ARCANA 122: Rozmowa Krzysztofa Szczerskiego z Andrzejem Dudą o wizji prezydentury w Polsce

Dziś świętujemy zaprzysiężenie prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej - Andrzeja Dudy. Z tej okazji publikujemy całą rozmowę Krzysztofa Szczerskiego z Andrzejem Dudą z maja 2015 r.
06.08.2015 8:58

Krzysztof Szczerski: Rozmawiamy w trakcie kampanii wyborczej. W pewnym sensie może to skłaniać do przekonania, że polityka i wybory to dziś głównie domena specjalistów od public relations i chwytów marketingowych. W tym roku, według mnie, jest to szczególnie nasilone i można ulec wrażeniu, że dla niektórych marketingowców politycznych kandydaci są już tylko zbędnym dodatkiem, że wybory to tak naprawdę wojna sztabów, gra na triki i narracje i najlepiej, gdyby się odbywała nawet bez udziału kandydatów, spece ze sztabów wystarczą. A przecież powinno być całkiem inaczej i –  stawiam tezę – jest całkiem inaczej. Szczególnie dzisiaj w Polsce. Nie należy dać się zwieść przekazowi o „grze wyborczej”.

Bo nie o grę tutaj chodzi. Te wybory to walka o polską demokrację, o jej żywotność i o zdolność narodu do dokonania zmiany politycznej wbrew woli elity systemowej, która tę zmianę blokuje w każdy możliwy sposób, także poprzez sprowadzanie procesu wyborczego do strategii marketingowych. Walka o prezydenturę w Polsce jest walką o kształt i model przywództwa w polskiej polityce. Stąd moje pierwsze pytanie: co dla Ciebie znaczy bycie przywódcą politycznym?

Andrzej Duda: Zgadzam się z tezą, że te wybory to coś znacznie poważniejszego niż tylko kwestia lepiej lub gorzej przeprowadzonej kampanii marketingowej. Stawką jest pytanie o to, czy Polacy są podmiotem czy przedmiotem władzy we własnym kraju. Czy władza jest po to, by służyć narodowi i państwu, czy odwrotnie – instytucje państwa są po to, by ludzie obozu władzy mogli się w nich umościć, a społeczeństwo jest po to, by władzę zasilać podatkami i podziwiać w telewizji, bez egzekwowania odpowiedzialności. Dlatego potrzebna jest w Polsce zmiana przywództwa politycznego. By Polacy odzyskali poczucie własnej siły we własnym państwie. Władza oczywiście wiąże się ze specyfiką kraju, w jakim się ją sprawuje. Sądzę jednak, że są dwie cechy wspólne dla wszystkich przywódców: autorytet i wola. Szczegółowy kształt instytucjonalny władzy jest tu sprawą drugorzędną. Przywódca nie może tłumaczyć swojej bezczynności modelem ustrojowymPrzywódca nie może tłumaczyć swojej bezczynności modelem ustrojowym, bo także w Polsce, prezydent ma wystarczająco dużo instrumentów prawnych, by być politykiem aktywnym, a nie wycofanym i bezradnym. Mając nawet słabsze narzędzia instytucjonalne postać o dużym autorytecie może wpływać na rzeczywistość. Spójrzmy na przykłady z innych kontekstów, by nie skupiać się tylko na polskiej polityce. Przecież Jan Paweł II formalnie miał władzę tylko nad strukturami Kościoła katolickiego, nie miał dywizji, ale to on wstrząsnął posadami komunizmu i przyczynił się do unicestwienia atomowego imperium sowieckiego. Był właśnie takim przywódcą autorytetu i woli.

KS: Prezydent, lider polityczny państwa ma, obok cech osobistych, do dyspozycji cały aparat państwa, którym albo potrafi zarządzać albo pozostawia go na biegu jałowym, bez wyznaczonych celów…

AD: I to właśnie stawia przed nim konkretne zadania i jest miarą odpowiedzialności. Można mieć do dyspozycji całą administrację państwową i skutki oddziaływania mizerne, albo zgoła negatywne. Patrząc na rozległy aparat urzędniczy III RP widzimy, że obecnej władzy brakuje właśnie woli do przeprowadzenia zmian w Polsce. Patrząc na rozległy aparat urzędniczy III RP widzimy, że obecnej władzy brakuje właśnie woli do przeprowadzenia zmian w Polsce I ostatnie lata to lata takiej anty-władzy. W kontrapunkcie przypomnijmy sobie aktywną prezydenturę śp. Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, który do ostatniej chwili działał na arenie międzynarodowej i wewnętrznej z wielką siłą, choć od 2007 roku w Warszawie władzę sprawował nieprzychylny mu rząd, który prowadził otwartą wojnę z głową państwa. Do takiej aktywności trzeba mieć wolę polityczną, zważywszy na przeszkody, jakie stawiano przed prezydentem. Jeśli prezydent wykazuje się jeszcze odpowiedzialnością, to mamy tu przywódcę, który chce dysponować władzą dla narodu, a nie władzy nad narodem.

KS: Odpowiedzialność władzy musi być przed kimś – i dlatego kwestia postrzegania społeczeństwa ma tu kluczowe znaczenie. Jeśli z perspektywy liberała widzimy społeczeństwo jako zbiór dążących do niezależności jednostek, to możemy je rozgrywać, ustawiać jedne przeciw drugim i de facto wzmacniać swoją władzę poprzez rozbijanie narodowej wspólnoty. Jeśli zaś chcemy budować wspólnotę, to możemy osiągać cele dalekosiężne, skoro naród ma świadomość długiego trwania. Ale jak prezydent może wspierać procesy narodowotwórcze?

AD: Pozycja prezydenta została dobrze oddana w polskiej Konstytucji: prezydent jest wybierany przez Naród. Piękny zapis, kwintesencja demokracji. Przecież wiadomo, że nie cały naród, nie wszyscy z osobna wyrażą poparcie dla danego człowieka ubiegającego się o urząd, ale jednak przyjmujemy, że to naród wybiera głowę państwa. To niesie ze sobą konsekwencje, nie tylko symboliczne. Dlatego przyjmuje się, że prezydent, bezpartyjny, ma być arbitrem, ma pomagać w rozwiązywaniu sporów. To określenie, często nadużywane i manipulowane, „prezydent wszystkich Polaków” jest dla mnie ważne, bo zakłada, że choć prezydent nie musi się ze wszystkimi zgadzać, ale ma być otwarty na głos reprezentatywnych grup społecznych. Ma być z narodem i dla narodu.

Samą swoją obecnością w związku z tym uosabia państwo polskie, jeśli nie przyjmuje ważnych grup społecznych, nie rozmawia z nimi lecz ogranicza się tylko do kręgu pochlebców i celebrytów, to tak jakby wykluczał większość obywateli. A jego rolą jest stać na straży procedur demokratycznych i powszechności praw obywatelskich. Prezydent zawsze powinien wiedzieć, że jego obowiązkiem jest zaprosić do rozmów tym bardziej tych, z którymi się nie zgadza, wyrazić swój pogląd a potem zachęcić i wspomóc realizację obywatelskich pomysłów, o ile służą one budowie wspólnoty narodowej.

KS: Pojawiło się w Twojej wypowiedzi kluczowe słowo, także dla mnie, gdy myślę o przywództwie prezydenta, czyli Naród. Bo przywołany konstytucyjny zapis o tym, że prezydenta wybiera Naród, oznacza coś więcej niż tylko „elektorat” czy „target wyborczy”, oznacza realną wspólnotę, która ma swoją historyczną ciągłość i swoją duchową tożsamość. I prezydent jest tu ważnym ogniwem narodotwórczym, bo musi wspierać te zjawiska społeczne, które wspierają tę tożsamość, a nie nieustannie kalkulować „zyski elektoratowe” swoich decyzji.

AD: Zgoda. Ostatnio spotkałem się z kombatantami walki o niepodległość, także tej po 1945 r. W rozmowie z nimi powołałem się właśnie na ten zapis konstytucji i stwierdziłem, że nie jest obojętne które uroczystości prezydent wspiera swoją aktywnością czy nawet obecnością, a które nie. Uczestnictwo w odsłonięciu pomnika Żołnierzy Niezłomnych ma swoją wymowę, a obecność, choćby milcząca, w odsłonięciu cmentarza najeźdźców poległych w bitwie pod Ossowem świadczy o wspieraniu antywartości, które narodotwórcze nie są.

My, Polacy, naród cywilizowany, szanujemy człowieka i pamięć o nim, każdy ma prawo mieć własny grób, ale nie każdy ma prawo mieć pogrzeb i pamięć, wspierane przez Rzeczypospolitą Polską.

Prezydent ma wielką rolę do odegrania w budowie narodowej tożsamości poprzez politykę historyczną, honorowanie bohaterów narodowych i stanie na straży pamięci. Znowu przywołam tu postać śp. Prezydenta. To on jako jedyny tak bardzo dbał o to, by uhonorować ludzi, którym zawdzięczamy opór przeciw PRL-owi i naszą wolność, a o których III RP zapomniała, bo „nie byli właściwi”. Jego polityka historyczna, która wywarła tak wielki wpływ, że do dzisiaj zbieramy jej owoce, stanowi przykład i zobowiązanie dla każdego polskiego przywódcy. Prezydent Polski musi wzmacniać polską tożsamość narodową, jako źródło siły polskiego państwa.

 

KS: I tu padło drugie słowo klucz, dla tego, jak ja rozumiem funkcję prezydenta. Rola narodowotwórcza to pierwsza rzecz, ale z drugiej strony jest też fundamentalna rola państwowotwórcza – istnienie państwa nadaje prezydentowi sens jego misji politycznej.

AD: Prezydent to przywódca polityczny w ramach państwa narodowego. Bez państwa, nie ma władzy, a tym samym nie ma narzędzi tworzenia niepodległej polityki.

Jako Polacy, wiemy dobrze, że musimy mieć zarówno siłę narodową, jak i siłę państwową i nie wolno nam tej drugiej zaniedbać. Mieliśmy przecież sytuację w historii, że był naród, a nie było państwa. Szczególny czas zaborów sprawdził jednak nasze postawy narodowotwórcze, przekazywanie postaw pro wspólnotowych, patriotycznych, czczenie bohaterów i kultywowanie tradycji i zwyczajów. Ale z siłą myśli państwowej bywało różnie. Pamiętajmy, że odrodzenie Polski przyszło pomimo niewiary całej rzeszy Polaków – legionowa pieśń, która jest dziś hymnem Wojska Polskiego, zawiera słowa: „mówili, żeśmy stumanieli, nie wierząc nam, że chcieć to móc”. Marsz z Oleandrów wywoływał często reakcje politowania i w 1914 r., gdy ta siła państwowotwórcza wyruszała w swój bojowy szlak, nie było wcale pewne, że taka piękna Polska zmartwychwstanie.zajrzyjdoksiegarni_120

Państwo się odrodziło, naród się zmobilizował do odbudowania Rzeczpospolitej na skalę, o jakiej nie śniło się współczesnym twórcom III RP. Gdynia i Centralny Okrąg Przemysłowy to takie najbardziej sztandarowe przykłady, ale jeżdżąc po Polsce widzę te przykłady lokalne. Odwiedzając Stalową Wolę widziałem miasto, które nasi pradziadkowie zbudowali w dwa lata – z całym zapleczem przemysłowym i mieszkalnym, wznieśli miasto o własnych siłach, to są przykłady, które potrzebujemy przywoływać. Mija 80 lat od tamtych osiągnięć, technologie powinny sprzyjać poszerzaniu naszych aspiracji, a czy dzisiaj strona rządząca ma choćby cień przekonania, że takie przedsięwzięcia są możliwe do zrealizowania we współczesnej Polsce? Mościce pod Tarnowem są do dziś fundamentem tamtejszego przemysłu, a powstały w latach 30., Kraśnik w Lubelskiem ma swoją dumną legendę produkcji fenomenalnych bombowców okresu międzywojnia. Kiedy podróżuję po Polsce mam wrażenie, że obserwuję kraj wielkich przodków, ale też wielkiego potencjału. Rolą prezydenta jest nie gasić tego entuzjazmu, nie być na niego obojętnym, ale ten potencjał wspierać i mobilizować, torować mu drogę.

I w takim świetle ostrzej widać sedno dwóch sformułowań: Polski racjonalnej i Polski radykalnej. Racjonalni to ci sceptycy, którzy nie wierzyli w sukces Legionów Piłsudskiego, a Polacy radykalni przez dwie dekady radykalnie zmieniali rzeczywistość wznosząc fundamenty suwerenności. Ta pasywność społeczna, która w Polsce jest rozpowszechniona dzisiaj, wynika także z braku przywództwa.

Jeśli chcemy radykalnie zmienić tę niekorzystną dla Polski rzeczywistość, to owszem, potrzebna jest radykalna zmiana władzy. Jest rzeczą racjonalną domaganie się radykalnej zmiany kierunku sprawowania w Polsce władzy. Nie tyle w sensie osobowym, to jest pochodna tego naszego postulatu, ale zmiana formuły władzy, prezydent musi stać się patronem państwowotwórczych i narodowotwórczych przedsięwzięć.

Spójrzmy na rok 2007, gdy jedna z partii otrzymuje silny mandat społeczny. I obiecuje zorganizowanie przyjaznego i nowoczesnego państwa, opartego na dobrobycie jednostek, ale bez wspólnoty, tylko jednostek: wolnych, bogacących się ludzi. Dziś widzimy owoce tej ułudy. Okazuje się, że bez wspólnotowości tego marzenia nie da się zrealizować. Młodzi ludzie setkami tysięcy wyjeżdżają za granicę, Polacy w kraju tkwią w pułapce średniego dochodu – podwyższony wiek emerytalny, mimo zapewnień, że Tusk i Komorowski do tego nie dopuszczą. Podwyższenie podatków, diagnozy przedsiębiorców mówiących o niespotykanej dotychczas represywności państwa, rekordowa liczba podsłuchów, 2 biliony złotych długu, które obciążają Polskę, likwidacja przemysłu, np. stoczniowego, teraz wydobywczego. Przyjęcie planów gospodarczych Unii Europejskiej, sprzecznych z polską racją stanu w zakresie energetyki, czego wyrazem jest pakiet klimatyczny. Zapis o dekarbonizacji europejskiej gospodarki, na który na przełomie marca i kwietnia zgodziła się premier Ewa Kopacz przy absolutnej bierności prezydenta Rzeczypospolitej, który przecież powinien bić na trwogę, że polskiej gospodarce opartej na wykorzystaniu węgla, to zaszkodzi w sposób szczególny. Nasze aspiracje powinny sięgać tworzeniu nowych przedsiębiorstw przemysłowych, nowych technologii związanych z gazem łupkowym, zakładaniu nowych kopalń, np. w okolicach Lublina i Chełma, gdzie złoża okazują się bardzo perspektywiczne. Tymczasem ci, którzy powinni pełnić rolę państwowotwórczą nie tylko nie podejmują kroków do realizacji takich planów, ale niszczą ten potencjał, który już mamy, oparty często o dorobek poprzednich pokoleń.

KS: To bardzo ciekawy ciąg rozumowania – od pewnych przekonań doktrynalnych władzy, żeby rządzić jednostkami a wystrzegać się wspólnot, do konkretnych decyzji politycznych, które powodują, że tracimy wszyscy, podczas gdy może jakieś jednostki zyskują, np. kariery w zagranicznych instytucjach władzy. Jakbyś zatem opisał ideowy kształt polityki w Polsce, w którym kierunku zmierza obecna władza, a w którym kierunku ty byś nas chciał poprowadzić.

AD: Obecnie trwa proces rozwadniania naszej polityczności. To jest polityka kosmopolityczna, wpuszczania na salony obcych idei, które zatruwają nasze korzenie kulturowe. Jednym z ostatnich owoców takiej polityki jest przyjęcie tej konwencji tzw. antyprzemocowej. Polski potencjał kulturowy opierał się przez dekady na tożsamości wspartej jasnym katalogiem wartości i pojęć moralnych, tzn. w obliczu nierównej rywalizacji politycznej i gospodarczej z nieporównywalnie silniejszymi sąsiadami albo zaborcami, kapitał społeczny polegający na solidarności narodowej, determinacji w utrzymywaniu kultury nawet kosztem wyrzeczeń ekonomicznych, przesądził o naszej sile, także materialnej, która na tej bazie mogła wyrosnąć. I podcinanie tych gałęzi, czyli naszego kodu kulturowego nie tylko degraduje nas cywilizacyjnie, ale – o czym mało się mówi – utrudnia także podejmowanie długofalowych przedsięwzięć gospodarczych. Jak tu budować kopalnie w okolicach Chełmu, skoro zysk przyniosą za 10 lat, a młodzież myśli o wyjeździe z Polski za 2–3 lata, bo tyle im zostało do końca studiów.

KS: Kod kulturowy, do którego socjalizujemy przyszłych obywateli ma rzeczywiście zasadnicze znaczenie nie tylko w warstwie społecznej czy gospodarczej, ale przede wszystkim decyduje o samoświadomości, o tym jak postrzegamy samych siebie i jakie w związku z tym stawiamy sobie cele. Lektura Rodowodów niepokornych, ale też i wspomnień architektów wolnej Polski, przekonuje, że wyobraźnia wielkich mężów stanu była kształtowana w oparciu o lektury młodzieńcze, właśnie szkolne. Młody człowiek wówczas kształtuje swój pułap wyobraźni, młodych ludzi uczymy tego, czy mają się za swój naród wstydzić, i tacy, niestety, niewiele będą mogli wykrzesać z siebie energii do tej narodowotwórczej pracy, albo możemy wykształcić dumnych przedstawicieli narodu, który zapisał swoją historię wielkimi osiągnięciami – wtedy otwieramy drogę do kolejnych osiągnięć.

AD: I nie ma się co dziwić, że współcześni dyplomaci polscy widzą nasz kraj jako brzydką pannę na wydaniu – można by poszperać w młodzieńczych lekturach twórców polskiej polityki, skąd oni czerpią wzorce. Polska historia ostatnich dekad przemawia do nas jednoznacznie – nie my się mamy wstydzić naszych wyborów, Polakom wstydliwe decyzje trzeba było narzucać: w sfałszowanych referendach, odgórnie ustalonych granicach, bezprawnych grabieżach. Przedstawiciele Rzeczpospolitej mają prawo bez kompleksów negocjować na światowych salonach dogodne warunki dla swojego państwa i narodu, który nie splamił się współpracą z totalitaryzmami, a wręcz dawał przykład, by te zjawiska międzynarodowe zwalczać wszelkimi możliwymi sposobami.Przedstawiciele Rzeczpospolitej mają prawo bez kompleksów negocjować na światowych salonach dogodne warunki dla swojego państwa Polacy to zresztą czują, czego żywymi przykładami są ożywające wzorce bohaterów takich jak rotmistrz Witold Pilecki. Europa bez Polski wyglądałaby inaczej – gdybym miał zarysować jakiś przykład, to powołałbym się na rok 1920 – bez polskiego bohaterstwa istniało wielkie prawdopodobieństwo że w cieniu wieży Eiffla przechadzaliby się nie turyści z całego świata tylko podoficerowie w walonkach.

KS: W takim razie, polski prezydent – przywódca narodowy i państwowy, jak powinien, w hasłowym skrócie, widzieć swoją rolę, by zasłużyć na to zaszczytne imię? Co zmienisz, a co chcesz w Polsce budować?

AD: Jestem zwolennikiem silnego państwa. Jak mówił śp. Prezydent prof. Lech Kaczyński: takiej Polski, która będzie wyciągała rękę do słabszych i nie będzie się bała silniejszych. To jest największe zadanie.Jestem zwolennikiem silnego państwa. Jak mówił śp. Prezydent prof. Lech Kaczyński: takiej Polski, która będzie wyciągała rękę do słabszych i nie będzie się bała silniejszych Warunkiem silnego państwa jest zbudowanie silnej gospodarki. Jednak nie liczmy, że wszystkie te zadania zrealizujemy odgórnie – rozmawiałeś z prof. Piotrem Glińskim kilka miesięcy temu [Arcana 120 – red.] i tam omawialiście problem małej aktywności polskiego społeczeństwa. Polska potrzebuje tej aktywności, odbudowania etosu pracy i lojalności, przełamania klientelizmu, do czego potrzebujemy postaw nonkonformistycznych. Prezydent może tu co najwyżej tylko pobudzać, inspirować do działania, ale ja wierzę w Polaków, wierzę, że gdy zobaczą przyzwolenie i zapewni się ich, że z Pałacu Prezydenckiego nikt im nie będzie przeszkadzał, nie będzie ich nazywał radykałami i przeciwstawiał im racjonalności, to ten duch narodowy pokaże na co nas stać. To jest tak jak z „Solidarnością”, która miała przed sobą wspaniałe perspektywy, ale została zahamowana odgórnie. Teraz pora ten hamulec zdjąć.

KS: Polakom to określenie „silne państwo” kojarzy się czasem źle, bo silnego państwa zwyczajnie możemy się bać.

AD: Śp. Władysław Stasiak zawsze powtarzał: nie bójcie się silnego państwa. Ono jest silne po to, by bronić przed nieuczciwością i nadużyciami. Zaufajmy państwu, ale oczywiście najpierw zbudujmy taki model jego działania, by było ono zaufania godne. Polacy dziś takiej ochronnej siły państwa nie czują, choćby wobec banków, przed niekorzystnym przeliczaniem franków szwajcarskich na złotówki. To są elementarne sprawy, które można by mnożyć.

KS: Jak jednak odbudować to zaufanie do państwa?

AD: Wraz z odbudową gospodarki, czyli siły państwa, to zaufanie będzie się odradzać. Obecnie państwo potrafi prężyć muskuły przed obywatelem jako słabszym, bo przed urzędnikiem ten obywatel musi stawać niemal na baczność. Ale kiedy silna ekonomicznie Polska będzie potrafiła przeciwstawić się naciskom z zewnątrz, roztoczyć taki parasol ochronny nad obywatelem, to automatycznie pojawi się przestrzeń zaufania i współpracy, przestrzeń dla normalnego rozwoju wspólnoty narodowej. Polacy będą mogli zakładać swoje firmy, pokazywać swoją pomysłowość i pracowitość bez nękania kontrolami ze strony kolejnych urzędów. Młodzi Polacy w Londynie mówili mi to samo. Oni tam zetknęli się z państwem silnym, ale nie ponad obywatelami tylko dla nich. Wszędzie gdzie jeżdżę, w każdym powiecie słyszę, że największym pracodawcą jest urząd. To jest dopiero marnowanie potencjału Polaków, którzy muszą uzasadniać swój byt i swój zarobek pieczętowaniem kolejnych papierów. To jest tworzenie władzy dla samej władzy.

KS: O tym z kolei rozmawialiśmy w ostatnich „Arcanach”, co nazwałem kratokracją, autoteliczną władzą, która się rodzi w Polsce. Dziękuję ci za to nakreślenie roli prezydenta w kraju. Jaką rolę ma on jednak przyjąć jako reprezentant państwa za granicami Rzeczypospolitej?

AD: Z jednej strony jest to, wyrażony expressis verbis w konstytucji, zapis, że prezydent ma działać we współpracy z rządem w kształtowaniu polityki zagranicznej. Trybunał Konstytucyjny dodatkowo podkreślił jeszcze pewną rzecz, rozstrzygając spór kompetencyjny w 2009 r., że ta zasada współdziałania obowiązuje w dwie strony. Prezydent może prowadzić politykę zagraniczną w sposób instytucjonalny, tylko musi to być uzgodnione pomiędzy władzami, choćby Rada Europejska, która skupia szefów państw i rządów, czyli także mogą być prezydenci, w zależności jaka będzie decyzja danego państwa.

Polityka zagraniczna polegająca na umiejscowieniu państwa „w głównym nurcie”, którą prowadzi Donald Tusk, jest z założenia polityką skazaną na niesuwerenność. Płynięcie w głównym nurcie wyklucza tworzenie tego głównego nurtu, postępowanie za kimś. W ten sposób władze Polski przyznały, że najpierw w Unii Europejskiej załatwia się inne interesy, a potem dopiero nasze. Prezydent Lech Kaczyński powtarzał, że potencjał Polski daje nam szóste miejsce w Unii pod względem pozycji politycznej – gdy dodamy do tego fakt, że jesteśmy sąsiadem pierwszorzędnego członka wspólnoty, czyli Niemiec, mamy takie położenie geograficzne, że możemy być liderem w Europie Wschodniej. I jako członek Unii Europejskiej powinniśmy najpierw walczyć o te interesy, które są dla nas pierwszorzędne, a potem uwzględniać interesy całej Unii. jako członek Unii Europejskiej powinniśmy najpierw walczyć o te interesy, które są dla nas pierwszorzędne, a potem uwzględniać interesy całej Unii

Prezydent może też patronować takim instytucjom, które wzmacniają pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Jako symbol polskiej państwowości może budować etos dyplomacji, jasno określać rolę Polonii i właśnie te środowiska Polaków za granicami kraju wspierać swoją obecnością i autorytetem.

KS: Czy Polska ma za granicą wrogów?

AD: Wolałbym, żeby nie miała, a jednak nasze interesy krzyżują się z interesami innych krajów, często silniejszych. Polska podporządkowana innym byłaby wielkim ułatwieniem dla niektórych stolic.

KS: Jakie zadania powinien stawiać sobie prezydent w zakresie prowadzenia polskiej polityki historycznej?

AD: Od tego zależy przyszłość Polski, bo to jest inwestycja w młode pokolenie, które musi stąd czerpać źródło siły nie tylko do walki w razie potrzeby, ale przede wszystkim do uczciwej pracy, która będzie mnożyć dobrobyt obywateli.

Do tej pory polityka historyczna odwoływała się do czasów, których niewielu Polaków pamięta. Tymczasem to ostatnie ćwierćwiecze i ocena ostatnich dekad zdaje się być kluczowa do rozumienia mentalności i aspiracji Polaków. Gdzie jest horyzont naszych zamiarów – czy ciepła woda w kranie i grillowanie, ta postpolityka spod znaku „nie róbmy polityki, budujmy mosty” ma nam wystarczyć, czy chcemy jednak dla Polski wizji dalekosiężnej i samodzielnej? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć tylko przypominaniem Piastów albo Jagiellonów czy nawet kwestii powstań narodowych – to czasy od 1989 r. stają się ważnym punktem odniesienia.

Jedno jest godne podkreślenia – rozdarcie żelaznej kurtyny to rola Polaków. Tu chodzi oczywiście o Solidarność z 1980 roku, o wsparcie św. Jana Pawła II i o przywództwo takich postaci jak Ronald Reagan czy Margaret Thatcher. Nasza rola w obaleniu komunizmu jest jedną z najpiękniejszych kart XX wieku. Bez rozumienia korzeni polskiego antykomunizmu nie można zrozumieć istoty III RP. Bez rozumienia korzeni polskiego antykomunizmu nie można zrozumieć istoty III RP Polska ostatniego ćwierćwiecza ma swoje dwa najważniejsze zwycięstwa – wejście do Unii Europejskiej i wejście do NATO. Oderwanie od Wschodu i powrót na Zachód jest wstępną gwarancję bezpieczeństwa, jest też powrotem do wyobraźni politycznej Europy i USA, nie jesteśmy już peryferiami. Jednak to wejście do wspólnot Sojuszu Północnoatlantyckiego czy Unii Europejskiej nie jest kresem, a dopiero początkiem naszych nowych zadań. Wspominał o tym Jan Paweł II, gdy mówił, że mamy dołączyć do Unii, ale także po to, by tam nieść nasze – polskie i katolickie – wartości i tradycje, aby ten Zachód ubogacać.

KS: Są jednak tacy, którzy tej cywilizacji Zachodu już nie chcą, bo to już nie jest Zachód doby wielkości i wartości, ale też modernizowany na wzór lewicowych ideologii.

AD: Owszem, istnieje pewne ryzyko a także pewne koszty. W każdej konfiguracji politycznej powinniśmy dbać o swoje interesy oraz o swoją kulturę – nie ma przecież altruistycznych wspólnot politycznych, z których będziemy mogli wziąć co chcemy i z łatwością odmówić wpływom zachodnim. Im słabsze państwo i prezydent, tym łatwiej przenikają do nas tamte ideologie, kompleksy niektórych polskich polityków uniemożliwiają postawienie tamy tym wpływom. Wejście do struktur Zachodu jest nie tylko szansą ale i próbą dla wspólnoty politycznej Polaków, musimy dbać tutaj o nasze prawa i obyczaje, od spraw ideologicznych, tak jak ostatnio sprawa gender, po z pozoru drobne aspekty ekonomiczne jak ułatwienie produkcji polskich oscypków. Nikt nam nie da nic za darmo.

KS: Które z elementów polityki śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego chciałbyś kontynuować?      

AD: Myśląc o idei silnego państwa powracam do postaci Józefa Piłsudskiego, który chciał naszemu Orłu Białemu dać mocne pazury, do obrony narodowych interesów. Lech Kaczyński widział to podobnie, tzn. silne państwo, ale w strukturach międzynarodowych. Pozycja Polski miała być oparta na systemie koalicji krajów o wspólnych interesach – i proszę sobie wyobrazić jak dziś wyglądałaby Europa Wschodnia, gdybyśmy z Litwinami, Łotyszami i Estończykami, a przede wszystkim z Ukraińcami, tworzyli blok życzliwych sobie krajów. Gdyby Kijów wiedział, że w Brukseli ma swoich sojuszników dziś na wschodzie Ukrainy nie ginęliby ludzie.

KS: Jak byś podsumował prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, co w niej należałoby jeszcze odczytać?

AD: Przypominam sobie Jego słowa: „Warto być Polakiem, warto by Polska trwała w Europie”. Ta Europa jest rozumiana nie tyle jako struktura polityczna, nie jako kontynent na mapie świata, ale jako wartość, jako cywilizacja łacińska ze swoim poszanowaniem dla życia, wolności i dziedzictwa narodowego. Tymczasem my teraz przesuwamy się na Wschód, następują taka stopniowa oligarchizacja władzy a rozrost biurokracji do niebotycznych rozmiarów też jest obcy wolnościowej Europie. Nawet jeśli ta Europa jest dzisiaj zagubiona, nie idzie tą drogą, która dała jej niegdyś wielkość, to my nadal o chrześcijańską Europę wolności i solidarności możemy powalczyć. Prezydent Lech Kaczyński najdobitniej pokazał to latem 2008 r., gdy pojawił się w stolicy Gruzji podczas inwazji Rosji na ten kaukaski kraj – to było właśnie niesienie wielkiej Europy nad Morze Czarne, chronienie jej przed wschodnim despotyzmem. Polacy mają za sobą, ale i przed sobą, czas, gdy byli i jeszcze będą wyrazem najlepszych idei Zachodu.


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy 149 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Nowy 148 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Nowy (147) majowo-czerwcowy numer dwumiesięcznika Arcana!

Nowy 145-146 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Komentarze (0)
Twój nick:
Kod z obrazka:



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.