranicznym środkom przekazu, dyskredytując polskie państwo, nie byłyby do wyobrażenia… Ale wróćmy do Sejmu Wielkiego. Król podejmuje zadanie, pisze konstytucję i przywódcy sejmowi narzucają ją wespół z Ignacym Potockim poprzez zamach stanu 3 maja 1791 r. Całe społeczeństwo aprobuje nowy ustrój na sejmikach 14 II 1792 – z tą chwilą nie można już mówić o zamachu stanu. Jak więc położyć kres polskiemu odrodzeniu?

Fakt, że Rosja przez 4 lata sejmu udawała, że nie jest zainteresowana sprawami nad Wisłą, nie znaczy, że nie gotowała się do reakcji. Imperatorowa Katarzyna II uznała już w 1788 roku, że ze zbuntowaną Polską rozprawi się wówczas, gdy skończy wojnę z Turcją. Zakładała, że to odroczenie nie przyniesie Rosji szkody – Polska nie wzmocni się na tyle, by zdołała się obronić. W maju 1792 r. zaczyna się rosyjska interwencja militarna w Polsce. Osłania ją listek figowy w postaci Targowicy. Politycy polscy, kierujący sejmem, zdają sobie sprawę, że Polska od strony militarnej nie ma szans na zwycięstwo. Od razu zakładają, że dla Rzeczypospolitej wojna jest rodzajem militarnej manifestacji, że ewentualne sukcesy uławią negocjacje i ocalenie przynajmniej części dzieła Sejmu Czteroletniego. Sejm w obliczu wojny zawiesił swą działalność, bo posłowie wyruszyli na front. Niezbyt dobrze świadczy to o politycznym poczuciu odpowiedzialności semowych przywódców – przypomnijmy, że francuska Konstytuanta, mimo wojny, działała, a więc i ponosiła polityczną odpowiedzianość cały czas. U nas po zawieszeniu obrad całą odpowiedzialność zepchnięto na króla.

Wojnę przegrywamy. Król pisze do Katarzyny list (22 VI 1792), w którym prosi o rozejm. Imperatorowa w odpowiedzi (2/13 VII 1792) uzależnia go od natychmiastowego przystąpienia króla do konfederacji targowickiej. 23 VII na naradzie monarchy z przywódcami państwa (Radą Wojenną, złożoną z przywódców zawieszonego sejmu) zapada większością głosów decyzja o kapitulacji. Stanisław August obawiał się, że jak wojska rosyjskie dotrą do Warszawy, rozmowy z Rosją będą miały jeszcze mniej szans na uratowanie czegokolwiek.

Ale Pani Profesor wcześniej doceniła przenikliwość króla wobec planów pruskich, które zakładały rozbiór Polski, a tym razem Stanisław August wobec Rosji … pomylił się?

Zdawał sobie sprawę, że Rosja nie pogodzi się z polską niezależnością i bał się zemsty rosyjskiej. Przez ostatni rok Sejmu Wielkiego oficjalna polska propaganda głosiła, że wszystko idzie wyśmienicie, ale tak naprawdę wiedziano, że w wypadku rosyjskiego ataku Polska znów pozostanie sama. Wojna rosyjsko-turecka skończyła się w styczniu 1792 r., podpisano pokój w Jassach i przyszedł czas, że Polska już oficjalnie stała się najważniejszym celem Petersburga. Ponieważ pozostałe mocarstwa rozbiorcze, Prusy i Austria, zajęte były wojną z Francją, pacyfikacji Rzeczypospolitej miała dokonywać wyłacznie Rosja. Stanisław August był przekonany, że jeśli zlekceważy żądanie Katarzyny II i nie przystąpi do Targowicy, prowadząc nadal walkę, kraj czeka rozbiór. Jeśli przystąpi do Targowicy, a więc upokorzy się i skapituluje, może uda się nowego podziału uniknąć.

Tu konieczne jest porównanie z sytuacją w 1773 r. Wówczas ambasador Stackelberg zażądał od sejmu wyłonienia 100 osobowej delegacji, która miała podjąć wszystkie ważne decyzje (a więc przede wszystkim zalegalizować cesje terytorium), a sejm musiałby tylko to zatwierdzić. Co to znaczyło – wiedziano, wszakże już sejm repninowski 1767/1768 r. wykorzystał pomysł delegacji – mniejszą grupą parlamentarzystów łatwiej ambasadorowi kierować. W 1773 r. król stanął na czele tej grupy posłów, która przeciwstawiała się wyłonieniu pełnomocnej delegacji. Ze strony monarchy była to tylko demonstracja oporu, która mogła się kiedyś przydać. Stanisław August zdawał sobie bowiem sprawę, że Polska nie ma sił, by realnie sprzeciwić się żądaniom Rosji, wiedział (bo jeszcze w 1772 r. rozesłał poselstwa do Londynu i Paryża), iż Rzeczpospolita nie uzyska od Europy żadnej pomocy.

Gdy Stackelberg zagroził, że dalszy opór przeciw wyłonieniu pełnomocnej delegacji oznaczać będzie całkowity rozbiór państwa, polski władca skapitulował. W głosowaniu 14 V 1773 przeciwnicy delegacji znaleźli się w mniejszości, jak przypuszczamy, w wyniku zakulisowych działań monarchy. W ten sposób cesje zalegalizowano, ale uniknęliśmy ostatecznego rozbioru. W 1792 r. zapewne liczono na to samo. Upokorzenie w zamian za przetrwanie państwa. Nie udało się.

Król podczas Sejmu Wielkiego jest z narodem, choć zdaje sobie sprawę, jakim ryzykiem jest narażanie kraju Rosji. A kiedy w 1792 r. stanęliśmy nad przepaścią, kiedy rozpoczęła się wojna, to król już z narodem nie był.

Jak to nie był? Nie pojechał na front, to wiemy, znamy też tego przyczyny. Najpierw długie przygotowania do wyjazdu, czy raczej załatwianie najpilniejszych spraw politycznych, potem, po liście do Katarzyny II z prośbą o rozejm – czekanie na odpowiedź. Król uległ tu groźbom rosyjskiego dyplomaty, Jakowa Bułhakowa, że wyjazd na front przed nadejściem tej odpowiedzi imperatorowa potraktuje jako antyrosyjską demonstrację. Stanisław August rzeczywiście się na front nie śpieszył, ale pozostawanie w Warszawie było zgodne z założeniami całej polskiej elity: Polska w wojnie z Rosją nie ma szans, wojna stanowi tylko demonstrację oporu i ma ułatwić negocjacje, by kapitulacja nie była bezwarunkowa. Te rachuby (nie tylko monarchy) nie oznaczały, że król przestał być z narodem. Gdy się okazało, że warunkiem negocjacji jest przystąpienie do Targowicy, co pozostawało wobec braku jakiegokolwiek zewnętrznego wsparcia? Owszem, nie wypróbowaliśmy w 1792 r. walki do końca. Ale dwa lata później Kościuszko wypróbował. I co z tego wyszło?

Ale w 1792 mieliśmy większe szanse, stałą armię, większe terytorium …

W 1995 r. była na Zamku dyskusja o Stanisławie Auguście. Pamiętam, że jeden z jej uczestników podniósł w jej trakcie, iż nikt tak jak piłsudczycy nie pogardzał ostatnim królem za postawę w 1792 r., a we wrześniu 1939 r. zachowali się tak samo. To nie było rzetelne postawienie sprawy, bo przywódcy państwa dzięki opuszczeniu go we wrześniu 1939 r. zyskali coś ważnego - uniknęli konieczności kapitulacji. Ale to jednak pokazuje, że są sytuacje, w których nie ma dobrego wyjścia, można wybierać tylko takie, które uważa się za mniej złe. Przystąpienie monarchy do targowicy zawierało rachunek politycznych zysków i strat: w zamian za wyrzeczenie się (jak liczono – częściowe) zdobyczy Sejmu Wielkiego i kolosalne upokorzenie, król i jego doradcy żywili nadzieję na uchronienie państwa przed kolejnym rozbiorem. Nadzieja ta okazała się złudną, ale tego przecież nie mogli z góry być pewni. I innego politycznego wyjścia nie było, niestety. Gorzej z abdykacją, która – podkreślmy - nastąpiła po upadku państwa, po ostatecznym rozbiorze. W akcie abdykacji król wymienił wartość polityczną, jaką stanowiła korona, na niepolityczną, tzn. na obietnicę zaborców spłacenia 40-milionowych długów.

To były prywatne długi królewskie…

Absolutnie nie. To były pieniądze, które poszły na sprawy państwa. Od pierwszych chwil panowania państwo nie miało dostatecznych dochodów. Najpierw August III wybrał wpływy na rok z góry i nowy monarcha stanął w obliczu pustej kasy, a potem Rosja uniemożliwiała uchwalenie odpowiednich podatków, by pozbawić monarchę swobody działań. Katarzynie bardziej się opłacało od czasu do czasu poręczać zagraniczne pożyczki króla, niż zgodzić się na wystarczające dochody i, w efekcie, reformy wewnętrzne. To jest bardzo wyraźna polityka uzależniania Polski. Już sejm 1766 r. kończący drugi rok panowania chciał dać królowi duży „prezent” jako zwrot kosztów dwuletniego utrzymywania przez władcę Szkoły Rycerskiej. Król podarował ten „prezent” temuż Korpusowi Kadetów, by mógł się utrzymać i rozwijać. Podobnie wszystkie inne poczynania reformatorskie były finansowane z dochodów i pożyczek królewskich.

Po III rozbiorze zaborcy nie zdarliby już z Rzeczpospolitej tych 40 milionów długów, bo państwa nie było. Jaki sens miała więc abdykacja?

Niespłacone, wierzytelności króla zrujnowałyby prywatnych wierzycieli. Monarcha miał nie tylko pożyczki zagraniczne, ale przede wszystkim kredyty od osób prywatnych. Abdykacja była jednak błędem, bo wartość polityczna, jaką stanowiło istnienie korony, zamieniono na wartość „cywilną”, niepolityczną. Jako polityk król popełnił tu poważny błąd.

Zresztą polskie prawo zakazywało abdykacji już od 1669 r. Jeden z naszych czytelników zapytuje, jakie były odczucia monarchy po upadku państwa. Nad czym myślał, jak oceniał swoje działania?

Niezwykle przygnębiająca jest lektur listów Stanisława Augusta do Katarzyny II z tego okresu. To był człowiek, który miał głęboką świadomość, że przegrał wszystko, o co walczył ponad 30 lat, to znaczy przegrał państwo. Wiedział, że to nie była jego wina; ale nie widać z tych listów, by fakt ten pomniejszał gorycz klęski, jaką król przeżywał. Pewne nadzieje zaświtały po zgonie Katarzyny. Monarcha łączył je z Pawłem I. Na każdym kroku negował on decyzje matki. Uwolnił więźniów, zaprosił króla na swoją koronację. Podkreślał tym samym, że Stanisław August nie jest zwykłym obywatelem, więźniem rosyjskim, ale koronowaną głową. Monarcha snuł refleksje na temat tego, co jeszcze będzie można od Pawła I uzyskać. Ale my wiemy, że wcześniejsze enuncjacje polityczne imperatora nie rokowały Polsce specjalnych szans. Zresztą, nawet gdyby poczynił on jakieś kroki na rzecz restytucji Rzeczypospolitej, to można być pewnym, że zginąłby wcześniej niż w 1801 r. Rosyjska elita by do utraty swej polskiej zdobyczy nie dopuściła.

Śmierć Stanisława Augusta Poniatowskiego / Marcello BacciarelliPrzypomnijmy też, że od początku 1795 r. król był przede wszystkim więźniem, został zmuszony do opuszczenia Warszawy, przeniesienia się do Grodna, gdzie żył w areszcie domowym. Nadzorcą monachy był osobiście mu nieżyczliwy Nikołaj Repnin, ex ambasador z lat 1764-1769. Po śmierci Katarzyny, w listopadzie 1796 r. Stanisław August został zaproszony na koronację Pawła I i po niej rezydował w Petersburgu.

 

cdn.

Rozmawiał Jakub Maciejewski

 

W II części wywiadu prof. Zofia Zielińska opowiada nie tylko o doniosłych reformach z początku panowania Stanisława Augusta, ale też tłumaczy nam, że od 1766 r. król był w Petersburgu postrzegany jako... wróg Rosji! Inaczej po tym spojrzymy na konfederację barską, oddzielając zwykłych uczestników powstania od dwuznacznie zachowujących się magnatów, w innym świetle zarysują się relacje między królem a narodem. Profesor Zielińska opowie także w jaki sposób Adam Mickiewicz potwierdza jej argumenty...

 

Zofia Zielińska (ur. 1944) - historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, badacz dziejów politycznych Polski w XVIII wieku, autorka m.in. monografii: Walka „Familii” o reformę Rzeczypospolitej 1743-1752 (1983), Ostatnie lata pierwszej Rzeczypospolitej (1986), O sukcesji tronu w Polszcze 1788-1790 (1991), w Wyd. ARCANA publikowana jest jej najnowsza monografia: Polska w okowach „systemu północnego” 1763-1766.


Ostatnie wiadomości z tego działu

Zaprzeczanie faktom nie potrwa długo

Natalia Wojtanowska o zaniedbaniach wokół Smoleńska

Zychowicz pisze i pyta

Przywracanie pamięci o Ferdynandzie Goetlu trwa – rozmowa z Krzysztofem Polechońskim

Komentarze (23)
Twój nick:
Kod z obrazka:


Wit
22.10.2016 20:35
Tylko szaleńcy niczego się nie boją i wierzą w zwycięstwo nawet wtedy, gdy nie ma na nie najmniejszych szans. Ale zgoda - mógł się król zachować jak bohater, też nic by to nie dało ale przeszedłby do historii jako drugi Reytan (nota bene: człowiek psychicznie chory). Lecz czemu za brak ducha walki obciążać tylko króla? A co zrobił cały naród? Czy szlachta zadeklarowała masowo dobrowolne podatki na wojsko? Czy znaleźli się tacy, co uwalniali swoich chłopów, by z nich robić żołnierzy lub choćby kosynierów. Czy naszą regularną armię wspierały tysiące partyzantów? Nie. Naród biernie przyglądał się nierównej walce naszej armii z rosyjskim interwentem. Ale oczywiście wszystkiemu winien król.
Wuk
23.07.2016 12:53
Panie Kamilu Sądzę, że ma Pan rację.
- Hola soy un Fotografo hecho a pulso me inspiran soitis como el de ustedes me gusta mucho sus imag
21.07.2013 3:43
- Hola soy un Fotografo hecho a pulso me inspiran soitis como el de ustedes me gusta mucho sus imagenes logran capturar emosiones Que optica usan para lograr esos colores, me imagino que focales fijas muy luminosos? Felicitaciones.
AAA
11.03.2013 20:22
Len 11 : "wyższy kler to protestanci" niby co? Car "Polska upadła przez samą siebie" ksiądz Kalinka uważał inaczej uparcie "Polska" zamiast "Rzeczpospolita Obojga Narodów" Konfederatom Barskim marzył się powrót do czasów saskich - a przecież Sasów narzucił Petersburg - poczytajcie Konopczyńskiego
Kamil Kuczyński
09.10.2012 5:25

 Chociażby reforma walutowa, reformy administracyjne, 100 armia, na którą Stanisław dostał pozwolenie od Katarzyny itd..

Oczywiście, że przystąpił do Katarzyny, bo wiedział jak beznadziejna jest sytuacja. Mając do wyboru stracić wszystko (czyli całe państwo), lub "tylko" reformy wybrał państwo.

Jednak Katarzyna go oszukała i państwo okroiła.

Jestem prawie pewien, że gdyby naród się go słuchał to przetrwalibyśmy do Napoleońskich Orłów. 

Car
14.08.2012 16:45

Polska upadła przez samą siebie

Maksimus
28.04.2012 7:20

Ze zdumieniem czytam ten wywiad.

"Zdawał sobie sprawę, że Rosja nie pogodzi się z polską niezależnością i
bał się zemsty rosyjskiej. Przez ostatni rok Sejmu Wielkiego oficjalna
polska propaganda głosiła, że wszystko idzie wyśmienicie, ale tak
naprawdę wiedziano, że w wypadku rosyjskiego ataku Polska znów
pozostanie sama. Wojna rosyjsko-turecka skończyła się w styczniu 1792
r., podpisano pokój w Jassach i przyszedł czas, że Polska już oficjalnie
stała się najważniejszym celem Petersburga. Ponieważ pozostałe
mocarstwa rozbiorcze, Prusy i Austria, zajęte były wojną z Francją,
pacyfikacji Rzeczypospolitej miała dokonywać wyłacznie Rosja. Stanisław
August był przekonany, że jeśli zlekceważy żądanie Katarzyny II i nie
przystąpi do Targowicy, prowadząc nadal walkę, kraj czeka rozbiór. Jeśli
przystąpi do Targowicy, a więc upokorzy się i skapituluje, może uda się
nowego podziału uniknąć."

Człowiek, który się boi, nie wierzy w sukces i nie chce zmobilizować narodu do obrony nigdy nie powinien być Królem. Tak karkołomnego tłumaczenia nie czytałem dawno. Książka na pewno ciekawa ze względu choćby na pewne nieznane dotąd fakty, ale zachwycanie się miernotą o (jak to nazawała Pani profesor) "orientacji" prorosyjskiej jest delikatnie mówiąc nie na miejscu.

Król Polski Pani profesor - ma posiadać orientację Polską!!!!!!!!!!!!!!

Wtedy, można planować działania krzyżujące i wyprzedzające w stosunku do wrogów. Działania mobilizujące i wykorzystujące nieznany potencjał tkwiący w narodzie. Gdyby tak minimalistycznie myślał Józef Piłsudski, II RP nigdy by nie było. Polacy przetrwali mimo, a nie dzięki SAP. Przetrwali dzięki niepokornym powstańcom!!!  I dalej koło historii się toczy. I znowu, jest orientacja "prorosyjska". I znowu straszą Polaków wojną z Rosją i dlatego nie można wyjawić prawdy o Smoleńsku. Nie planują żadnych działań jako członkowie NATO i UE. Wpływ takich postaw z przed 300 lat jest katastrofalny. Uważam, zatem że SAP swoją postawą wpłynął co najmniej demoralizująco na dalsze losy Polski, aż po dzień dzisiejszy... .

Na szczęście wynik ankiety mówi, że Polacy, przynajmniej Ci, biorący udział w ankiecie, mają większe wymagania w stosunku do rządzących niż tylko rodzaj "orientacji" i brak odwagi w działaniu oraz brak poświecenia własnego życia dla przekazania woli swego ducha narodowi.

Chwała wielkim - Józefowi Piłsudskiemu i jego uczniowi poległemu w Smoleńsku Lechowi Kaczyńskiemu!

Hańba zdrajcom narodu tym z historii i tym współczesnym ...

Historia to ciągłość. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak to co działo się 300 lat temu wpływa na dziś.

A na zakończenie dedykuję Pani profesor rozmowę z inną kobietą...

Rozmowa z Jadwigą Chmielowską Irlandia link

http://www.youtube.com/watch?v...

Gosć
27.04.2012 18:29

Nie! Jak ktoś twierdzi, że w Polsce można coś zrobić jak Rosja się zgodzi, to ja przepraszam, ale reszta dywagacji jest zbędna. Można tylko współczuć, że Polacy muszą ciągle borykać się z takimi "bohaterami".

Rarytas
23.04.2012 17:57

 Won z Polski folksdeutschu

Len11
26.03.2012 14:57

owszem, Polacy byli podzieleni. Magnateria i wyższy kler to protestanci i masoni, zdrajcy i zaprzańcy. Wiek XVIII to głęboka infiltracja elit RP przez loże masońskie, szpiegów Prus I Rosji. Poniatowski to bezwolna kukiełka, tak naprawdę bez szans na odegranie jakiejkolwiek zbawczej roli. Tam potrzeba było radykalnych rozwiązań, dyktatury. Sięgnijmy po Morawskiego "Żródło rozbioru Polski"..

singer
25.03.2012 20:00

Rosjanie byli podzieleni na poczatku XVII wieku. Polska wykorzystala to i wojska polskie okupowaly Moskwe w latach 1610 - 12. Rosjanie nauczyli sie ze narod nie powinien sie dzielic tylko dzialac wspolnie.

W czasie Sejmu Czteroletniego Polacy byli podzieleni. Rosja i Prusy to wykorzystaly. Czy Polacy sie nauczyli ze narod nie powinien sie dzielic tylko powinien dzialac wspolnie? Gdyby Polacy sie nie podzielili to Polska by nie upadla a 10 - 20 lat pozniej Napoleon rzadzil Europa i Polacy mogli by uchwalac trzy Konstytucje 3 Maja.

Jazmig
25.03.2012 13:19

Jeżeli wiedza p. profesor o XVIIIw. jest taka sama, jak o 1939 roku, to  należało szukać eksperta, a nie wielbicielkę króla Stasia. Zdaniem Cata-Mackiewicza, II RP powinna spełnić żądania Niemiec, dając im korytarz do Prus Wschodnich, unikając w ten sposób wojny z III Rzeszą. Dzisiaj wiemy, jakie były koszty poglądu Becka na pojęcie honoru narodu. Utrata 6,5 mln obywateli oraz  sporej części terytorium, a po wojnie sowiecka okupacja, co w efekcie cofnęło nas cywilizacyjnie o kilkadziesiąt lat.

Dorota_galaszewska
24.03.2012 14:17

 Moim zdaniem z pierwszą częścią tezy , że "nic nie było w stanie uratować państwa polskiego" można  jeszcze dyskutować, ale jej z drugą częścią już nie, gdyż jest to ocena subiektywna pani prof., która uważa, że " tą fatalną sytuację najlepiej rozumiał Stanisław August". Jakbym była złośliwa to bym zapytała " Co z tego stwierdzenia wynika, że najlepiej rozumiał?" Za wiedzą króla nie poszły żadne czyny inaczej niż w przypadku Dmowskiego czy Piłsudskiego. W tym przejawia się format polityka: nie tylko w posiadanej wiedzy , ale i też w w odwadze jej wykorzystania, z czym zawsze związane jest ryzyko: czy się uda, czy nie.
To, że w historii Stanisław August Poniatowski tak źle się zapisał, to jest wyłącznie efekt jego abdykacji. Zdecydowała jedna źle podjęta decyzja, za którą przyszło mi zapłacić słono. Tak to w życiu bywa. Taką samo cenę zapłacił też Rydz-Śmigły.

Rober
24.03.2012 12:34

O jakich ograniczonych reformach szanowny pan mówi, akces do Targowicy oznaczał, że wszystko ma być po staremu. I to była "myśl przewodnia" Katarzyny - albo w Polsce wszystko po staremu (bo to dwała mozliwość kontroli państwa polskiego), albo rozbiory.
PS
A pisząc o niezbyt logicznym wywodzie miałem na mysli panią Zofię Z.a nie pana Staszka P.

Kamil Kuczynski
24.03.2012 12:24

ps. czy dostaniemy jakoś informację o nowym komentarzu po zalogowaniu się z fcebooka.

Druga informacja, jak można dostac informację o drugiej części i kiedy będzie?

Kamil Kuczyński
24.03.2012 12:19

To trzymało się kupy.

Myśl przewodni panowania: nie narażać się Rosji, bo ta nie chce  rozbiorów Polski
- ograniczone reformy pod auspicjami Rosji
- naród i elity decydują, żeby polski baranek poszedł walczyć razem z pruskim wilkiem (który go chciał zjeść, ale niedźwiedź mu nie pozwalał)  przeciwko niedźwiedziowi
- niedźwiedź zgodził się na rozbiory, aby baranek nie zaatakował go razem z wilkiem od tyłu podczas walki z tureckim pawiem
- baranek został wymigany przez wilka i zjedzony.

Król chciał trzymać z Rosją. Natomiast Katarzyna przeliczyła się i za bardzo osłabiła Stanisława. Z drugiej strony gdyby za bardzo go wzmocniła miałaby też problem w postaci wzmocnionej Polski.

Może po prostu król chciał za dużo. Lepiej było siedziec cłkowicie cicho wzmocnić armię do 50 tyś i trzymać gorących patriotów z łeb. Ale jego miłość do ojczyzn go zgubiła.

Prusacy pomimo mniejszej ilości kart mieli lepszą sytuację.

Pozdrawiam
Kamil Kuczyński
"7 zasad szybkiej nauki angielskiej wymowy". -darmowy kurs językowy. Zacznij nareszcie mówić płynnie i automatycznie po angielsku.

Dorota_galaszewska
24.03.2012 8:21

 Zgadzam się w pełni. Historykom ciężko się przyznać, że Stanisław August Poniatowski był słabym politykiem, co nie umniejsza jego ogromnego zaangażowania w kulturę.  

Artur
24.03.2012 3:55

"Ani na Zachodzie, ani na Wschodzie wywiady, jakich w latch 2005-2007 przywódcy polskiej opozycji udzielali zagranicznym środkom przekazu, dyskredytując polskie państwo, nie byłyby do wyobrażenia… " ja bym proponował poczytać brukselskie wypowiedzi europosłów PIS-u na forum parlamentu europejskiego na temat polskiego rządu i państwa... (a nie jakieś wywiady) ... potem już wszystko jest do wyobrażenia...

Zzzz
23.03.2012 17:13

drodzy
czy nie zastanawialiście się, że ta dostępna korespondecja w której poniatowski miał te owe dylematy to zwykłe fałszywki, a na koniec go otruli, aby nie miał dylematów;) i pochowali u św.katarzyny aby był czuł się jak u siebie ?
czy rozbiory to nie był zwykły gangsterski "deal" sąsiadów przy pomocy poniatowskich, potockich, czartoryskich i innych przekupionych i zastraszonych utratą majątków lub wręcz poproszonych o działania na niekorzyść polski :) w związku układami rodzinnymi ?
czyż, nie pisze już o tym otwarcie Norman Davis ?   
czy słyszeliście , że poniatowscy to tak naprawdę austriacy, a jeden z nich nawet poprosił osobiście mateczkę austrie, aby dokonała tego najpierwszego rozbioru, czyli zagarnięcie spisza ?

Rober
23.03.2012 16:14

Te wywody nie trzymają się kupy: król zdawał sobie sprawę, że Rosja nie pogodzi się z polską niepodległością, ale poparł reformy Potockiego, a później i Konstytucję napisał, choć w jednym i drugim przypadku celem miało być wzmocnienie państwa czyli jego niepodległości - czyż nie?
Po co to robił skoro wiedział, że rozeźli tym Katarzynę a na zwycięstwqo militarne nie ma co liczyć?
I co to za wódz, król i reformator, który przystępuje do wojny w obronie Konstytucji zakładając z góry klęskę i w gruncie rzeczy licząc na miłosierdzie zwyciężcy/czyni?
Wątpliwości jest więcej, znacznie więcej, ale ...

Key_studio
23.03.2012 14:17

Na wystawie o masonerii, która była prezentowana kilka lat temu była informacja, ze król Stanisław August i caryca Katarzyna należeli do tej samej loży, dalej: generałowie rosyjscy tłumiący Powstanie Listopadowe  i jego polscy przywódcy też.

REDAKCJA
23.03.2012 13:24

Szanowny Panie, w II części wywiadu będzie o początkach panowania, natomiast co do porwania z listopada 1771 r. to nie ma ostatecznego rozstrzygnięcia, gdy historiografia raczej skłania się do tezy, że to jednak konfederaci. Prosimy tylko o ostrożność w ocenianiu osób, śmiało zachęcamy do oceniania treści.

Roman Rozynski
23.03.2012 12:32

Nie wiem za co tej pani dali profesurę, weźmy choćby taki michałek:
"Nie, nie chciał występować przeciwko swojemu narodowi. Skoro nie
przekonał go do swojej linii politycznej, to trudno. Przeciwko narodowi z
mocarstwem ościennym nie będzie szedł."
A rok 1768 kiedy król wysłał przeciw walczącym z Rosjanami konfederatom wierne sobie oddziały i przez całą konfederację zwalczając na wszelkie sposoby obrońców ojczyzny ?
Wziął m.in. udział w spisku mającym zohydzić konfederatów-chodzi o sfingowane porwanie.
A przecież nawet do I rozbioru nie musiało dojść.


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.