ARCANA 112-113: Brudne pieniądze partii i wywiadu w pierwszych latach Polski Ludowej

„Każda władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie”. To zdanie celnie odzwierciedla działalność komunistycznych służb specjalnych, które w latach \'40 pozbawione kontroli generowały gigantyczne, lecz nielegalne zyski. Dr Witold Bagiński analizuje poczynania Specjalnej Sekcji Finansowej, która mając „parasol ochronny” władz PRL zajmowała się przestępczą działalnością. Zachęcamy do zapoznania się z fragmentami artykułu.
29.09.2015 20:45

Jednym z pierwszych i podstawowych celów, który postawili sobie komuniści budując zręby Polski Ludowej, było zbudowanie sprawnego aparatu bezpieczeństwa. Zdolnego do działania zarówno w kraju, jak i za granicą. Ponieważ prowadzenie działalności wywiadowczej zawsze wiąże się ze sporymi kosztami, dość szybko pojawiły się pierwsze pomysły na, przynajmniej częściowe, samofinansowanie się tej służby. Ponieważ prowadzenie działalności wywiadowczej zawsze wiąże się ze sporymi kosztami, dość szybko pojawiły się pierwsze pomysły na, przynajmniej częściowe, samofinansowanie się tej służby Już 26 I 1946 r. kierownik Wydziału II Samodzielnego MBP ppłk Juliusz Burgin sporządził „Memoriał w sprawie tworzenia i wykorzystywania agend pomocniczych W2S MBP”. Zaproponował by do celów wywiadowczych wykorzystać Państwowe Biuro Podróży „Orbis” oraz firmę handlową „Polsko-Szwedzkie Towarzystwo Kompensacyjne Polswed”. Uzasadniał to w ten sposób: „Działalność wywiadu, prowadzonego poza granicami Rzeczypospolitej wymaga posiadania sieci agend pomocniczych w postaci zrzeszeń lub organizacji o charakterze półoficjalnym i prywatnym, które by umożliwiały agenturze utrzymanie się w warunkach danego kraju i prowadzenie pracy w sposób zakonspirowany”. Dodawał, że dzięki takiej działalności można by usprawnić łączność, oraz zaopatrywać wywiad w środki materialne i techniczne.

(…)

Właściwej genezy działalności „zarobkowej” podjętej równolegle przez wywiady cywilny i wojskowy Polski Ludowej w końcu lat czterdziestych należy szukać w zjawisku, które rozwinęło się już w czasie wojny. Z uwagi na olbrzymi niedostatek wielu istotnych dóbr kwitł czarny rynek i spekulacja. Zachodnia, niezbyt jeszcze szczelna, granica stała się rajem dla przemytników i to mimo wprowadzonych na przełomie 1945 i 1946 r. ograniczeń w wydawaniu paszportów. W Niemczech, w tym zwłaszcza na terenie Berlina, brakowało przede wszystkim żywności i artykułów pierwszej potrzeby. Ponieważ kurs marki niemieckiej, przy jej względnie dużej sile nabywczej, był bardzo niski w stosunku do dolara, tworzyło to pokusę łatwego zysku. Dzięki olbrzymim różnicom w cenach „przebicie” na sprzedaży niektórych towarów było kilkukrotne. Z Polski szmuglowano głównie żywność, zaś z terenu Niemiec przede wszystkim artykuły przemysłowe. W grudniu 1945 r. szef Polskiej Misji Repatriacyjnej Zdzisław Bibrowski meldował do kraju: „Do Berlina (a również i do innych miast niemieckich) masowo przyjeżdżają Polacy przeważnie w celach spekulacji. Wywożą oni z kraju wielkie ilości waluty (tak złotych, jak i marek alianckich) oraz poważne ilości środków żywności (jak np. samochód naładowany słoniną, zatrzymany przypadkowo w Berlinie). W zamian przywożą do kraju towary niemal wyłącznie luksusowe, którymi zasilają rynek spekulacyjny”.

W proceder ten była zaangażowana nie tylko ludność zamieszkała w rejonie nadgranicznym, ale także przedsiębiorstwa i instytucje państwowe. Wiele z nich wysyłało do Niemiec swoich agentów handlowych, by kupowali dla nich deficytowe towary lub poszukiwali utraconego w czasie wojny mienia.(...) 

Tą sytuację postanowiły wykorzystać komunistyczne służby specjalne. W poniższym fragmencie dr Bagiński opisuje działalność „wojskówki”.

(...)

Równolegle podobną działalnością zaczął zajmować się Oddział II Sztabu Generalnego WP . Na przełomie listopada i grudnia 1946 r. szef wywiadu wojskowego gen. Wacław Komar polecił utworzyć Specjalną Sekcję Finansową . Na jej organizatora i pierwszego kierownika wyznaczony został mjr Ludwik Zagórski vel Leon Winter . Kapitał wyjściowy, niezbędny do rozpoczęcia działalności, mieli wnieść mjr Zagórski, zastępca szefa Oddziału II płk Stanisław Flato i nieznany z nazwiska adwokat. Początkowo siedziba SSF mieściła się w prywatnym mieszkaniu mjr. Zagórskiego przy ul. Belwederskiej 44 w Warszawie .

Zgodnie z przyjętymi założeniami SSF miała ściągać do kraju surowce i narzędzia, których nie można było nabyć w normalny sposób. Miała też zająć się sprowadzaniem deficytowych artykułów konsumpcyjnych oraz realizacją zamówień dla NBP i innych instytucji. W celu zakonspirowania udziału wywiadu i innych instytucji państwowych w spekulacyjnym procederze, osoby związane z SSF założyły w Warszawie Dom Eksportowo-Importowy „Dimex” i jego przedstawicielstwo w Berlinie. Firma ta miała zajmować się gromadzeniem towarów, na które był popyt za granicą i przewożeniem ich na teren Niemiec. Tamtejsza filia, którą przez pierwszy rok kierował Karol Geller vel Leon Zagórski, sprzedawała je lub wymieniała na zamawiane wcześniej towary. Te z kolei po przetransportowaniu do kraju, centrala „Dimexu” częściowo dystrybuowała pomiędzy zamawiającymi, a częściowo sprzedawała. Wywiad zapewniał parasol ochronny nad bezpieczeństwem tych operacji, a także ułatwiał przekraczanie granicy dla poszczególnych transportów z pominięciem kontroli i płacenia cła.

(...)

Jak dosyć otwarcie przyznano to w późniejszym sprawozdaniu, ze względu na brak fachowców, w SSF zatrudnieni zostali ludzie nie posiadający ani kwalifikacji, ani doświadczenia w prowadzeniu działalności handlowej. W ten sposób obok tzw. „zaufanych pracowników”, tj. zazwyczaj oficerów lub agentów wywiadu, zatrudniono też: „przypadkowy element kupiecki, który współpracował ze Specjalną Sekcją Finansową jedynie ze względu na swój własny interes” . Wpływową grupą w „Dimexie” i SSF byli zwłaszcza „Dąbrowszczacy”, którzy stanowili wówczas bardzo prężne i solidarne środowisko .

Według Stanisława Kłosowskiego pracownika Oddziału II, który od stycznia 1947 r. był księgowym SSF: „Działalność handlowa SSF polegała przede wszystkim na zakupywaniu w Berlinie towarów (za reichsmarki i słoninę), których brak było w kraju (np. medykamenty, artyk[uły] apteczne, dentystyczne, narzędzia precyzyjne, barwniki, garbniki, skóry, igły itp.), przewożeniu ich samochodami ciężarowymi przez granicę (z pominięciem formalności celnych) i sprzedaży w kraju poprzez agentów handlowych. Działalność SSF-u była nielegalna i w kolizji z obowiązującymi przepisami prawnymi. Uwaga ta dotyczy całego okresu działalności SSF. Zyski z tych czarnorynkowych transakcji handlowych były bardzo duże, w porównaniu do wkładów. Niejednokrotnie, na poszczególnych partiach towarów przekraczały 1000%. Zyski z tych czarnorynkowych transakcji handlowych były bardzo duże, w porównaniu do wkładów. Niejednokrotnie, na poszczególnych partiach towarów przekraczały 1000% Zyski były w przeważającej części odprowadzane na rachunek bankowy Oddziału II Szt[abu] Gen[eralnego] w Narodowym Banku Polskim w Warszawie (około 22 milionów w starej walucie). Pozostała część zysków obracana była na potrzeby bieżące SSF (koszty, pensje itp.) oraz tworzenie kapitału obrotowego.

(…)

System, który stworzono był na tyle skomplikowany, a księgowość fragmentaryczna, że w praktyce kontrolowanie przepływów finansowych było niemożliwe. Prowadziło do licznych nadużyć oraz defraudacji obracanych środków i majątku. Na przełomie 1948 i 1949 r. ujawniono dwie takie sprawy. W ramach organizacji partyjnej przy Departamencie VII MBP powołano specjalną komisję, która miała się nimi zająć. Fernandowi (Ferdynandowi) Grosfeldowi zarzucono, że przez cały okres pobytu na terenie Niemiec robił poboczne interesy, brał łapówki i sprowadzał do kraju towary bez zezwolenia. Izraela Zalcmana oskarżono o korupcję, oszustwa w rozliczeniach, a także „rozsiewanie plotek”, które podważały autorytet kierownictwa. Obaj nie ponieśli żadnych konsekwencji karnych, a jedynie partyjne. Grosfeldowi odebrano członkostwo w PZPR, a Zalcma- nowi udzielono ostrej nagany z ostrzeżeniem i przeniesiono ze stanowiska kasjera na magazyniera. Według Michała Paryżera w rzeczywistości Grosfeld został ukarany jedynie naganą, co nie przeszkodziło mu by jeszcze przez kilka miesięcy móc pracować w „Dimexie”. Gdy go w końcu zwolniono „»Dąbrowszczacy« zatroszczyli się, żeby staremu kumplowi źle się nie działo”. Oba wspomniane przypadki były oczywiście tylko wierzchołkiem góry lodowej. Nikomu nie zależało na ujawnianiu kolejnych takich spraw, bo mogłoby się okazać, że prawie nikt nie ma czystych rąk. Inne, wszczynane od czasu do czasu, dochodzenia w sprawie strat, były zazwyczaj tuszowane lub umarzane. Część z nich osobiście przez odpowiedzialnego za przeprowadzanie inspekcji kierownika finansowego SSF Feliksa Goldsztajna.

Według Stanisława Kłosowskiego: „W celu przejmowania zysków złotowych ob. Dodin otworzył na swoje nazwisko w Banku Zw[iązku] Spółek Zarobkowych w Warszawie konto bankowe. Występował on też jako prawny właściciel firmy »Dimex« (najpoważniejszej komórki handlowej podległej SSF). Wszystkie transakcje bankowe na koncie H. Dodina były księgowane w Księgowości SSF. Konto to miało charakter tranzytowy. W zasadzie wszelkie wpływy były natychmiast przelewane na konto bankowe Oddziału II Sztabu Gen[eralnego]. W ten sposób odprowadzane były zyski złotowe. Zyski walutowe, przede wszystkim w dolarach USA, odprowadzane były w zasadzie w postaci tak zwanych »cegieł« (cegła zawierała 100.000 dolarów USA) w zalakowanych paczkach do ppłk. Kamińskiego lub do gen. Komara”.

Kurierzy MSZ i MBP powiązani z SSF i „Dimexem” zaangażowani zostali w przerzuty złota, zegarków szwajcarskich, biżuterii i diamentów. Wykorzystywano w tym celu pocztę dyplomatyczną, do przewożenia towarów bez kontroli i płacenia cła. Według niektórych danych, za „wynajęcie” kuriera pobierano sumy od 15 do 30 tysięcy dolarów. Przerzutów tych dokonywano głównie z Ameryki Południowej i Północnej do Europy oraz z Włoch do Palestyny i Rumunii. Zegarki przerzucano ze Szwajcarii do Wielkiej Brytanii . Kolejnym pomysłem, który próbowano wcielić w życie było założenie szlifierni diamentów. Sprowadzono w tym celu do Warszawy specjalistyczne urządzenia i zaczęto szkolić personel, jednak w końcu, z nieznanych powodów, wycofano się z tego.

W 1949 roku zapadła decyzja o zamknięciu SSF. Głównym powodem była dekonspiracja działalności tej spółki, o jej nielegalnych procederach pisano w niemieckich gazetach.zajrzyjdoksiegarni_120

Warto przyjrzeć się statystykom finansowym, która w pełni obrazują skalę patologii tej formacji. Funkcjonowanie SSF w niczym nie przypominało komunistycznych frazesów o socjalistycznej równości społecznej.

Chociaż do początku 1950 r. zlikwidowano główne struktury SSF, prace nad bilansem i rozliczenia finansowe prowadzono jeszcze przez pół roku. Było to po części związane z trwającym wówczas procesem rozdzielenia wywiadu cywilnego od wywiadu wojskowego. Dopiero w lipcu gen. Komar przesłał marszałkowi Konstantemu Rokossowskiemu ostateczne rozliczenie Specjalnej Sekcji Finansowej obejmujące okres od połowy 1947 r. do końca 1949 r. Łączny zysk wyniósł 7,8 miliarda złotych oraz 1,8 miliona dolarów amerykańskich, z czego 4,7 miliarda złotych i milion dolarów zasiliło budżet partyjny. Była to naprawdę olbrzymia kwota. Biorąc pod uwagę tylko sumę zysku w złotówkach, dzięki SSF uzyskano kwotę wynoszącą tylko o około miliard złotych mniejszą od wydatków na całe Ministerstwo Obrony Narodowej w roku 1949. Przy czym należy dodać, że był to wówczas najbardziej kosztowny ze wszystkich resortów. Po odliczeniu wydatków wywiadu na inwestycje - 1,6 miliarda złotych i na bieżące cele operacyjne - 723 milionów złotych i 82 tysiące dolarów, kasę Departamentu VII i Oddziału II zasiliła kwota wysokości 713 milionów złotych i 779 tysięcy dolarów, którą obie służby podzieliły się mniej więcej po połowie.

(…)

Skala nadużyć, kradzieży i defraudacji dokonanych w związku z działalnością Specjalnej Sekcji Finansowej jest wręcz niemożliwa do oszacowania, zwłaszcza że część negatywnych skutków jej działalności była niewymierna. Kilka lat później spróbował zestawić je były pracownik SSF Stanisław Kłosowski, który napisał: „1. Istnienie SSF dezorganizowało rynek krajowy i w praktyce uniemożliwiało jego uzdrowienie i stabilizację w wielu dziedzinach (np. stałe rzucanie na czarny rynek olbrzymich ilości skór - twardej i wierzchniej itp.). Istnienie SSF dezorganizowało rynek krajowy i w praktyce uniemożliwiało jego uzdrowienie i stabilizację w wielu dziedzinach 2. SSF, przez niektóre dziedziny swej działalności, ułatwiała istnienie i rozwój czarnemu rynkowi, uniemożliwiając zgoła jego likwidację (np. dokonywanie transakcji walutowych na czarnym rynku itp.). 3. SSF dawała, przez swe istnienie i działalność, schronienie i opiekę różnego rodzaju mętom społecznym i wrogom klasowym, jak spekulantom, handlarzom walutowym itp., zapewniając im bezkarność, możność działania i olbrzymie możliwości rozwoju i zarobku (np. w wypadku gdy »wpadał« agent SSF z towarem lub walutą, na skutek interwencji SSF - gen. Komara - zostawał wypuszczony i uwolniony od winy i kary. Wypadków takich było sporo). Organa państwowe powołane do tępienia nielegalnego handlu, spekulacji i obrotu walutami, zmuszane zwalniać schwytanych przestępców, na skutek interwencji gen. Komara, dezorientowały się i traciły właściwą platformę pracy. 4. SSF pomagała w niektórych wypadkach nie tylko do stworzenia fortun, i to bardzo pokaźnych, przez współpracujące z nią grupy agentów i kupców, ale i do ich wywozu za granicę (»transfer«). 5. Działalność SSF mogła stać się łatwo podłożem do penetracji dla obcego wywiadu (np. przez werbowanie agentów handlowych i kupców związanych z SSF). 6. Niezdrowe i trudne warunki pracy (praca wśród ludzi, dla których pieniądz jest wszystkim) sprzyjała możliwościom łamania się kadry pracowniczej i wykolejania się niektórych pracowników (Zalcman, Wielopolski). Oczywiście, że do wszystkich tych momentów należy podchodzić dialektycznie, rozpatrując je we właściwym czasie i warunkach, a olbrzymie zyski SSF są faktem niezaprzeczalnym i bezspornym..., niemniej jednak w perspektywie czasu widać mocno ujemne strony działalności SSF”.

(…)

Proceder związany z działalnością Specjalnej Sekcji Finansowej i „Dimexu” jest najwcześniejszym przykładem wykorzystywania aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej do nielegalnego zdobywania środków finansowych, któremu towarzyszyło niekontrolowane transferowanie części zysków do rąk prywatnych. Mechanizm ten w zmienionej formie powtarzał się kilkakrotnie w latach późniejszych. W wyniku ujawnienia „Afery Kurierskiej” w 1962 r. oraz afery „Zalew” w 1971 r. okazało się, że funkcjonariusze i współpracujące z nimi osoby trudniły się przemytem i czarnorynkowym handlem złotem, dewizami i biżuterią. Z kolei w ramach afery „Żelazo” oficerowie wywiadu nawiązali współpracę z kryminalistami i za ich pomocą zdobywali m.in. dewizy i skradzione wyroby jubilerskie. Za ostatnią aferę tego rodzaju należy uznać, nie wyjaśnioną do końca, sprawę FOZZ, w którą zaangażowane były zarówno służby wojskowe jak i cywilne. Tajność towarzysząca pracy służb, wraz z cichym przyzwoleniem przełożonych na działanie na granicy lub z ominięciem prawa, owocowały bardzo ryzykownymi działaniami na granicy dekonspiracji. Ponieważ operacje tego typu mogły się okazać kompromitujące nawet dla wyższych czynników państwowych, odpowiedzialność polityczną rozmywano. Mimo prowadzenia postępowań wyjaśniających, konsekwencje wykrytych nadużyć ponosili na ogół tylko niektórzy z wykonawców, a nie faktyczni mocodawcy.

 

To fragmenty artykułu dr Bagieńskiego. Całość można przeczytać w archiwalnym 112-113 numerze "Arcanów".


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy 145-146 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Jan Olszewski o tym, że polskość to normalność

Nowy 144 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Zatrważające dane: „W 2015 roku ponad 50% imigrantów z Czarnej Afryki żyło z transferów socjalnych”

Komentarze (0)
Twój nick:
Kod z obrazka:



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.