Mianowicz: Polacy nie potrafią rozpoznać nadchodzącej katastrofy

Czy każda pozorowana zmiana musi wywoływać w Polakach bezgraniczny hurraoptymizm? Kiedy „kompleks Polaków” przyćmiewa nadchodzące problemy? Czy 25 lat po „Okrągłym Stole” instynkt samozachowawczy Polaków uległ poprawie? Aktualne zwłaszcza dzisiaj.
02.09.2014 16:29

 

Jedna z najbardziej radykalnych odpowiedzi na ankietę poświęconą „wielkiej transformacji ustrojowej” (ARCANA 117, 2014), pochodziła od Tomasza Mianowicza.

(…)

Jak doszło do tego, że 25 lat po transformacji ustrojowej obywatele pozbawieni są realnego wpływu na decyzje w podstawowych dla państwa dziedzinach, w Sejmie – zamiast przedstawicieli wyborców – zasiadają nominaci z partyjnych list, poddani wewnątrzpartyjnej dyscyplinie, najlepszą szansą na zarobek jest wyjazd za granicę, a absurdy ideologiczne szerzą spustoszenia w nauce i kulturze, nie mówiąc już o mediach?

W pytaniach postawionych przez Redakcję pojawia się termin „upadek komunizmu”. Nie sądzę, aby termin ów trafnie oddawał charakter procesów z przełomu lat 1980-tych i 1990-tych. „Transformacja” to natomiast pojęcie bardziej rzeczowe, pobawione propagandowo-emocjonalnego kolorytu. Zmiana ustroju politycznego i gospodarczego w Polsce i w innych państwach Europy Wschodniej, była konieczna dla przeprowadzenia konwergencji systemów i globalizacji gospodarki. Zarazem komuniści-reformatorzy, świadomi niewydolności systemu, braku poparcia społecznego, atrofii ideologii marksistowko-leninowskiej, zdawali sobie sprawę z potrzeby przebudowy ustroju. W tym zakresie Polska, nie po raz pierwszy, pełniła rolę laboratorium, gdzie sprawdzano efekty zmian (teoretyczne prace brain trust w osobach Cioska, Pożogi i Urbana znane są z późniejszych publikacji). W tym zakresie Polska, nie po raz pierwszy, pełniła rolę laboratorium, gdzie sprawdzano efekty zmian Przy aprobacie towarzyszy sowieckich PZPR chciała kroczyć leninowską drogą, czyli – jak ujął to swego czasu zmarły dzisiaj gen. Jaruzelski w socjalistyczno-rynkowej metaforze – „zachować większość akcji”, inaczej mówiąc – kontrolować proces przemian i zabezpieczyć swą dominującą rolę. Zasadnicze zmiany systemowe były więc zbieżnym celem globalnie działających kół finansowych i komunistów-reformatorów.

Wiemy, że PZPR nie udało się zrealizować strategicznych założeń i groziła jej całkowita utrata władzy. Wówczas pomogli partnerzy z Waszyngtonu, bez których wsparcia generał Jaruzelski nie zostałby prezydentem państwa. Być może w lansowanej obecnie mitologicznej wersji „upadku komunizmu” pomoc USA dla Jaruzelskiego zeszła na drugi albo i trzeci plan, jednak fakt ten, udokumentowany źródłowo, znany jest przynajmniej historykom.

 

PRZECZYTAJ KONIECZNIE: Wbrew histerii optymizmu

Przygotowania do konwergencji obserwowałem w Monachium, z perspektywy pracownika Radia Free Europe. Miejsce ciekawe, gdyż RWE niczym sejsmograf rejestrowało zmiany polityki amerykańskiej wobec bloku sowieckiego, choć z pewnym poślizgiem czasowym. Od drugiej połowy lat 1980-tych nasilało się propagandowe poparcie dla reformatorów w PZPR, z Jaruzelskim na czele. To nie powinno być tajemnicą; Od drugiej połowy lat 1980-tych nasilało się propagandowe poparcie dla reformatorów w PZPR, z Jaruzelskim na czele. To nie powinno być tajemnicą wystarczy przeanalizować audycje sekcji polskiej „Free Europe” z tego okresu. Równie jednostronna była propaganda na rzecz Wspólnego Europejskiego Domu czy „powrotu do Europy”. Mniej znany jest fakt, że w latach owych sporo kierowniczych stanowisk w sekcjach narodowych RFE/RL zajmowali panowie (o paniach nic mi nie wiadomo) powiązani z „organami” państw komunistycznych. I działo się tak nie tylko za wiedzą dyrekcji amerykańskiej, ale nawet zgodnie z ich wolą (ówczesny prezes Free Europe / Radio Liberty Gene Pell skutecznie interweniował u władz niemieckich przeciwko dochodzeniom podjętym wobec pracowników RFE/RL, podejrzanym o współpracę z komunistycznymi służbami specjalnymi). Nie należy jednak demonizować roli tajnych współpracowników; pełnili oni według mnie funkcje głównie instrumentalne, ułatwiając kontakty, które trudno było utrzymywać na drodze oficjalnej. Niczym innym, jak nobilitacją rządów generała Jaruzelskiego w Polsce było zaproszenie Jerzego Urbana na spotkanie dyskusyjne do Monachium przez prezesa Pella. Po różnych protestach wycofano się z tego pomysłu, zrozumiawszy, że Urban zbyt mocno kojarzył się słuchaczom z rolą rzecznika władz stanu wojennego.

Radio Wolna Europa mówi więcej…

Józef Mackiewicz opublikował swego czasu broszurkę Mówi Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa… Tę pozycję pomija się w bibliografiach pisarza, choć jako druk zwarty powinna się tam znaleźć. Także zagorzali wyznawcy Mackiewicza przemilczają tę publikację. W pracy tej autor „Drogi do nikąd” trafnie, choć w polemicznym stylu, przedstawił rolę RWE jako propagandowego instrumentu amerykańskiej polityki. Programy rozgłośni odpowiadały aktualnej doktrynie polityki zagranicznej Waszyngtonu (inny był zatem ich ton w dobie roll-back czy containtment, inny zaś w latach poprzedzających konwergencję). Gdy w 1956 roku Amerykanie poparli Gomułkowską „polską drogę do socjalizmu”, dopasowano także linię propagandową „Free Europe”, o czym Mackiewicz również pisał. Dodam, że po 1956 r. zaczęto zatrudniać w Sekcji Polskiej RWE byłych pracowników komunistycznych organów. Logiczne jest zatem, że Jan Nowak-Jezorański, wbrew krytyce ze strony Mackiewicza wystylizowany na wybitnego męża stanu, popierał w swoich wystąpieniach w Polsce SLD, partię kierowaną przez wypróbowanych partnerów Waszyngtonu, która następnie „wprowadzała” Polskę do UE.

Mackiewicz koncentrował się w swej publikacji na roli Centralnej Agencji Wywiadowczej, której „Free Europe” była przez wiele lat de facto instrumentem. W latach 1980-tych wpływ na linię propagandową rozgłośni, a także na obsadę kierowniczych stanowisk, miało kilka instytucji oraz struktur nieformalnych. W różnych gremiach doradczych, które pełniły realną rolę (były bowiem też inne ds. lobbingu w środowiskach politycznych i naukowych) znajdziemy nazwiska późniejszych spin doctors Angeli Merkel. Pomimo komunistycznej przeszłości Merkel jest bardziej uzależniona od Waszyngtonu, niż pozostali powojenni kanclerze. Chodzi o uzależnienie od amerykańskiego „rządu wewnętrznego”; tak w jednym z listów do Jerzego Giedroycia Czesław Miłosz określał kręgi faktycznie decydujące o kierunku polityki USAzajrzyjdoksiegarni_120Biorąc pod uwagę biografię Merkel (podobną transformacje przeszedł Aleksander Kwaśniewski) i fakt, że pełniąc przewodnią rolę w UE jest ona bezwzględnym realizatorem polityki finansowej ustalanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i tym podobne instytucje, możemy sobie uświadomić, jak funkcjonuje system polityczny, w którym Polska znalazła się w wyniku zmian ustrojowych sprzed ćwierć wieku. Mam wrażenie, iż wiemy o tych mechanizmach i powiązaniach zbyt mało. Co prawda historyk, chcąc badać zagadnienia tego typu, będzie musiał zadać sobie sporo trudu, aby dotrzeć do dokumentów źródłowych. Aliści rolą publicystyki jest inspirowanie takich badań.

(…)

Zmiany na przełomie lat 1980/1990 były realne i przełomowe, zwłaszcza w zakresie ustroju państwa i regulacji prawnych, ale z uwagi na sposób ich realizacji trudno mówić o „upadku komunizmu”. Nie zapominajmy, że w wyniku owego „upadku” szef PZPR został głową państwa. Poza tym znam wielu antykomunistów z czasów PRL, którzy po przełomie ustrojowym chętnie zamieniliby się sytuacją losową z „upadłymi” komunistami. Nieco inaczej było w gospodarce: sądzę, że reformy Wilczka (premierem był wówczas Rakowski) stwarzały lepsze warunki dla rozwoju przedsiębiorczości niż obecne regulacje inspirowane prawem unijnym. Nie zmienia to jednak faktu, że teoretycznie ćwierć wieku temu istniała szansa na odzyskanie państwa przez obywateli.

(…)

W stanie zimnej wojny domowej, w jakim znajduje się Polska, nie ma szans na wyłonienie rządu, który podjąłby obronę interesów narodowych, zwłaszcza że partie blokują demokratyzację systemu wyborczego. Nie zrodzi się u nas neogaullizm, w postaci jakiegoś Frontu Narodowego, bowiem jest to formacja uwarunkowana francuską tradycją. Wbrew unijnej propagandzie FN nie jest „prawicową ekstremą”; po prostu coraz więcej Francuzów chce poczuć się pełnoprawnymi obywatelami własnego państwa.

Pomimo transformacji ustrojowej powtarza się brzemienny w skutki fenomen: Polacy nie są w stanie rozpoznać zagrożeń, nawet tych prowadzących do katastrofy. Polacy nie są w stanie rozpoznać zagrożeń, nawet tych prowadzących do katastrofy Tak było po 1935 r., jak również w czasie II wojny światowej, gdy polityka „wspierania sojusznika naszych sojuszników” ułatwiła jedynie ekspansję ZSRS i komunizację Polski. Pojawiały się jednak wówczas nieliczne głosy rozsądku. Hr. Ronikier apelował, aby nie ułatwiać Armii Czerwonej zadania przez zbrojną dywersję przeciwko pobitym już Niemcom. Jakiekolwiek działania, które służą ekspansji i umocnieniu UE w jej obecnej formie – nie leżą w interesie Polski. Przy braku realnych możliwości obrony własnych interesów, pozostaje jeszcze zdrowy rozsądek. 25 lat po transformacji wynikiem jego zastosowania znów powinno być hasło „Nie pomagać!”. Jakiekolwiek działania, które służą ekspansji i umocnieniu UE w jej obecnej formie – nie leżą w interesie Polski. Państwa kontynentu europejskiego potrzebują współpracy zarówno gospodarczej jak i politycznej, ale jako suwerenne i równoprawne podmioty prawa międzynarodowego, a nie w ramach struktur, zabierających obywatelom wolność i pieniądze.

(25 V 2014)

 

Tomasz Mianowicz (ur. 1955)– historyk sztuki, publicysta. Specjalizuje się w twórczości Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej. Pełnił funkcję rzecznika Studenckiego Komitetu Solidarności w Krakowie. Po wprowadzenie stanu wojennego pozostał na Zachodzie; wieloletni pracownik rozgłośni Radia Wolna Europa. Mieszka w Monachium.

 


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy (147) majowo-czerwcowy numer dwumiesięcznika Arcana!

Nowy 145-146 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Jan Olszewski o tym, że polskość to normalność

Nowy 144 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Komentarze (1)
Twój nick:
Kod z obrazka:


jerzy
12.10.2014 6:14
"w Sejmie – zamiast przedstawicieli wyborców – zasiadają nominaci z partyjnych list, poddani wewnątrzpartyjnej dyscyplinie". I takie brednie pisze specjalista od Mackiewicza? Przeciez juz przed wojna pisal Stanislaw Mackiewicz, ze partie sa nizbednym skladnikiem demokracji. Najwyzsza pora przyjac to do wiadomosci.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.