Fragment książki Anny Zechenter 'KGB gra w szachy'

Przypominając o promocji książki Anny Zechenter "KGB gra w szachy" prezentujemy jeden z rozdziałów tej pracy. Promocja odbyła się we wtorek 4 stycznia w krakowskim klubie Imbir przy ul. św. Tomasza 35 o godz. 18:00.

03.01.2011 19:56

Rozdział II: Agenci Ich Kremlowskich Mości

„Hitler chciał zrobić z Polaków, Czechów, Węgrów świniopasów i sprzątaczki, ale to Rosjan oskarża się, że narzuciliśmy komunizm innym krajom. Przecież te kraje odłączyły się od nas ze skrzypkami, profesorami, akademiami nauk, kinematografiami – taką zdumiewającą wypowiedź Natalii Narocznickiej, historyczki na usługach Kremla, przytoczyły niedawno media. – Podważa się nasze zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej i przypisuje się je Amerykanom”.

Brak chleba skłania polityków rosyjskich do urządzania igrzysk. Na arenę wypędzą tych, którzy spróbują „podważać zwycięstwo ZSSR w Wojnie Ojczyźnianej”, czyli – co właściwie? Fakt, że Sowieci doszli do Berlina? Nie sposób zapomnieć zwycięskiego pochodu Armii Czerwonej przez Polskę i Niemcy. Czy może przebieg konferencji jałtańskiej, oddającej pod władzę Moskwy miliony ludzi w Europie Środkowowschodniej? Nie zaprzeczą Jałcie ani jej najbardziej zaciekli krytycy, bowiem widzą w niej jedno z najważniejszych wydarzeń XX wieku, ani – tym bardziej – jej główny beneficjent, ponieważ przebieg i skutki tego wydarzenia poczytuje sobie za powód do dumy narodowej.

Skoro znane fakty (zbrodnia katyńska znajduje poza sferą rozważań – nie zapominajmy, że Wielka Ojczyźniana zaczęła się w 1941 roku; wcześniej panował pokój) wydają się, abstrahując od ich interpretacji, niepodważalne, chodzi o sprawy, które dopiero dziś wychodzą na światło dzienne. Putin i Miedwiediew prowadzą operację „przywracania Rosjanom pamięci”. Osławione już sztuczki KGB ze „znikaniem” niewygodnych towarzyszy z historycznych fotografii – po ich wcześniejszym usunięciu z tego świata – wydadzą się zapewne szkolnymi wprawkami w porównaniu z nabierającą rozpędu rewolucją w dziejopisarstwie. Władimir Żyrinowski, niegdyś człowiek znikąd, dziś wiceprzewodniczący Dumy, chce natychmiast zamknąć Instytut Historii Rosyjskiej Akademii Nauk oraz Wydział Historii na Moskiewskim Uniwersytecie. „Trzeba napisać wszystko od nowa i pokazać, kto jest naszym zewnętrznym wrogiem” – takie przekonanie toruje sobie drogę do coraz szerszych kręgów. Miedwiediew ogłasza koniec epoki kłamstw.

„Zmuszeni jesteśmy bronić prawdy historycznej i jeszcze raz udowadniać fakty, które do niedawna wydawały się bezsporne. Próby fałszowania historii II wojny światowej są coraz bardziej brutalne, przepojone złością i agresywne” – mówi.

Powrót wielkich nielegalnych

Odkurzone portrety Dzierżyńskiego wracają zatem do gabinetów funkcjonariuszy rosyjskich służb specjalnych. Władze na Kremlu piszą historię XX wieku, ujawniając udział KGB i GRU w najważniejszych wydarzeniach minionego stulecia. „Seria filmów o prawdziwych wywiadowcach i ich tajnych akcjach powstanie dla uczczenia 90-lecia służb specjalnych” – zapowiedział w 2008 roku najbliższy człowiek Putina, wicepremier Siergiej Iwanow. Twórcy „fabularyzowanych dokumentów” (z naciskiem na pierwsze słowo) pokazali w rosyjskiej telewizji z początkiem 2009 roku opowieść o Aleksieju Botianie, funkcjonariuszu NKWD, który – jak chcą polityczni zleceniodawcy – uchronił Kraków przed zniszczeniem w 1945 roku. Bohaterami kolejnych filmów będą: Giework Wartanian, który ocalił życie tzw. Wielkiej Trójki w Teheranie jesienią 1943 roku; Dymitr Bystroletow, który stosował własną technikę wywiadowczą – uwodził na Zachodzie kobiety powierzające mu ważne tajemnice; Willi Fisher vel Abel, który metodami operacyjnymi zdobył plany bomby wodorowej.

W pierwszym z filmów prawdziwy jest jeden fakt: Botian działał na ziemiach polskich. I na tych ziemiach, o czym twórcy milczą, zapracował na wyrok śmierci Polskiego Państwa Podziemnego jako likwidator żołnierzy AK. Dziś Rosjanie pokazują go jako 90-letniego starca i napomykają, że o jego służbie „nie wolno było mówić wcześniej”, bowiem – rzecz jasna – „wypełniał ważne zadania poza granicami państwa”.

Rosją rządzą dziś tysiące rozgoryczonych KGB-istów i ludzi z GRU, ulokowanych w federalnej administracji rządowej i lokalnej – wie o tym Putin, człowiek o proweniencji KGB-owskiej; wie też Siergiej Iwanow, pierwszy minister obrony wywodzący się ze służb specjalnych – obaj zainteresowani utrwaleniem pozytywnego wizerunku szpiegów. Całej prawdy, zastrzega się Iwanow, nie można jeszcze ujawnić. To zrozumiałe – wszak każda legenda musi żywić się faktami, a gdy tych brakuje, na pustych stronach przybić należy pieczątkę „tajne”.

Periodyki MSW: „Służby Wnieszniej Razwiedki”, „Specnaz Rossiji”, „Czekist”, „Nowosti Razwiedki i Kontrrazwiedki”, a także gazety codzienne, od kilku lat drukują panegiryki ku czci „cichych bohaterów z cienia”.

„To legendy XX wieku. Wykazali męstwo i heroizm w sowieckim wywiadzie, cieszącym się opinią najlepszego na świecie. Nielegałowie to najwyższa kasta, elita. Nie mają prawa mówić o swojej pracy przez dziesięciolecia. Taka specyfika zawodu” – piszą „Służby Wnieszniej Razwiedki”.

Zamiarem Moskwy jest przekonanie milionów ludzi, że historię XX wieku tworzyli tzw. nielegałowie. Odpowiednika tego rosyjskiego słowa, używanego przez KGB na Łubiance jeszcze przed II wojną światową, darmo szukać w innych europejskich językach. Określa się nim oficera sowieckiego wywiadu, pracującego poza granicami ZSSR, zgodnie z rygorystycznymi zasadami: w głębokiej konspiracji, pod fikcyjnym nazwiskiem, ze zmyślonym życiorysem i obywatelstwem obcego kraju. Nielegałowie kontaktują się z centralą tylko za pośrednictwem łączności radiowej, skrzynek kontaktowych i kurierów; nie wolno im szukać pomocy w sowieckiej ambasadzie – nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Zdemaskowani, są zawsze sądzeni jako zdrajcy ojczyzny na usługach Sowietów. Ich szkolenie trwa od trzech do ośmiu lat i jest żmudne, mimo że zazwyczaj znają język kraju przeznaczenia – jako ludzie urodzeni w mieszanych małżeństwach lub na emigracji, muszą jednak perfekcyjnie „nauczyć się” innego kraju, by nie wzbudzać tam podejrzeń. Ich zadanie wymaga wtopienia się w otoczenie w celu zorganizowania siatki szpiegowskiej z ludzi zwerbowanych szantażem, groźbą lub pieniędzmi. Co jakiś czas Sowieci przerzucali swoich ludzi do kraju, by przeprowadzić intensywną indoktrynację polityczną w trosce o ich morale.

„Legalny” oficer wywiadu to w języku sowieckich służb agent przydzielony zagranicą do rosyjskiej ambasady lub innego oficjalnego przedstawicielstwa rządowego, podczas gdy w spreparowanym życiorysie nielegała nie sposób doszukać się jakichkolwiek związków z Rosją.

Do historii przeszli wielcy nielegałowie XX wieku: Richard Sorge, Moisiej Akselrod, Arnold Deutsch, Rudolf Abel, Konon Mołody – i wielu innych, by wspomnieć dziesiątki ludzi wyprawianych do Ameryki Łacińskiej po puczu braci Castro.

(...)

Szturm na sekretarki

Portret Dymitra Bystroletowa, bohatera kolejnego zaplanowanego filmu, wisi obok podobizn innych „wielkich nielegałów” w tajnej izbie pamięci obecnej centrali Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej. W hagiografii mu poświęconej, wydanej przez SWR w 1995 roku, a więc dwadzieścia lat po jego śmierci, przemilczano wiele, m.in. mitomanię i nieudolność. Nie wspomniano też, że poważne sukcesy odnosił tylko dzięki umiejętności uwodzenia kobiet mających dostęp do tajnych dokumentów w zagranicznych ambasadach i ministerstwach. Te „pionierskie techniki” stanowią jedyny wkład Bystroletowa do praktyki operacyjnej – po wielu latach służby specjalne bloku wschodniego wykorzystały je w RFN, w operacji pod kryptonimami „Szturm na sekretarki” lub „Romeo”. Przystojniejsi funkcjonariusze Stasi uwodzili sekretarki z ministerstw, tłumaczki zachodnich ambasad i inne osoby mające dostęp do tajnych dokumentów. Najpierw zbierano drobiazgowe informacje o namierzonej ofierze – typowano kobiety niemłode, samotne, szukające poczucia bezpieczeństwa u boku mężczyzny. Potem wybierano oficera, kierując się wiedzą o potrzebach i marzeniach namierzonej kobiety. Często do Liebeskommando kierowano ludzi podobnych do niespełnionej przed laty miłości. Oficer wiedział wszystko o przyzwyczajeniach i gustach ofiary, zatem przekonywująco ogrywał rolę zakochanego. Związki trwały czasem nawet kilka lat, niektóre kończyły się małżeństwami. Stasi zdobyła dzięki tej operacji tysiące tajnych dokumentów. Po zjednoczeniu czterdzieści kobiet zeznawało w charakterze świadków przed niemiecką prokuraturą w związku z ich romansami.

Znany pod różnymi nazwiskami, Bystroletow używał też wielu szlacheckich tytułów. Uroił sobie, że jest synem białego emigranta, hrabiego Aleksandra Tołstoja, potomka pisarza Lwa Tołstoja, a potem chyba w to uwierzył – prawdziwego ojca nie znał, bowiem przyszedł na świat jako nieślubny syn Kozaczki z Kubania. Z Rosji wyjechał jeszcze przed bolszewickim puczem.

W latach dwudziestych znalazł się w Pradze. Zaczął tam studiować i szybko dał się poznać jako działacz związków studenckich, zwracając na siebie uwagę praskiej rezydentury GRU. Pierwszego miłosnego podboju, owocującego dostępem do informacji, dokonał w Pradze w 1927 roku. Ofiarą była dwudziestodziewięcioletnia pracowniczka ambasady francuskiej „Laroche”. Przez następne dwa lata przynosiła kochankowi szyfry dyplomatyczne i kopie tajnej korespondencji. Z końcem lat dwudziestych próbował zwerbować także sekretarza Związku Przemysłowców Czeskich, wtykając mu niedyskretnie do kieszeni plik banknotów. W odpowiedzi Czech napluł mu w twarz.

„Wywiadowca musi być tysiąc razy lepszy od aktora najlepszego teatru. Publiczność widzi aktora na scenie z daleka i przez krótki czas. Wywiadowca żyje pomiędzy widzami – uważnymi i spostrzegawczymi. Chodzi po ostrzu noża. W każdej chwili może stracić życie” – te jego słowa przytoczyła niedawno jedna z rosyjskich gazet.

Hrabina harda i bogata

Skompromitowany w Pradze Bystroletow wypłynął po jakimś czasie w Niemczech. Jako przeszkolony nielegał pojechał do Berlina z zadaniem odnalezienia dwóch mężczyzn, szwajcarskiego biznesmena Giovanniego de Ry’a i szyfranta z brytyjskiego MSZ, Ernesta Oldhama. Obaj zgłosili się kilka miesięcy wcześniej do ambasady w Paryżu z interesującymi ofertami, lecz zostali odesłani z kwitkiem.

Najpierw dopadł w Genewie Ry’a i kupił od niego włoskie szyfry zdobyte przez de Ry’a od dyplomaty żądnego gotówki. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności wpadł też na trop Oldhama. Udając węgierskiego arystokratę, ofiarę własnej naiwności i sowieckiego wywiadu, zdobył jego zaufanie i współczucie, co pozwoliło mu wyłudzić od Oldhama szyfry. Przez kilka lat wymuszał na coraz bardziej przerażonym Brytyjczyku mniej lub bardziej wartościowe informacje. Uwiódł mu żonę, Lucy, o czym zameldował centrali. W odpowiedzi nakazano mu, by „postarał się nie zawieść jej oczekiwań”.

„Składałem w ofierze siebie samego – tę jego opowieść zamieściła przed kilkoma miesiącami „Służba Wnieszniej Razwiedki”. – Dostałem rozkaz zdobycia tajnych materiałów z poselstwa włoskiego. Jak to zrobić? Zwrócić na siebie uwagę hrabiny Imperiali, kobiety na ważnym stanowisku dyplomatycznym, i zostać jej kochankiem. Starszy oficer mówi mi: »Hrabina jest bogata i harda. Będziesz udawał miłość«. W tym samym czasie spotkałem moją Różę Północy – Jolantę. Mimo to prowadziłem podwójne życie. Mówiłem sobie: »To nie twoja wina, każda walka wymaga ofiar«. Namówił zakochaną hrabinę, żeby przyniosła mu dokumenty. »Zrobiłem wszystko, co leżało w mojej mocy. Byłem szczęśliwy, że akcja się powiodła. I nagle dostaję wiadomość, że te same materiały centrala zdobyła już inną drogą, te zaś są niepotrzebne. Nikt mi niczego nie wyjaśnił, a we mnie wszystko gotowało się z bólu. Niewiele brakowało, bym zniszczył życie trojga ludzi: żony, kochanki i moje własne«”.

Bystroletow wrócił do Moskwy w 1938 roku, w czasie największych czystek. Do końca roku zginęli jeden po drugim kolejni naczelnicy wywiadu wojskowego. Jego aresztowano we wrześniu 1938 roku. Nie sposób przewidzieć, jak z tym kłopotliwym faktem poradzą sobie filmowcy. Czy realizatorzy nie pominą scen, które rozgrywały się w pokoju przesłuchań? Bystroletow długo odmawiał przyznania się do „winy”, lecz w końcu przekonany, że zostanie zakatowany na śmierć, z połamanymi żebrami i pękniętą czaszką, podpisał obciążające go zeznania.

Skazany na dwadzieścia lat więzienia, uniknął kaźni w piwnicach Łubianki. Spędził piętnaście lat w syberyjskim łagrze. Zwolniony w 1954 roku, dowiedział się, że jego żona, zesłana do łagru za winy męża, wroga ludu, poderżnęła sobie gardło, zaś matka otruła się z bólu i tęsknoty.

„I znów trzeba było budować życie od nowa. Nie na darmo jednak skończyłem przed wojną studia medyczne w Zurychu. Zostałem pracownikiem Instytutu Międzynarodowej Informacji Medycznej. Tłumaczyłem z dwudziestu języków” – wspominał.

Dożył emerytury, zmarł w 1975 roku.

Dwa lata temu, w 105. rocznicę urodzin Bystroletowa gazety i periodyki służb specjalnych zamieściły wspomnienia o „potomku Lwa Tołstoja”, rojące się od sformułowań w rodzaju: „twarz surowa i wyrazista, jakby wyrzeźbiona dłutem artysty”, „błękitne głębokie i mądre oczy”, „źrenice, które wyrażały skupioną wolę i myśl”.

„Mówił głosem przyciszonym, starannie dobierając słowa, z ledwie słyszalnym akcentem, który zdradzał jego inteligenckie pochodzenie. W pospolitym garniturze z domu towarowego wyglądał jak w wytwornym smokingu” – to fragment artykułu dziennikarki opisującej na łamach „Nowosti Razwiedkli i Kontrrazwiedki” losy „naszych cichych, zapomnianych bohaterów”.

Bardzo dziurawa siatka

Ostatniego z wymienionych przez wicepremiera Iwanowa „wielkich patriotów”, Williama Fishera, doskonale znają KGB-owcy. Legenda „asa wywiadu” , starannie pielęgnowana przez służby wywiadu, powiada, że urodził się w Anglii, w rodzinie rewolucjonistów, uciekinierów z carskiej Rosji. Według innych źródeł, przyszedł na świat na Powołżu pod nazwiskiem Biełow. Od 1921 roku był w Moskwie oficerem wywiadu zagranicznego. Wysłany po wojnie jako Emil Goldfus do Ameryki, by odbudować tamtejszą siatkę, osiedlił się na Brooklynie, utrzymując, że jest rodowitym nowojorczykiem i udając – zgodnie z zaleceniami centrali – malarza. Niewiele zdziałał dla swoich mocodawców, a jego siatka okazała się trzyosobową grupą stworzoną wcześniej przez Morrisa Cohena. Jedynym jej wartościowym członkiem był fizyk Theodore Hall, zwerbowany przez Cohena, zaś trzecia osoba, żona Cohena, trudniła się przewożeniem informacji z ośrodka badań jądrowych w Los Alamos. Informacje przez nich zdobyte oceniano w Moskwie jako pozbawione większej wartości. Kiedy FBI aresztowało Rosenbergów, Cohenowie musieli ewakuować się do Meksyku, bowiem Lona pełniła funkcję kuriera Rosenbergów.

Fisher zmienił tożsamość jeszcze raz i właśnie jako Rudolf Abel stał się jednym z najsłynniejszych sowieckich nielegałów, choć nie wiadomo, czym na taką opinię zasłużył. W 1957 roku FBI aresztowała go za szpiegostwo. Abel nie ujawnił swojej prawdziwej tożsamości i nie chciał rozmawiać o swoich zadaniach wywiadowczych. Tej linii trzymał się niezmiennie po aresztowaniu, a także na sali sądowej. Przyznał się jedynie do tego, że jest obywatelem sowieckim o nazwisku Rudolf Abel. KGB miała to zrozumieć jako sygnał, że aresztowany trzyma się legendy i nie sypie.

„Oskarżony dał swojemu adwokatowi z urzędu, Johnowi Donovanowi, sygnał, że nie pójdzie na współpracę z Amerykanami na żadnych warunkach i nie uczyni dla ratowania swojego życia niczego, co mogłoby przynieść uszczerbek jego ojczyźnie – napisał w jednym licznych artykułów poświęconych Fisherowi „Czekist”. – W ciągu trzech tygodni przesłuchiwano go bez przerwy, torturowano pałką elektryczną. Ale i to nie zmiękczyło Rosjanina. Znał tylko jedną odpowiedź na każde pytanie: »nie«. W sali sądowej pokazał wszystkim twarz śmiałego patrioty, który służy swojej ojczyźnie”.

Przed dożywotnim więzieniem uratowała go wymiana szpiegów Wschód–Zachód w 1962 roku. Na słynnym moście Glienicke łączącym Berlin Zachodni z NRD minął się z Amerykaninem Garym Powersem, pilotem szpiegowskiego samolotu Lockheed U-2, zestrzelonego nad Swierdłowskiem w 1960 roku.

„Spotkałem Fischera jeden raz – opowiada zbiegły w 1978 roku na Zachód generał Iion Pacepa, szef MSW Rumunii za czasów Nicolae Ceauşescu, autor słynnej książki Czerwone horyzonty: kroniki szefa komunistycznego wywiadu. – W Londynie został nam przedstawiony jako »pułkownik Abel«. Powiedział wtedy, że nielegał powinien umrzeć jako nielegał”.

Aresztowanie Fishera znacznie podniosło ceny jego obrazów, słabych i niebudzących wcześniej zainteresowania. Nawet prokurator generalny Robert Kennedy poprosił Moskwę o odsprzedanie Białemu Domowi portretu Johna Kennedy’ego, namalowanego w więzieniu w Atlancie. KGB uznało tę propozycję za prowokację.

„Po powrocie do Moskwy Abel nie dostał nawet własnego biurka w Zarządzie do spraw nielegałów – mówi Pacepa. – Miał tylko krzesło w kącie pokoju”.

Trzy życia George’a Blake’a

Gazeta „Wzgliad” poinformowała w grudniu 2008 roku o rosyjskim pochodzeniu George’a Blake’a, legendarnego sowieckiego agenta w brytyjskim MI 6. Od lat wiadomo, że zwerbowany przez KGB Brytyjczyk wiódł podwójne życie. Można się spodziewać, że to nie wszystko – prawdopodobnie najbliżsi prawdy o nim są ci, którzy twierdzą, że miał i trzecie życie.

Jeżeli uda się kiedyś udowodnić zasadność tego podejrzenia, sowietolodzy zaczną przyglądać się dokładnie innym szpiegom moskiewskim i może zrewidują dotychczasowy stan wiedzy o metodach działania KGB i GRU. A w takim przypadku zbadania będzie wymagał niejeden fakt uchodzący za wytwór wyobraźni poszukiwaczy sensacji.

Blake’a wsypał pułkownik Michał Goleniewski, który przeszedł na stronę Amerykanów w 1958 roku. Nie jest jasne, czy Goleniewski był przez CIA opłacany, czy też kierował się pobudkami patriotycznymi. W styczniu 1961 roku uciekł z Berlina Wschodniego ze swą kochanką do zachodniej części miasta. Zgłosiwszy się w rezydenturze wywiadu amerykańskiego w Berlinie Zachodnim, otrzymał natychmiastową pomoc: został przerzucony do USA i uzyskał schronienie w strzeżonym przez CIA domu, zwanym Ashford Farm w Maryland. Tam nadal był przesłuchiwany.

Z końcem 1954 roku Goleniewski został mianowany wicedyrektorem Departamentu II (kontrwywiadu) Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego. W latach 1955-1957 służył w informacji wojskowej jako zastępca szefa Głównego Zarządu Informacji, w 1958 roku wrócił do organów bezpieczeństwa i wywiadu jako naczelnik Wydziału VI, czyli wywiadu naukowo-technicznego Departamentu I MSW. Zwierzchnicy uważali go za oficera wybitnie inteligentnego, choć trudnego we współpracy. Musiał cieszyć się dużym zaufaniem Moskwy, ponieważ był pośrednikiem między NKWD i KGB a strukturami wywiadowczymi PRL.

Goleniewski pozostawił w Warszawie bombę z opóźnionym zapłonem: kopie około trzystu dokumentów, które zostały później przejęte przez CIA i przesłane do USA, gdzie wzbudziły sensację. Właśnie one pozwoliły zidentyfikować poszukiwanego od dawna sowieckiego szpiega działającego na samym szczycie MI 6, człowieka, który udaremnił jedną z największych i najdroższych tajnych akcji zachodnich wywiadów, operację „Złoto” – George’a Blake’a.

W 1961 roku uciekiniera przewieziono do Londynu na rozmowę z dowództwem MI 6, aby mógł przedstawić dowody Brytyjczykom, którzy z niechęcią przyjęli do wiadomości fakt zdrady jednego z najlepszych swoich ludzi.

Przekazał CIA informacje poważne i potwierdzone, a jednak tuż przed przesłuchaniem przez Komisję Senatu USA do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego zaczął zachowywać się jak szaleniec. Ogłosił mianowicie, że jest nie kim innym, jak samym carewiczem Aleksym Romanowem, któremu udało mu się uciec w 1918 roku z Jekatierynburga, podczas gdy jego rodzinę wymordowali bolszewicy. Amerykanie posunęli się do przeprowadzenia mu testów genetycznych, które – o dziwo – wykazały, że jego pokrewieństwa z Romanowymi nie da się z absolutną pewnością wykluczyć. Dziś można by zapewne ze stuprocentową pewnością orzec, czy krew ostatniego cara płynęła w jego żyłach.

W wrześniu 1964 roku część białej emigracji rosyjskiej obwołała go następcą tronu carskiego – uznał się zatem za kandydata do korony. I zaczął obciążać oskarżeniami o szpiegostwo na rzecz Sowietów m.in. ówczesnego profesora Harvardu Henry’ego Kissingera, późniejszego sekretarza stanu USA, oraz oficera brytyjskiej tajnej służby Secret Service – MI5, a następnie jej szefa, Michaela Hanleya. Jego zachowanie budziło coraz większe wątpliwości oficerów pracujących z Goleniewskim, a niektórzy uważali go za schizofrenika.

Być może, udając obłąkanego, chciał uniknąć przesłuchań przed Senatem i zemsty KGB? James Jesus Angleton i późniejszy dyrektor CIA, Richard Helms twierdzili, że zachowanie Goleniewskiego było sprytną grą, maskującą fakt, iż cały czas podlegał kontroli KGB, które świadomie zdecydowało się za jego pośrednictwem wydać część agentury.

Jakby nie dość było zamieszania wokół jego osoby, niespodziewanie przedstawiciel RWE oświadczył, że prawdziwy Goleniewski, który kierował VI sekcją polskiego wywiadu, został w 1956 roku odwołany do Moskwy, skąd nie powrócił. Na jego miejsce wysłano innego agenta, który przed ucieczką na Zachód został w Niemczech zamordowany, a Amerykanom podrzucono Goleniewskiego numer 3... Nie wiedzieć czemu tę właśnie wersję potwierdził jego były zwierzchnik, dyrektor Departamentu I MSW pułkownik Witold Sienkiewicz, ujawniając, że „sprawa Michała Goleniewskiego miała być specjalną kombinacją operacyjną, przeprowadzaną przez wywiad polski, Departament I MSW, wspólnie z Zarządem Głównym KGB”.

Do jego śmierci w 1993 roku nikt nie dowiedział się, kim naprawdę był.

Diabeł tkwi w szczegółach

Zwolennicy hipotezy o „podmienieniu” Blake’a zwracają uwagę na drobiazgi: po ucieczce (lub powrocie) do ZSSR w latach sześćdziesiątych Blake nie wpadł w alkoholizm, nie cierpiał na depresję, nie zmieniał żon – w przeciwieństwie do innych szpiegów zbiegłych do Sowietów: Kima Philby’ego, Donalda Macleana i Guy’a Burgessa, wiecznie pijanych, traktujących sowiecką rzeczywistość jak obcą, borykających się z nieudanymi małżeństwami. Zastanawia też fakt, że Blake po trzech miesiącach kursu języka rosyjskiego dla oficerów brytyjskich czytał płynnie Annę Kareninę.

Wspomniany już Ion Pacepa należał do wąskiego kręgu wtajemniczonych w „nielegalny” sekret. Ceauşescu skazał go po ucieczce dwukrotnie na karę śmierci, wyznaczył dwa miliony dolarów za jego głowę, a Arafat i Kadafi dorzucili po milionie. W latach osiemdziesiątych rumuńska bezpieka zleciła mord na Pacepie samemu Carlosowi – za milion dolarów, rzecz jasna. Carlos nie mógł odnaleźć ofiary, ale wysadził w 1980 roku część monachijskiej siedziby Radia Wolna Europa transmitującego audycje o uciekinierze.

Wykorzystując całą swoją wiedzę i doświadczenie do analizy historii życia Blake’a, Pacepa twierdzi dziś: Blake był nielegałem.

„Nowe informacje nadchodzące z Moskwy potwierdzają to, co od dawna podejrzewali tzw. dobrze poinformowani. Blake, znany nam, jako były wyższy ofi cer brytyjskiej Secret Intelligence Service, zwanej potocznie MI 6, potem na szczycie społeczności wywiadowczej Bloku Sowieckiego – »szpieg stulecia«, był w istocie od zawsze Rosjaninem. Innymi słowy był jednym z nielegałów KGB, wysłanym do Wielkiej Brytanii podczas II wojny światowej”.

Pewnych wskazówek świadczących o prawdziwej roli Blake’a dostarcza wydana przez niego w 1990 roku w Nowym Jorku książka No Other Choice: An Autobiography (Bez wyboru. Autobiografia). Opisując swoją ucieczkę w 1966 roku z więzienia Wormwood Scrubs, gdzie odsiadywał 42-letni wyrok za szpiegostwo na rzecz Sowietów, autor nie zająknął się ani jednym słowem o współudziale KGB w tej akcji. Także Moskwa zaprzeczała przez lata związkom służb sowieckich z jego ucieczką. Tymczasem Wiktor Czerkaszyn, który porzucił służbę w KGB i poprosił o azyl polityczny na Zachodzie, ujawnił, że sam brał niegdyś udział w przygotowaniu całego przedsięwzięcia. Dlaczego władze na Kremlu z takim uporem dementują wszystkie informacje o zaplanowaniu i przeprowadzeniu ucieczki Blake’a? Przecież rozpowszechniają legendy o wydarzeniach daleko mniej spektakularnych i pokazują emerytowanych nielegałów całemu światu w telewizji. A historia brawurowego, uwieńczonego powodzeniem uwolnienia Blake’a zza krat i przerzucenia go przez Berlin do ZSSR ma wszystkie walory potrzebne w kampanii propagandowej prowadzonej w celu zmiany wizerunku KGB, zwłaszcza zaś ten, że nie została – w przeciwieństwie do rzewnej opowieści o sowieckiej parze „Romeo i Julia” – zmyślona.

Moskwa nie chce – odpowiada Ion Pacepa – aby na zewnątrz wydostał się choćby okruch z zasobu najbardziej tajnych z tajnych tajemnic: szczegółów ze sfery rosyjskich operacji „nielegalnych”. I zwraca uwagę na budzące wątpliwości fakty z biografii Blake’a.

Znaki zapytania

Nielegałowie nigdy nie mają obywatelstwa kraju, w którym się „oficjalnie” urodzili, co pozwala uniknąć ścisłej analizy sprawdzającej ich życiorysy – biografia Blake’a odpowiada tej zasadzie: miał przyjść na świat w Holandii w 1922 roku jako obywatel brytyjski nazwiskiem George Behr. Jego matka była Holenderką, a ojciec tureckim (lub hiszpańskim albo egipskim) Żydem, który otrzymał brytyjskie obywatelstwo za walkę w szeregach armii brytyjskiej. Blake twierdził, że urodził się 11 listopada, w Święto Zawieszenia Broni, co skłoniło jego ojca do nadania mu imienia George na cześć Jerzego V, króla Anglii, którego uwielbiał. Zeznał także, że jego ojciec studiował na Sorbonie, i że rodzice wyjechali do Londynu, by tam wziąć ślub. Ponoć holenderscy krewni sprzeciwiali się małżeństwu jego matki z cudzoziemcem.

Wczesny życiorys Blake’a obfituje w niemożliwe do sprawdzenia informacje: członkowie rodziny zmarli wcześnie, George mało wiedział o ojcu, jako że mówili różnymi językami. Akurat ta dzielnica w Rotterdamie, gdzie chłopiec miał spędzić dzieciństwo, została zniszczona w czasie wojny. Blake twierdzi, że jako trzynastolatek spędził dużo czasu z siostrą ojca i z jej rodziną w Kairze, gdzie nauczył się angielskiego i francuskiego – kiedy jednak po latach „próbował” odnaleźć krewnych w Kairze, dowiedział się „nieszczęśliwie”, iż wszyscy już nie żyją.

Po przyjeździe do Wielkiej Brytanii „odkrył”, że ma w Londynie matkę i dwie siostry, które uciekły z Holandii. Siostry te urodziły się długo po Blake’u, zaś o jego istnieniu dowiedziały się od matki, która związała się małżeństwem z Henri Curielem, założycielem Egipskiej Partii Komunistycznej. Curiel był wprawdzie zidentyfikowaną, rzeczywistą osobą, ale brakuje potwierdzenia jego związków rodzinnych z matką Blake’a.

„Mamy do czynienia z często używanym przez nas trickiem – wyjaśnia Pacepa – bowiem niektóre starsze wdowy były bardzo wdzięczne za sowite zabezpieczenie, które dostarczaliśmy im w zamian za ich usługi. Aprobowałem do użytku wiele takich biograficznych »legend «. Wszystkie one były wsparte o zachodnie świadectwa urodzenia, dyplomy szkolne, zdjęcia rzekomych krewnych, a nawet fałszywe groby. W niektórych ważnych przypadkach tworzyliśmy nawet ersatz żyjących krewnych na Zachodzie, poprzez wykorzystanie zmotywowanych ideologicznie ludzi. Otrzymywali oni od nas tajne zabezpieczenie na życie w zamian za swoje usługi”.

Blake podkreśla w swojej książce, że nielegałowi nie wolno przyznać się w żadnych okolicznościach do swej roli. W kwietniu 1961 roku skonfrontowano go z dowodami, dostarczonymi przez sowieckiego agenta-uciekiniera, które przeszedł na stronę CIA. Przez dwa dni Blake zaprzeczał wszystkiemu. W końcu trzeciego dnia śledczy rzucił na ślepo:

„Wiemy, że pracowałeś dla Sowietów, ale rozumiemy, dlaczego. Kiedy zostałeś ich jeńcem w Korei, byłeś torturowany i wyznałeś, że jesteś brytyjskim ofi cerem wywiadu. Odtąd byłeś przez nich szantażowany i nie miałeś żadnej szansy, musiałeś z nimi współpracować”.

Blake gwałtownie zaprzeczył, że był torturowany lub szantażowany, powtarzając, że działał jako szpieg z powodu swoich komunistycznych przekonań. Z jego ust popłynął potok zwierzeń: w 1948 roku wysłano go do Południowej Korei, gdzie został przydzielony, jako jedyny oficer wywiadu, do brytyjskiego poselstwa w Seulu; w 1950 roku Koreańczycy z Północy zbrojnie zajęli poselstwo, wzięli wszystkich brytyjskich pracowników do niewoli i wysłali ich do Północnej Korei. Tam Blake czytał Kapitał Marksa i inne książki po rosyjsku. Twierdzi, że pod wpływem lektury przekonał się do komunizmu, po czym poprosił potajemnie o spotkanie z sowieckim oficerem i w 1951 roku zaczął dobrowolnie pracować dla Moskwy.

Te zeznania były fałszywe. Według dokumentów KGB znalezionych w Archiwum Mitrochina, pierwszy pseudonim operacyjny Blake’a brzmiał „Diomid”. Sowieckie służby miały zwyczaj nadawania pseudonimów w jakiś sposób nawiązujących do wcześniejszego życia nowego agenta, o Blake’u zaś wiadomo, że w 1943 roku pływał na krążowniku szkoleniowym „Diomedes”. Zdaniem Pacepy, należy tę zbieżność traktować jako wskazówkę, że Brytyjczyk nie rozpoczął swej współpracy z Sowietami w 1951 roku, kiedy był więziony w Korei Północnej, lecz w roku 1943.

Przyłapawszy go na kłamstwie, Pacepa zastanawia się, co autor wspomnień chciał ukryć, pomijając swój pierwszy pseudonim. Być może wszystkie okoliczności podjęcia przez niego pracy agenturalnej? Zacierając ślady sprzed lat, utrudniał zidentyfikowanie go jako nielegała.

Pojawiają się delikatne sygnały dotyczące Blake’a, jakby Rosjanie chcieli dać do zrozumienia, że w krążących pogłoskach jest dużo prawdy, nie potwierdzając niczego wprost. Czasopismo „Wiestnik” na przykład zamieściło recenzję niedawno wydanej biografii Elizawiety Zarubiny, okrzykniętej „sowiecką Matą Hari”. Autor artykułu wymienił jednym tchem nielegałów: Sorgego, Abla-Fishera, Bystroletowa i… Blake’a.

Nie byłem zdrajcą

Zwykło się powtarzać, że Blake zadał Zachodowi więcej strat niż jakikolwiek szpieg przed Aldrichem Amesem. Dzięki Blake’owi Rosjanom udało się zniweczyć jedno z największych powojennych przedsięwzięć wywiadowczych Zachodu, operację „Gold” – zbudowanie tunelu biegnącego z amerykańskiego sektora w Berlinie Zachodnim do Berlina Wschodniego i podłączenie się do kabli telefonicznych centrali wojsk sowieckich – przygotowaną przez wywiady amerykański i brytyjski.

Po pierwszym londyńskim spotkaniu organizacyjnym Blake przesłał do Moskwy plan przedsięwzięcia. Tymczasem wojskowi inżynierowie, sprowadzeni specjalnie w tym celu z USA, pracowali przez dwadzieścia cztery godziny na dobę przy wykopie. Po sześciu miesiącach wszystko było gotowe i dwieście magnetofonów zaczęło nagrywać rozmowy dowódców sowieckich przez całą dobę. Codziennie przez 11 miesięcy z Berlina Zachodniego do Waszyngtonu oraz Londynu przekazywano do tłumaczenia i analizy czterysta godzin nagrań. Zdobyty materiał nie miał większej wartości informacyjnej, ponieważ treść rozmów preparował George Blake, pracujący w samym centrum operacji „Gold”.

Wreszcie 15 kwietnia 1956 roku żołnierze sowieccy i enerdowscy „zaskoczyli” agentów amerykańskich obsługujących pod ziemią sprzęt nasłuchowy. Dosłownie w ostatniej chwili Amerykanie wydostali się z tunelu po zachodniej stronie miasta.

Po aresztowaniu przyznał, że był szpiegiem. Rozumiał, że SIS ma wystarczająco dużo dowodów, aby posłać go do więzienia, ale wiedział, że jak długo nie ujawni swego statusu nielegała, tak długo może liczyć na odzyskanie wolności. Sowieci gotowi byli wymieniać agentów zachodnich za swoich szpiegów – do nielegałów się nie przyznawali. We wszystkich oświadczeniach Blake prezentował się jako przekonany leninowiec.

Przed procesem w 1961 roku adwokat zapytał go, czy mógłby wyrazić przed sądem skruchę i w ten sposób zmniejszyć wyrok. Blake odmówił, i powiedział, że takie wyznanie nie byłoby prawdziwe. Zaprzeczył zarzutom, że był zdrajcą – nie mógł nim być, albowiem nigdy nie czuł się związany z Brytanią: „Aby zdradzić, ktoś najpierw musi mieć określoną przynależność. Ja nie byłem nigdy oddany Wielkiej Brytanii”. W autobiografii, za którą – zgodnie z postanowieniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2006 roku – władze brytyjskie będą musiały zapłacić mu honorarium, określił komunizm jako najwyższą formę organizacji społecznej.

„Tylko służba wywiadu, która pracuje dla wielkiej sprawy, może wymagać takiego poświęcenia od swoich ofi cerów – napisał. – To jest przyczyna, dla której tylko sowiecki wywiad ma »nielegalnych rezydentów«.”

„Skąd obywatel brytyjski George Blake zna tak dużo istotnych szczegółów na temat nielegałów?” – pyta były szef rumuńskiej bezpieki.

*

Od tamtych czasów minęło ponad trzydzieści lat. W 2003 roku w Moskwie przy okazałym grobie, na którym widnieją dwa nazwiska, weterani KGB zebrali się, by uczcić setną rocznicę urodzin Fishera-Abla. W Muzeum KGB nieopodal Łubianki poczesne miejsce zajmuje fotografia młodego Blake’a i egzemplarz jego wspomnień.

A raz do roku, 11 września, wybrani funkcjonariusze obchodzą w Muzeum KGB kolejną rocznicę urodzin Feliksa Edmuntowicza Dzierżyńskiego.


Ostatnie wiadomości z tego działu

Głos starego wyborcy z myślą o młodszych

Prof. Nowak: Pracujmy nad tym, by zwolenników niepodległości przybywało

Prof. Nowak podsumowuje 2017 rok: właściciele III RP nareszcie odsuwani od władzy

prof. Nowak: Przypomnienie samego 1918 roku nie wystarcza, by zrozumieć czym jest niepodległość

Komentarze (3)
Twój nick:
Kod z obrazka:


WOW! Your hat is beautiful! Thank you so much for shriang! I am so glad my pattern was useful for
22.12.2014 11:23
WOW! Your hat is beautiful! Thank you so much for shriang! I am so glad my pattern was useful for you and that you were able to make changes to suit your needs!
no cóż
06.05.2014 11:20
W zaprezentowanym fragmencie książki, który jest zmienioną wersja tego co znajdziemy w Mitrochinie znajdują się błędy. Bystroletow nie został wysłany w poszukiwaniu de Re'a do Berlina, a do Paryża. Mimo wszystko gratuluję podjęcia tematu nielegałów.
Ronnie2223
17.07.2012 3:35

Swietne. Polecam także:  Rosyjscy szpiedzy przyszłości
 http://www.eioba.pl/a/1z9v/ros... 


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.