ARCANA 124: Profesor Andrzej Nowak o spotkaniach z J. M. Rymkiewiczem

Fragment wspomnień Profesora Andrzeja Nowaka ze 123 numeru ARCANÓW, poświęcony początkom znajomości z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem.
04.09.2015 22:47

Fragment wspomnień Profesora Andrzeja Nowaka ze 123 numeru ARCANÓW, poświęcony początkom znajomości z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem. Wiódł dysputę z panem Gieniem o błogosławionych skutkach uderzenia pałą. „Taki, który nie dostał pałą – mówi pan Gienio – to w ogóle jeszcze nie wie, kim jest i gdzie należy. Dopiero jak człowiekowi przyłożą pałą, to dokonuje wyboru i odnajduje swoje miejsce w strukturze społecznej”. Rozmowa, która wkrótce przeszła na temat wspaniałego, genialnego i szlachetnego „Adasia”, więźnia z ulicy Rakowieckiej, toczyła się nad Wigrami. Pan Mareczek myśli, kilkanaście stron dalej, o wycieczce kajakiem po jeziorze wspólnie z marszałkową Aleksandrą Piłsudską i Szymonem Konarskim, rozstrzelanym 27 lutego 1839 roku w nieodległym Wilnie. Konarski miał ich potem zaprosić do cukierni pana Ciecierskiego w jeszcze bliższych Suwałkach.

Tymczasem z wysepki koło Bryzgla, z której na drugi brzeg jeziora jest może półtora, może dwa kilometry ruszyła wpław grupa młodych ludzi. A może płynęli od Rosochatego Rogu w stronę Cimochowizny? Nie pamiętam, w każdym razie, płynęliśmy w miejscu, gdzie Wigry są szczególnie szerokie. Było ciepło, woda aksamitna, ale mozół jednak spory. Z dziesięciosobowej grupki, którą wybraliśmy się wtedy z Krakowa na północno-wschodni kres PRL, na drugi brzeg dopłynęło troje zawodników. Pierwsza była Ania, najsprawniejsza pływaczka, dziś strażniczka korekty „Tygodnika Powszechnego”. Drugi był Andrzej Waśko, współtwórca i obecny redaktor naczelny „Arcanów”. Ja zamykałem tę stawkę. Reszta krakowskiego towarzystwa (przeważali studenci ostatnich lat polonistyki, byłem przy nich na doczepkę) przesiadła się na łódki.Może próbowałbym zaimponować Jarosławowi Markowi tym, że wiem, jaką śmiercią zginął Konarski – bo „pan Mareczek” się zastanawiał: powiesili czy rozstrzelali? 

Nie wiedzieliśmy wtedy, że gdzieś, obok nas, śmigają kajaki z Szymonem Konarskim i marszałkową Piłsudską, prowadzone wyobraźnią „pana Mareczka” przez te same, wigierskie wody. Nie widzieliśmy, że gdzieś tam, gdzie wyszliśmy z jeziora, siedzi Jarosław Marek Rymkiewicz i tworzy swoje Rozmowy polskie latem roku 1983. Nie trafiliśmy do tej książki. Nie spotkaliśmy jeszcze jej autora. A byliśmy tak blisko. Do rozmów o „Adasiu” może chętnie byśmy się przysiedli. I do tych poważniejszych, o Jadźwingach i o tym, czy Polacy mogą podzielić ich los. Albo o „przeklętych Europejczykach, co mają nas za antysemitów”. Albo o księciu Psuju, który wciąż próbuje nas usidlić. Ale chyba niewiele mielibyśmy wtedy do powiedzenia. Powymądrzalibyśmy się pewnie, jak to dwudziestolatkowie mają w zwyczaju (pięćdziesięciolatkom to wcale nie przechodzi). Może próbowałbym zaimponować Jarosławowi Markowi tym, że wiem, jaką śmiercią zginął Konarski – bo „pan Mareczek” się zastanawiał: powiesili czy rozstrzelali? To byłby zalążek naszej rozmowy o Polsce?

Zastanawiam się, czy ten moment, gorący schyłek lipca 1983 roku nad Wigrami, uznać za początek naszej znajomości z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem? Zastanawiam się, czy ten moment, gorący schyłek lipca 1983 roku nad Wigrami, uznać za początek naszej znajomości z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem?On mógłby pięknie rozwinąć ten temat: prawie-spotkań, kiedy ocieramy się o siebie niemal w czasoprzestrzeni, może nawet widzimy nawzajem, ale jednak nie dostrzegamy, nie nawiązujemy bezpośredniego kontaktu, a potem, po latach, rozważamy tę utraconą okazję i myślimy: co by było, gdybyśmy poznali się już wtedy?

 

(...)

W tym samym roku, kiedy nad Wigrami toczyły się „rozmowy polskie latem” i kiedy obchodziliśmy 120 rocznicę Powstania, w drugim obiegu zaczęła się ukazywać krakowska „Arka”. Jarosław Marek został laureatem jej nagrody za Ulicę Mandelsztama.  Publikował w krakowskim kwartalniku fragmenty Żmuta i Umschlagplatzu, a także – kiedy przez partyjnego politruka został zwolniony z IBL za swoje „nienaukowe” teksty – list Do kolegów z Instytutu Badań Literackich („Arka” nr 14: 1/1986). Ponieważ od 1984 roku pisywałem do „Arki” teksty o Rosji, znając proporcję, ośmielę się powiedzieć, że spotkałem się z Jarosławem Markiem na jej łamach.

I dzięki „Arce” także mogłem poznać go osobiście. Już jako sekretarz redakcji kierowanego przez Jana Polkowskiego kwartalnika jeździłem do Warszawy po teksty zamawiane do kolejnych numerów. Pierwszy raz chyba jesienią 1989 roku, kiedy przygotowywaliśmy numer 29, otwarły się przede mną gościnne progi mieszkania państwa Rymkiewiczów przy ulicy Filtrowej. Jakże dogodnie blisko Dworca Centralnego, gdzie tradycyjnie już potem gnałem po przedłużającej się rozmowie z Ewą i Jarkiem na ostatni pociąg do Krakowa. 

Rozmowy trwały. „Adaś” już nie był taki szlachetny, Polska wciąż piętnowana była za swój antysemityzm i zaściankowość – teraz przez „GW”. Nierzeczywistość rzecznik Małgorzaty Niezabitowskiej ścierała się z rzeczywistością Miecia Wachowskiego. Ironia i szyderstwo miały zastąpić tradycję. Błazny PRL ubierały się w togi kapłanów świątyni III RP.

JMR sięgał głębiej – swoimi wierszami, drukowanymi nadal w „Arce”, i kolejnymi tomami cyklu o Mickiewiczu. Po Żmucie i Bakecie, Kilka szczegółów miało się ukazać w naszym wydawnictwie.zajrzyjdoksiegarni_120

W 1993 roku, kiedy już od dwóch lat miałem zaszczyt kierować redakcją „Arki”, nagrodę jej 10-lecia Jarosław Marek odbierał w Krakowie. Powiedział wtedy słowa, które warto dziś przypomnieć: „Zbyt długo chichotaliśmy, mówiąc o naszym pisaniu. Zbyt długo chichotaliśmy, mówiąc o naszym istnieniu. Ten chichot z głębi nieistnienia – świadczący, że przestaliśmy szanować naszych bliźnich oraz siebie samych – to było coś, co w tutejszym peerelowskim życiu było może najbardziej upokarzające. I może nawet w tym, w tym chichocie, kryła się istota tutejszego peerelowskiego życia”. (J. M. Rymkiewicz, Przemówienie wygłoszone na uroczystości wręczenia nagrody „Arki”, 27 X 1993 roku”, „Arka”, nr 48, 6/1993, s. 220).

Powaga myślenia o Polsce, o życiu i o śmierci – przeciwko „kulturze” eurokabaretu, dyskretnie wspieranej przez generałów Bułę, Kufla i Kiszczaka. Powaga to nie nuda. Powaga to odpowiedzialność za słowo i za swój powiat, jak o tym pięknie mówił Jarosław Marek w rozmowie z Andrzejem Waśką, publikowanej wiosną 1993 roku (Jak dobrze być poetą powiatowym, „Arka” 44-45, 2-3/1993, s. 62-76).

„Pan Mareczek” z „panią Mareczkową” przenieśli się do Milanówka, do zaczarowanego ogrodu, który JMR wprowadził do polskiej poezji, tuż obok łąk, lasów i chruśniaków Leśmiana. I tam, w milanowieckim saloniku, przy drzwiach otwartych na werandę, prowadzącą w głąb ogrodu, toczą się dalej nasze rozmowy.

Zespół „Arki” z lat 1991-1994 od przeszło dwudziestu już lat kontynuuje swój maraton pływacki przez jezioro czasu w nowej łodzi, pod nazwą „Arcana”. Płyniemy nadal. Steruje naszą łódką Andrzej, drugi w maratonie wigierskim roku 1983, ja się przesiadłem na tylne siedzenie. Teraz lepiej widzimy płynące obok kajaki marszałkowej Piłsudskiej i Szymona Konarskiego z pięcioma dziurami po kulach, smakujemy ciastka od pana Ciecierskiego z Suwałk, widzimy jaćwieskich książąt i tajemniczego Mendoga. Dostrzegamy ich przez ten czarodziejski pryzmat, który przykłada nam do oka Jarosław Marek, dając swoje kolejne, drukowane w „Arcanach” wiersze, swój pięcioksiąg o Mickiewiczu, potem Wieszanie, Kinderszenen, Samuela Zborowskiego, Reytana

Mamy wciąż wrażenie, jakby lato 1983 roku trwało. To zmaganie z wodą, z czasem, z nicością. Zmaganie o Polskę, o wolność, o sens. Co zobaczymy, kiedy już dopłyniemy na drugi brzeg? Czy będzie to grymas księcia Psuja? Czy raczej – „dostrzeżemy światło rannej gwiazdy – i czy uznamy je za światło nieustającej opieki? To już tylko od nas zależy” (J. M. Rymkiewicz, Sługa Maryi Adam Mickiewicz, „Arka” nr 47, 5/1993, s. 16).

 

13 lipca 2015


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy 145-146 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Jan Olszewski o tym, że polskość to normalność

Nowy 144 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Zatrważające dane: „W 2015 roku ponad 50% imigrantów z Czarnej Afryki żyło z transferów socjalnych”

Komentarze (0)
Twój nick:
Kod z obrazka:



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.