Maciej Zakrzewski: O przedefiniowaniu antykomunizmu

„Trzeba to głośno w końcu powiedzieć, bez ironii i z najwyższą powagą: Karol Marks miał rację!” - pisze Maciej Zakrzewski w 117 numerze Dwumiesięcznika ARCANA.
26.09.2014 12:26

Współczesny człowiek Zachodu żyje podług dwóch współzależnych procesów: maksymalizacji komfortu i unifikacyjnego porzucania zakorzenienia. Trzeba to głośno w końcu powiedzieć, bez ironii i z najwyższą powagą: Karol Marks miał rację! Dostał empiryczny ochłap, zobaczył przedświt i dopisał koniec. Cel komunizmu był prosty: maksymalizacja dobrobytu i wyzbycie się ludzkiego egoizmu (związanego z partykularyzmem). Drogą do zaniku myślenia „stronniczego” było zniszczenie wszelakich twardych odniesień tożsamościowych jednostki: tych klasowych, narodowych, ale i prywatnych: domowych i indywidualnych. Naprzeciwko maszyny miała po przejściu „czerwonego morza” rewolucji stanąć wyobcowana masa. Maszynę miał dopełnić „człowiek- maszyna”. Marks był prorokiem fatalnym, ale prorokiem. Zobaczył cel, pomylił środki i tempo procesu. Jak dawni gnostycy, przestrzelił koniec czasów. Ale to kwestia taktyki, detalu – nie istoty. To, co nie udało się komunistom na siłę, dzieje się samo. Powoli, stopniowo, dobrowolnie. Bez przemocy, bo i przemoc przynależy do świata starego.

Rozwój technologiczno-informatyczny doskonale realizuje cele komunizmu. Z jednej strony z dnia na dzień przyrasta komfort życia, tak, że w ciągu dziesięciu lat ludzkość przebywa w tym względzie drogę równą całym półwieczom, a może i wiekom. Z drugiej strony, postępująca, wciąż z różnymi zakrętami, globalizacja czyni świat wielkim – obcym.

Określenie „globalna wioska” jest niezwykle ciekawą, jak i mylącą zbitką. Oba elementy są całkowicie przeciwstawne. Globalizm i wioska; skala ultramakro wraz ze skalą ultramikro. Nie będzie wioski w globalnym świecie. Globalna może być tylko metropolia. Natura wsi polega na bliskości społecznej, a ta radykalnie szwankuje w galopującym tempie (przykład zarżnięcia brytyjskiego żołnierza w biały dzień na ulicy jest przerażająco wymowny).

Czas wypowiedzieć drugie dziwne brzmiące stwierdzenie: Stalin był ideowym komunistą. To nie żaden „czerwony Car”, imperialista, ale człowiek, który wiedział, że wprowadzenie komunizmu winno być poprzedzone całkowitym roztrzaskaniem wspólnoty. W początkowych partiach Archipelagu Gułag jest opis symbolicznego „pasjansa”, „przeczesywania społeczeństwa”. Przeczesywanie to nie miało za zadanie wyłapywać wrogów systemu, ale oddziaływać na wspólnotę. Wraz z uprzemysłowieniem i modernizacją, szło sianie nieufności, przecięcie jakichkolwiek więzów społecznych. Każdy stawał się Robinsonem na bezludnej wyspie. Bez NKWD modernizacja nie byłaby możliwa, a jeśli tak, to prowadziłaby do wytworzenia jakiejś nieźle usytuowanej klasy średniej. Ale „bezpieka” była gwarantem prawidłowego przebiegu procesu. I nikt lepiej od nich nie wiedział, że istota nie tkwi w materii, ale w formie. Podobnie istota Internetu, jako elementu zmiany społecznej też nie tkwi w materii (w treściach), ale w sposobie kontaktów ze światem i sposobie komunikowania się. Czy w Internecie będą treści pornograficzne czy religijne z punktu widzenia ogólnego procesu ma takie samo znaczenie, jak to czy kogoś oskarżano o kułactwo czy o współpracę z obcym wywiadem. Seksualna stymulacja przed ekranem monitora jest tak samo jałowa jak np. potencjalna spowiedź internetowa, wszystkie treści internetowe są hologramami tego co jest swojskie, ludzkie, znane i ryzykowne zarazem, ale to tylko odbicia, są bezproblemowe, bezkanciaste i po

dporządkowane naszej woli; jedyne wobec czego bezwolni jesteśmy to wyłączenie komputera. To smartfon i iPad – stają się naszym prywatnym „cieniem”, Tajnym Współpracownikiem bez oficera, radykalnym 

uproszczeniem życia za cenę niezależności. W świecie wirtualnym możemy wszystko, ale nie możemy z niego wyjść. Prawdopodobnie alegoria Platońskiej jaskini, jak nigdy wcześniej, opisuję obecną praktykę życia społecznego. I choć zestawienie świata wirtualnego i czerezwyczajki jest może zbyt daleko idące, to mimo różnicy środków, oddziaływanie na wspólnotę jest podobne – izolacja i absolutna kontrola. To smartfon i iPad – stają się naszym prywatnym „cieniem”, Tajnym Współpracownikiem bez oficera, radykalnym uproszczeniem życia za cenę niezależności.

(…) 

Świat zachodni po zakończeniu II wojny światowej przekształcał się powolnie i w zróżnicowanym tempie w oparciu (…)  parafrazując Manna, z pominięciem tego, co wiadomo o człowieku. Powodowało to, że przyśpieszony przez wojnę światową proces modernizacji przybiera ponownie złowrogi wymiar; złowrogi tym bardziej, że był on zdecentralizowany, nie stał na jego czele żaden dyktator wraz z sztabem zaufanych pomagierów. Tym razem „chytry rozum” obył się bez politycznej inicjatywy człowieka i działał bezszelestnie z dnia na dzień; w laboratoriach, na uniwersytetach, w koncernach i w sklepach. Nowoczesny człowiek został otulony siecią połączeń, które dostarczając komfort – oddzielają go od tzw. sfery elementarnej, wszystkich tych elementów, w zmaganiu z którymi kształtował się etos ludzki. Taniość współczesnej kultury jest odzwierciedleniem taniości współczesnego człowieka, który musi bezpłciowo walczyć jedynie o lepsze miejsce w punktacjach i rankingach. Całość systemu ocen i klasyfikacji staje się dla niego jedynym punktem odniesienia; z jednej strony nic nie jest na śmierć i życie, z drugiej – to, co niepoważne staje się całym życiem. Brakuje tylko politycznego czynnika, zdolnego do uchwycenia tych elementów, aby cały dobrobyt zamienił się w realny koszmar, prawdopodobnie niezauważalny przez nikogo prócz jednostek pokroju Winstona Smitha czy Józefa K.

Nikt już nawet nie próbuje nadać temu procesowi znamion ducha: a alterglobalny opór jest głupkowaty, przypominający raczej „koncesjonowaną opozycję”, a nie ruch buntu. Ich rola ogranicza się wyłącznie do tego, że dają złudzenie wyboru. Są swoistym mikołajczykowskim PSL-em – poprzez swój opór wobec środków, nie zasad, tylko legitymizują postępujący proces. Jünger sam zwątpił i wobec postępującej centralizacji i izolacji wymyśli figurę „eksploratora bezdroży”, milczącego kontestatora, którego opór jest świadectwem, ale świadectwem bez jakiegokolwiek znaczenia dla świata zewnętrznego, jest jedynie próbą uchronienia siebie, nie innych. Jedynym kosmosem jest wnętrze zbuntowanej jednostki, której opór przebiega na najbardziej intymnym, a tym samym na najistotniejszym poziomie.

zajrzyjdoksiegarni_120

Ukomfortowienie człowieka, jest równoległe z jego „oddomowieniem”, z wytarciem tożsamości partykularnej, którą uznano za zarzewie wojny. Pacyfistyczna frazeologia sprowadziła na człowieka Zachodu przekonanie, że nie ma za co umierać, ofiara nie ma sensu. Zagrzebano pamięć o wojownikach; o trzystu Spartan; o obrońcach Troi i Argonautach. Wypychając wszystko co było cudowne w sferze mitu w obszar taniej popkultury i ewentualnie subkultury. Elity mówiły o wojnie jako o smutnym memento, o ofierze wymuszonej, ofierze w walce z niemieckim złem, deprecjonującym tym samym rycerskie braterstwo żołnierzy frontowych, które całkowicie wymyka się współczesnej logice. Przypuszcza się jednak kolejny atak na ostatni bastion tożsamości, chyba najbardziej dotychczas niewzruszony, nieopanowany i intymny zarazem: na płeć. Z jednej strony rozmycie granic płciowych, z drugiej feministyczny purytanizm (prowadzący m.in. do wprowadzania kar dla klientów domów publicznych), poskramia sferę, która zawsze była nieogarniona, dzika, wobec której nawet chrześcijaństwo pozostawało bezsilne. Sens tresury seksualności współcześnie nie odbywa się pod hasłami czystości, wierności etc., ale w postulacie łóżkowego egalitaryzmu. Sens tresury seksualności współcześnie nie odbywa się pod hasłami czystości, wierności etc., ale w postulacie łóżkowego egalitaryzmu. Wyznaczenia granic, opisania niebezpiecznych zachowań, likwidacji asymetrii. Jak wytłuczono w pamięci zbiorowej butnych bohaterów, tak posegregowano ludzkie namiętności; dano szeroki wybór zachowań wśród płycizn, gubiąc gdzieś tę odwieczną i fascynującą grę mocy. Wychowanie seksualne w szkole dostatecznie świadczy o rozbiciu i kalectwie wspólnoty, skoro obszar bardzo wrażliwych uczuć i emocji poddany zostaje dyscyplinie biurokratycznej (i marketingowej).

Proces „wykorzenienia” i komfortowej dominacji postępuje, rozlewa się z wolna. Ludzkość, za pomocą szeregu zdecentralizowanych procesów, brnie ku swemu przeznaczeniu. Pierwsze słowa Manifestu Komunistycznego mówią: „Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu. Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się dla świętej nagonki przeciw temu widmu, papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemieccy policjanci”. Widmo krąży wciąż; tyle że niemal wszystkie potęgi połączyły się w jego uskutecznianiu. Etatyzacja wszelkich sfer życia wraz z korporacyjną strukturą konsumpcji dopełniają obrazu zmian. Wychowanie seksualne w szkole dostatecznie świadczy o rozbiciu i kalectwie wspólnoty, skoro obszar bardzo wrażliwych uczuć i emocji poddany zostaje dyscyplinie biurokratycznej (i marketingowej) Proces społecznej mobilizacji, który odbywa się z całkowitym pominięciem ducha, wręcz z jego kastracją, zawsze będzie prowadził do obozów koncentracyjnych. Pytanie tylko czy można, jak to określił Jünger, zabić w człowieku „bycie”. Jeśli da się kupić duszę i ucywilizować bestię, to może nie warto sobie zawracać głowy, i można nucić zaciskając zęby tekst piosenki Kultu: „wolność, po co wam wolność? Macie przecież telewizję”. Idzie jednak o te zaciśnięte zęby, o tą wściekłość: że tak być nie może; o to wewnętrzne przekonanie, że człowiek to nie gliniany garnek, a tym bardziej układ scalony; idzie o głupią nadzieję, że cały czas naukowcom wymyka się dusza; że pozostanie ta cząstka nieopisana, za którą umierali herosi, zwana wolnością. Głupie, pewnie, że durne, jak każdy mit, ale to na micie zbudowano cywilizację europejską, a na gruncie nauki komory gazowe.

W traktacie O tyranii Leo Strauss zawarł złowieszcze stwierdzenie:

Od wielu stuleci ludzie nieświadomie nie czynią nic, jak tylko pną się po swej drodze, poprzez niezliczone trudy, zmagania, męczarnie, zawsze dotychczas zdobywając nadzieję, a skoro tylko dobrnęli do końca swej wędrówki, pojmują, iż docierając tu, zniszczyli swe człowieczeństwo i powrócili, niby w jakimś cyklu, do przedludzkich początków Historii (…). Nie ma wszakże powodu do rozpaczy dopóty, dopóki natura ludzka nie została zawojowana całkiem, czyli jak długo człowiek wytwarza człowieka. Zawsze będą ludzie (andres), którzy zbuntują się przeciwko państwu zgubnemu dla człowieczeństwa czy takiemu państwu, w którym nie ma już możliwości szlachetnego działania i wielkich czynów. Mogą zostać popchnięci do zwyczajnej negacji uniwersalnego i homogenicznego państwa, negacji nieoświeconej przez żaden pozywany cel, do nihilistycznej negacji. Choć być może skazana na niepowodzenie, taka nihilistyczna rewolucja może stanowić jedyne działanie na rzecz człowieczeństwa człowieka, jedyny wielki i szlachetny czyn, jaki jest możliwy skoro nieuniknione stało się państwo homogeniczne i uniwersalne.

W eseju Jüngera Przez linię znajdziemy dopełnienie znaczenia nihilistycznej rewolucji:

Własna pierś; oto, jak niegdyś w Tebaidzie, centrum świata pustyń i ruin. Oto pieczara oblegana przez demony. Tu każdy, niezależne od stanu i rangi, toczy swój bezpośredni i suwerenny bój, a świat się zmieni wraz z jego zwycięstwem. Gdy będzie silniejszy, wówczas nicość pochłonie samą siebie. Pozostawi zalane dotychczas skarby, wyrzucone na linii morza i piasku. One zrekompensują ofiary.

W innym wymiarze antykomunizm nie ma sensu, jest pustym antykwaryzmem, bitwą wojny dawno zakończonej. Jednak należy mieć na względzie, że bezczynność szlachetnych prowadzić może do katastrofalnej groteski, kiedy to reprezentantem człowieka wolnego będą jednostki pokroju bohaterów Mechanicznej pomarańczy. To Billy boy i jego drużyna podejmą walkę o człowieczeństwo człowieka i jego prawo do błędu i niedoskonałości. Niesmaczny chichot końca historii wywołujący świętoszkowate oburzenie.

Cały tekst znajduje się w 117 numerze Dwumiesięcznika ARCANA

Maciej Zakrzewski (ur. 1980) – dr nauk politycznych, pracownik Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz OBEP IPN w Krakowie, publicysta. Specjalizuje się w angielskiej myśli politycznej oraz dziejach konserwatyzmu. Mieszka w Krakowie.

 


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy (147) majowo-czerwcowy numer dwumiesięcznika Arcana!

Nowy 145-146 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Jan Olszewski o tym, że polskość to normalność

Nowy 144 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Komentarze (1)
Twój nick:
Kod z obrazka:


Tomek
24.10.2014 12:38
Warto wspomnieć w kontekscie tego artykułu o dwóch ważnych ksiażkach N. Carra "Płytki umysł" i "Glass cage", które opisują jak internet, pewna słynna wyszukiwarka oraz automatyzacja zmieniają nasze zwyczaje, sposób patrzenia na świat. Carr nie jest przeciwnikiem technologii, sam z niej korzysta, ale woła byśmy jej nie wierzyli w sposób bezwarunkowy.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.