Muzyka Wojciecha Kilara: modlitwa o miłość łaskawą

Jeszcze niedawno, bo 1 września 2013 r., prof. Andrzej Nowak wygłaszał w Filharmonii Świętokrzyskiej laudację na cześć Wojciecha Kilara, z okazji wręczenia Kompozytorowi Pierwszej Polskiej Nagrody Pokoju. ARCANA żegnają zmarłego 29 grudnia Kompozytora publikacją treści przemówienia.
31.12.2013 11:34

Wojciech Kilar jest, jak piszą wszystkie informatory, słowniki, encyklopedie muzyczne, jednym z najwybitniejszych polskich kompozytorów XX–XXI w.

Rangę pierwszego ambasadora muzyki polskiej, obok Lutosławskiego, Góreckiego i Pendereckiego, przyniosła mu seria przyjętych z entuzjazmem utworów z lat 70: nawiązujące do folkloru góralskiego poematy muzyczne „Krzesany” (1974) i „Kościelec 1909” (1976), poświęcony Mieczysławowi Karłowiczowi, „Siwa Mgła” na baryton i orkiestrę (1979), do których dołączy w 1986 r. „Orawa” na orkiestrę kameralną.

„Bogurodzica” (1975) na chór mieszany i orkiestrę „Exodus” (1979–1981) i „Victoria” (1983) na chór mieszany i orkiestrę oraz „Angelus” na sopran, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną (1982–1984) towarzyszyły wielkim poruszeniom zbiorowych emocji w Polsce związanym z walką o wolność i tożsamość narodową: pierwszym pielgrzymkom Jana Pawła II do Ojczyzny oraz wybuchowi „Solidarności”.

Z okazji przypadającego Jubileuszu 100-lecia Filharmonii Warszawskiej Wojciech Kilar skomponował mszę w intencji pokoju na nowe tysiąclecie: „Missa pro pace” (A. D. 2000) na sopran, alt, tenor, bas, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną – dzieło przyjęto z wielkim entuzjazmem, przedstawione przed Ojcem Świętym Janem Pawłem II w Watykanie, zaprezentowane w Berlinie na okazję rocznicy wybuchu wojny, przyjmowane z zachwytem w Nowym Jorku i w dziesiątkach innych muzycznych ośrodków współczesnego świata. W tym utworze, podobnie jak w wielu wcześniejszych, dał artysta wyraz swej głębokiej religijności, a także przywiązaniu do muzycznej i narodowej tradycji. W ostatnich latach jego wspaniały dorobek wzbogaciły m.in. tak ważne kompozycje, jak dwa koncerty fortepianowe (1997 i 2011) „Magnificat” na głosy solowe, chór mieszany i orkiestrę, (2006) Symfonia nr 3 („September Symphony” – hołd ofiarom ataków terrorystycznych 11 września 2001 r.); 4 Symfonia („Sinfonia de motu”); Symfonia nr 5 „Adwentowa” na chór mieszany i orkiestrę; „Te Deum” na głosy solowe, chór mieszany i orkiestrę (z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości Polski); „Veni Creator” na chór mieszany i orkiestrę smyczkową; „Hymn Paschalny” na chór mieszany a capella.

To jest twórczość nie tylko wielkiego kompozytora, ale humanisty potwierdzającego centralne miejsce transcendencji w kulturze. Jego muzyka, jak napisał wielki polski krytyk muzyczny, Bohdan Pociej, przeniknięta jest tak sugestywnie – nam się udzielającym – oddechem Natury, w której obecny jest Bóg, która dzięki Niemu i przez Niego istnieje.

Miliony, tak – miliony słuchaczy – odbierają jednak twórczość Wojciecha Kilara przede wszystkim poprzez jego kompozycje dla filmów. W tej dziedzinie zajął miejsce godne, obok kilku największych: Nino Roty, Ennio Morricone, Miklosa Rozsy, Bernarda Herrmanna, Michela Legranda, Francisa Lai, Krzysztofa Komedy. Od 55 lat motywy muzyczne Kilara z filmów Andrzeja Wajdy („Ziemia obiecana”, „Korczak”, „Pan Tadeusz”, „Zemsta”), Wojciecha Hasa („Lalka”), Kazimierza Kutza (m.in. „Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie”, „Śmierć jak kromka chleba”), Krzysztofa Kieślowskiego („Przypadek”), ze wszystkich niemal filmów Krzysztofa Zanussiego, z „Draculi” Francisa Forda Coppoli, ze „Śmierci i Dziewczyny” czy „Pianisty” Romana Polańskiego, z „Portretu Damy” Jane Campion, z „Truman Show” Petera Weira – te motywy przejmują nas dreszczem, zachwycają, porywają, nie dają o sobie zapomnieć.

***

Każdy chyba może przedstawić swoją indywidualna drogę do zachwytu tą twórczością.

Dla mnie zaczyna się ona wraz z muzyką do „Przygód Pana Michała” – cudownej ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”. I stąd właśnie ośmielę się wyprowadzić najkrótszą próbę zrozumienia swoistego napędu, ruchu i kierunku muzyki Wojciecha Kilara.

A więc najpierw Kresy. „Pan Wołodyjowski” to nostalgiczna opowieść o utraconych Kresach, o bohaterskich rycerzach, którzy ich bronili. Wojciech Kilar urodził się we Lwowie. To miasto stało się po tragedii II wojny światowej nowym symbolem Kresów utraconych. Miasto ważne dla naszego kompozytora, dla kultury polskiej, dla Europy Środkowo-Wschodniej. Tak jak ważne jest ono dla Zbigniewa Herberta, Stanisława Lema, Mariana Hemara, dla wielu innych wspaniałych twórców naszej kultury.

Naszej – to znaczy jakiej? Czyjej? Lwów nie jest miastem dla nacjonalistów. To było, tak jak opiewane przez Sienkiewicza Kresy, miasto spotkania wielu kultur, miasto oryginalnego dialogu, w którym splatały się ormiańskie i austriackie korzenie Herbertów, żydowskie Lema i Heschelesa (znanego jako Hemar). Tak powstawała cudowna synteza kresowych Polaków: dziedzictwo ludzi dumnych i odważnych. Z tego dziedzictwa wyrasta muzyka Exodusu Wojciecha Kilara, wspaniałego hymnu na cześć wolności, polskiej wolności roku 1980, oparta na motywie żydowskiej pieśni religijnej muzyka wolności uniwersalnej. Tak jak żydowska muzyka w „Pianiście” Polańskiego. Jak grany przez Jankiela koncert w „Panu Tadeuszu” Andrzeja Wajdy.

Kresy to nie jest jednak tylko piękna opowieść o możliwej harmonii, o spotkaniu kultur. To jest także historia utraty domu. I poświęcenia w jego obronie. I upartej nadziei. O tym mówił piękny wiersz Mariana Hemara „17 września” – przypominający koniec Kresów: sowiecką agresję na Polskę w 1939 r., zajęcie Lwowa. Pozwolę sobie zacytować jego fragment, gdyż znajduję w nim to samo przesłanie, które jest obecne także w nutach Kilara:

Bóg nie taki bezbronny, wróg nie taki zbrojny,
Historia nie skończyła się na nas. Front wojny
Nie biegnie atramentem na mapach z papieru.
Każda klęska jest tylko klęską charakteru.
(…)
Sprawiedliwość jest ślepa. Historia jest głucha,
Nie słucha wycia płaczek i nie daje ucha
Ani modłom żałosnym, ani wierszom rzewnym,
Mówi: Nic się nie kończy na polu bitewnym.
Mówi: Nic się nie kończy traktatem z papieru
I za zielonym stołem wyrokiem despoty.
Każda klęska jest tylko klęską charakteru,
Każde zwycięstwo zawsze jest zwycięstwem cnoty.

Tę cnotę, nadzieję, i ten wspaniały, nieugięty charakter opiewał najpiękniej Sienkiewicz w postaci Pana Wołodyjowskiego, obrońcy Kamieńca, Kresów, honoru. Tym przemawiała do mnie, 9-latka, ekranizacja tej powieści i muzyka Kilara, która ten film niosła. Wsłuchiwaliśmy się w tę pieśń o Małym Rycerzu na stepie szerokim, wracały do nas jej nuty w momentach kolejnych prób charakteru. Broniła nas ta pieśń przed nihilizmem, zniechęceniem, znijaczeniem. Tak jak broniła nas przed tym ascetyczna muzyka do wielkiego filmu Stanisława Różewicza „Westerplatte”, marsz kawalerii z „Kroniki wypadków miłosnych”, nuty bitwy z „Pana Tadeusza” Wajdy, przede wszystkim wznoszące się chóry „Bogurodzicy” z 1975 roku i „Victorii” z roku 1983…

Jednak muzyka do filmu o Panu Wołodyjowskim niosła ze sobą coś więcej – tak jak więcej, dużo więcej ze sobą niesie cała katedra dźwięków Wojciecha Kilara, wciąż wznoszona wyżej. Muzyka do „Pana Wołodyjowskiego” budowała nie tylko opowieść o wojnie, o walce, o rycerzach. Ona pięknie, z niezwykłą subtelnością opowiadała także o miłości. To miłość jest największym napędem świata. Tego, co w nim dobre, wartościowe. Pewnie najdojrzalej wyraził tę wielką prawdę Wojciech Kilar w swej 4 symfonii – de motu. To symfonia o ruchu, który został nadany przez miłość. L’amor che move il sole e l’altre stelle: Miłość, co gwiazdy porusza i słońce. Te słowa, zaczerpnięte z „Boskiej komedii” Dantego Alighieri, wieńczą symfonię Kilara. To słowa o miłości Boga do stworzenia, do człowieka. I ten religijny motyw miłości jest przecież tak silnie obecny w całej dojrzałej twórczości Mistrza.

Ale przeplata się ta miłość wieczna z miłością ziemską, człowieka do człowieka. O niej tak przejmująco opowiadała muzyka Kilara w Przygodach Pana Michała w scenie, kiedy jeden z bohaterów, Ketling, oświadcza się pięknej Krzysi. Zacytujmy słowa tej sceny:

Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. Równie jak ptak, z łuku postrzelon, spada pod nogi myśliwca, tak i człowiek, miłością porażon, nie ma już mocy odlecieć od nóg kochanych… Kochanie to kalectwo, bo człek, jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi… Kochanie to smutek, bo kiedyż więcej łez płynie, kiedyż więcej wzdychań boki wydają? Kto pokocha, temu już nie w głowie ni stroje, ni tance, ni kości, ni łowy; siedzieć on gotów, kolana własne dłońmi objąwszy, tak tęskniąc rzewliwie, jako ów, który kogoś bliskiego postradał…

Te słowa samego Sienkiewicza recytowane w filmie przez niezapomnianego Andrzeja Łapickiego wzmagały jeszcze swą poruszającą emocje siłę przez liryczny motyw muzyki Kilara. Słuchaliśmy go i nie wiedzieliśmy, czy to powieść i film jeszcze, czy to nasze tęsknoty rzewliwe tak ktoś za nas umie wypowiedzieć, wyśpiewać? To pytanie, a raczej ta niezwykła emocja, jaką chyba tylko muzyka potrafi obudzić, powtarzała się tyle jeszcze razy w nutach Kilara – w motywie Witka i Aliny w „Kronice wypadków miłosnych”, w walcach z „Trędowatej”, z „Ziemi Obiecanej”, w muzycznych scenach Tadeusza i Zosi, Tadeusza i Telimeny w filmie Wajdy.

W „Przygodach Pana Michała”, w ślad za wciągającymi nas w miłosną nostalgię słowami Sienkiewicza, muzyka Kilara towarzyszy jednak dalej słowom przestrogi, może daremnej, ale ważnej, jakie wypowiada w tej samej scenie Ketling – to są słowa sonetu V największego poety polskiego baroku, Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. I ten wspaniały wiersz pozwolę sobie zacytować:

I niemiłować ciężko, i miłować
Nędzna pociecha, gdy żądzą zwiedzione
Myśli cukrują nazbyt rzeczy one,
Które i mienić i muszą się psować.

Komu tak będzie dostatkiem smakować
Złoto, sceptr, sława, rozkosz i stworzone
Piękne oblicze, by tym nasycone
I mógł mieć serce i trwóg się warować?
Miłość jest własny bieg bycia naszego;

Ale z żywiołów utworzone ciało,
To chwaląc, co zna początku równego,
Zawodzi duszę, której wszystko mało,
Gdy Ciebie, wiecznej i prawej piękności,
Samej nie widzi, celu swej miłości.

W filmie padają tylko słowa pierwszych dwóch wersów tego sonetu. Ja przytaczam wszystkie, bowiem w nich odnajduję pewnego rodzaju summę tego, co w muzyce Kilara potrafię odczuć. Summę polskiej kultury, jej związku z kulturą europejską, łacińską, światową. Summę, jaką tworzy wciąż ponawiana próba zakotwiczenia ludzkiego doświadczenia, ludzkiej nietrwałości – w miłości, wiecznej, nieulotnej, tej, którą otwiera perspektywa chrześcijańska. To jest – ośmielę się powiedzieć – najważniejszy kierunek ruchu muzyki, twórczości Mistrza z Katowic i ze Lwowa.

Różne są postacie tej ludzkiej miłości, którą opiewa Wojciech Kilar. To jest miłość do ojczyzny, tej utraconej, rodzinnej, kresowej, i do tej większej, z którą się żyje i obejmuje swym uczuciem i pracą – do Polski. To jest także ludzka miłość do drugiego człowieka – pierwsze zakochanie, dojrzała miłość do żony, wierna miłość do najbliższych. To jest współczucie dla ofiar ludzkiej nienawiści – jak to wyrażone tak poruszająco w muzyce Symfonii wrześniowej, albo wcześniej w nutach filmu „Korczak”, albo w najpiękniejszych może fragmentach tak niesłusznie schowanego dziś wielkiego filmu Krzysztofa Zanussiego „Życie za życie”, poświęconego ofierze ojca Kolbe i wykorzystanych potem ponownie w przełomowej scenie filmu „Truman show” Petera Weira.

I jest wielka miłość między Bogiem i człowiekiem – Caritas – bez której nie ma harmonii w świecie. Tej Wojciech Kilar oddał w swym dziele najwięcej.

To właśnie jest doświadczenie uniwersalne. Polski kompozytor daje mu wyraz w swej zmieniającej dusze twórczości. O muzyce pisać trudno. Ja nie potrafię. Dłużej nie będę męczyć Laureata i Dostojnych Gości. Na potwierdzenie tej lekcji, którą uniwersalnym językiem muzyki daje nam Wojciech Kilar, odwołam się na koniec raz jeszcze do wiersza. Wyraża on, jak sądzę, to samo doświadczenie, które przekazuje wspaniały sonet Sępa Szarzyńskiego i które jest zarazem doświadczeniem muzyki Kompozytora-Laureata. To wiersz Szekspira, ostatnie słowa ostatniej jego sztuki: „Burzy”. Ta burza to ludzkie życie pod niebem. Życie, w którym szukamy harmonii, piękna i odpuszczenia win. O to prosi Szekspir w monologu Prospera, o to woła, o tym śpiewa muzyka Wojciecha Kilara, modląc się o powrót do utraconego królestwa młodości, niewinności, prosząc o łaskę dla nas, ludzi.

Posłuchajmy zatem tego przesłania na koniec:

 

My ending is despair,
Unless I be relieved by prayer,
Which pierces so that it assaults
Mercy itself and frees all faults.
As you from crimes would pardon'd be,
Let your indulgence set me free.
 

[I rozpacz tylko czeka na mnie wszędzie,
jeśli modlitwa w pomoc nie przybędzie,
Modlitwa bramy litości otwiera
I błędów dawnych pamiątki zaciera,
Jak sami chcecie grzechów odpuszczenia,
Tak mi przebaczcie moje przewinienia.]
(Monolog Prospera, Epilog „Burzy”)

 

Andrzej Nowak

 

Laudacja wygłoszona na uroczystości wręczenia Wojciechowi Kilarowi Nagrody Pokoju „Wieczna Miłość” w Filharmonii Świętokrzyskiej w Kielcach, 1 IX 2013. 


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy podwójny numer dwumiesięcznika ARCANA!

Z żoliborskiej perspektywy – rozmowa o życiu i historii najnowszej z prof. Andrzejem Paczkowskim

O Rosji, Czarnyszewiczu i Trójmorzu - nowe Arcana już dostępne

Warunki prenumeraty dwumiesięcznika ARCANA w 2018 roku

Komentarze (0)
Twój nick:
Kod z obrazka:



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.