Andrzej Waśko – (K)omunizm (O)dchodzi (D)ługo

Polecamy szkic Andrzeja Waśki będący zapowiedzią 129. numeru dwumiesięcznika „Arcana”, w którym ukazał się m.in. artykuł Krzysztofa Karonia o post-marksistowskich źródłach reformy oświaty w III RP.
28.06.2016 23:22

Nikt nie może zatrzymać czasu (Bob Marley, Redemption Song)

Komitet Powrotu do Przeszłości

Działania opozycji parlamentarnej Anno 2016 kierowane ideologicznie przez Ko­mitet Obrony Demokracji przedstawia się zazwyczaj, także w mediach prawi­cowych, jako pucz, „wojnę polsko-polską”, czyli w sumie poważny ruch, który może zapewnić establishmentowi III RP powrót do władzy sprawowanej, z ma­łymi przerwami, przez ostatnie 25 lat. Zastanówmy się jednak, czy są to oceny uzasadnione. Żeby taki polityczny come back był możliwy, opozycja musiałaby posiadać prawidłową diagnozę polityki prowadzonej przez obecny rząd. Ponadto powinna mieć program na przyszłość lepszy od tego, z którym Platforma Obywa­telska przegrała wybory w roku 2015.

Tymczasem ocena działania rządów PiS przez opozycję ma charakter wyłącz­nie wiecowy i jest jaskrawo niepoprawna metodologicznie. Zamiast na całości po­lityki PiS skupia się tylko na dwóch wybranych elementach: sporach o Trybunał Konstytucyjny i o uchodźców. Te dwie sprawy, wyrwane z szerokiego kontekstu, opozycja interpretuje przy tym w sposób tak skrajny, że aż śmieszny, o czym świad­czy obfitość satyrycznych memów w Internecie. Najgorzej dla działaczy i zwolen­ników KOD-u rokuje jednak to, że sami zdają się wierzyć we własną propagandę. A dodatkowo to magiczne myślenie na temat PiS łączy się z brakiem jakiegokolwiek programu pozytywnego, poza tym, żeby wszystko wróciło do stanu sprzed 2015 roku. Czy z takim potencjałem KOD jest w stanie kiedykolwiek wygrać?

Podobno cuda się zdarzają, ale na zdrowy rozum jest to niemożliwe. Bo w rze­czywistości KOD jest typowym ruchem reakcyjnym, złożonym z prominentów i ślepych chwalców upadającego systemu politycznego. Zagrożenie utratą przywilejów, a jeszcze bardziej upadkiem dotychczasowych pewników jawi im się w apo­kaliptycznych barwach jako rodzaj końca świata. To, co się obecnie w Polsce dzie­je, jest dla nich „katastrofą”, a przecież nie można żyć w warunkach katastrofy. Ludzie, którzy tak myślą, nie mogą więc mieć żadnego pozytywnego programu na przyszłość, poza powrotem do tego, co było. I tu koło się zamyka, ponieważ to, co było, i upadło, nie wróci, bo gdyby miało siłę wrócić, to by nie upadło.

W tym katastrofizmie, w jaki pogrążają się obecnie obrońcy III RP, spoza oparów absurdu prześwieca jedna trafna intuicja. Słusznie sądzą oni, że zmiana, jaka zachodzi w Polsce od roku 2015,jest czymś więcej niż zwykłą, powyborczą wymianą partii sprawujących władzę. Takie zmiany są w demokracji odwracalne. Jeśli jednak demokratyczne zwycięstwo PiS-u w 2015 roku ma być, według KOD, „upadkiem demokracji”, to znaczy, że mówiąc o „demokracji”, KOD ma na myś­li coś innego niż same tylko demokratyczne procedury, które przecież nadal funk­cjonują. Demokracja, według KOD, to sposób, w jaki te procedury funkcjonowa­ły za czasów PO i Unii Wolności, za kadencji Komorowskiego i Kwaśniewskiego. To kształt, w jakim system polityczny III RP narodził się w rozmowach w Mag­dalence, to system dystrybucji dóbr i awansów oraz cała jego otoczka stworzona przez koncesjonowane media i medialne autorytety. Temu wszystkiemu rzeczy­wiście obecna władza chce położyć kres. Kiedy więc KOD mówi, że broni „za­grożonej demokracji”, sam daje najlepszy dowód, że demokracja jest dla niego po prostu konkretnym układem władzy trwającym od ćwierćwiecza dzięki różnym przemianom i adaptacjom, ale pierwotnie skonstruowanym na mocy porozumie­nia z komunistami.

Spadkobiercy Róży Luksemburg

Przypomnijmy, że najważniejsi „demokraci”, z którymi dogadywał się w Mag­dalence Czesław Kiszczak, byli ludźmi przez swoje biografie i postawy ideowe głęboko związanymi z panującą w PRL władzą. Na ich czele stał agent SB, Lech Wałęsa – TW Bolek. Sztabem i mózgiem ekipy reprezentującej „demokrację” byli Bronisław Geremek, Jacek Kuroń i Adam Michnik – działacze o komuni­stycznych korzeniach, których poglądy ewoluowały od stalinizmu przez rewizjonizm lat 60. do zachodnioeuropejskiego eurokomunizmu w latach 70. Dogadanie się pod koniec następnej dekady dawnych partyjnych odszczepieńców, którzy znaleźli sobie nowy wzór i patronat w nowej lewicy zachodnioeuropejskiej, z kierownictwem partii, miało kluczowy wpływ na kształt wyjściowy i ewolucję polityczną III RP. Droga Geremka, Kuronia i Michnika stała się ideologicznym wzorem ewolucji dla większej części członków PZPR ijej społecznego zaplecza. Mówiło się – i KOD mówi tak nadal – że była to droga „od totalitaryzmu do demokracji”, „ze Wschodu na Zachód”. Nie zauważa się tylko, że cała ta dro­ga, którą przeszli najpierw rewizjoniści partyjni, a później „partyjni liberałowie”, (tacy jak twórca TVN, Mariusz Walter), prowadząc poniekąd rzeczywiście „ze Wschodu na Zachód”, prowadziła jednak od jednej, sowieckiej formy ideologii marksistowskiej, do innej – zachodnioeuropejskiej – formy tej samej ideologii. Ponieważ obecnie ta ideologia rządzi Unią Europejską i jest główną treścią pro-unijnej retoryki KOD-u, można postawić tezę, że to, co KOD nazywa „demokra­cją” i czego broni, nie jest demokracją tylko przedłużonym w warunkach III RP trwaniem formacji komunistycznej, przekształconej z modelu sowieckiego na model zachodnioeuropejski.

Słowo „komunizm” wydaje się odległe od praktycznych problemów roku 2016 w Polsce. Ludzie młodzi uważają to słowo za synonim przeszłości nie znanej im z doświadczenia, zaś pokolenie „Solidarności” żyje w przekonaniu o nieaktualności tego tematu, symbolicznie rzecz ujmując, od dnia, w którym aktorka, Joanna Szczepkowska wygłosiła na antenie TVP słynne zdanie: „Proszę Państwa, 4 czerw­ca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Owszem, krytycy III Rzeczpos­politej w minionych dekadach postrzegali te procesy mniej naiwnie: demaskowali przemożny wpływ partyjnej nomenklatury na przebieg procesów gospodarczych oraz zakulisowy wpływ tajnych służb PRL na życie polityczne. Ale to, co nazywa­no „postkomunizmem”, uważano jednak za formację odrębną od komunizmu sensu stricto. Zdanie odrębne wyraził tylko Jarosław Marek Rymkiewicz, ale jego opinię, że środowisko „Gazety Wyborczej” jest „spadkobiercą duchowym Róży Luksem­burg”, mainstream uznał za insynuację, a poeta został za to zdanie skazany przez warszawski sąd w procesie cywilnym z powództwa Michnika.

Jeśli spojrzeć na opinię Rymkiewicza z perspektywy dzisiejszej, przygląda­jąc się jednocześnie ewolucji, jaką przeszedł w ostatnich latach establishment po­lityczny III RP oraz podstawom ideowym, na jakich obecnie organizuje się KOD, można zauważyć, że poeta został skazany nie za pogląd bezpodstawny, ale wyjąt­kowo wręcz przenikliwy i proroczy. Przywołując nazwisko Luksemburg, Rym­kiewicz spojrzał na naszą współczesność w kontekście historycznego długiego trwania. Skoro bowiem komunizm na ziemiach polskich był ruchem sięgającym korzeniami ostatnich dekad XIX stulecia, to wszelkie opisy „końca komunizmu” powinny jakoś brać pod uwagę to, czym był komunizm i jak się on zmieniał na przestrzeni całego tego czasu.

Czy komunizm upadł 4 czerwca?

Deklaracja Szczepkowskiej, że „4 czerwca skończył się w Polsce komunizm” stała się symbolem magicznego myślenia o polityce i historii. Jak to było moż­liwe, że Polacy, którzy w 1987 roku byli przekonani, że ZSRR nie może upaść i komunizm będzie trwał do końca ich życia, w pięć lat później byli już całkowi­cie owładnięci tym magicznym myśleniem, że komunizm skończył się z dnia na dzień? Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, ale roboczo można by postawić tezę, że umożliwiała to koncepcja komunizmu, jaką – bardziej lub mniej świa­domie – wyznawała w latach 80. większość solidarnościowych elit. Zalążek tej koncepcji, czy raczej wyobrażenia o tym, czym jest komunizm, można do dziś znaleźć w kultowej książce przedsierpniowej opozycji, Kościół – lewica – dialog Michnika (1977).

Spośród kilku desygnatów pojęcia komunizmu, takich jak ideologia, ustrój i praktyka polityczna, Michnik wybierał ustrój i praktykę polityczną, identyfikując komunizm z autorytarną metodą rządzenia państwem oraz narzędziami tego rzą­dzenia: partią typu leninowskiego i policyjnym aparatem terroru. Z czasem, choć nie bez oporów, do tych desygnatów komunizmu dodano ustrój gospodarczy re­alnego socjalizmu. Przy takich założeniach, w czasie gdy PZPR uległa samoroz­wiązaniu, SB zostało zastąpione przez nowe struktury, a w gospodarce zaczęła się neoliberalna prywatyzacja, teza o „końcu komunizmu” wydawała się bezdysku­syjna i oczywista.

To pozornie oczywiste myślenie nie uwzględniało jednak pytania o to, co się stało z komunizmem jako ideologią. Przytłaczająca większość Polaków, któ­rzy nigdy nie byli przekonanymi komunistami, zadowoliła się przekonaniem, że ideologia komunizmu jest martwa i w związku z tym „nie ma o czym mówić”. Tymczasem w myśleniu tej części opozycji demokratycznej, którą tworzyli daw­ni rewizjoniści marksistowscy, rzecz wcale nie przedstawiała się tak prosto. We wspomnianej książce, Kościół – lewica – dialog, Michnik potępiał komunizm jako system autorytarny – jeden z wielu systemów autorytarnych. Ale komunistyczną ideologię odrzucał tylko w ograniczonym zakresie, w takim, w jakim ta ideologia uzasadniała i usprawiedliwiała autorytarne metody władzy. Po zrzuceniu z siebie krępującej powłoki „dyktatury proletariatu” cała reszta ideologii komunistycznej z marksistowsko-leninowskiej poczwarki wyfruwała u Michnika jako piękny i ko­lorowy motyl „lewicy laickiej”.

Przyjmowany powszechnie pogląd, że lewica laicka nie może być utożsa­miana z komunizmem, nie był jednak tak oczywisty, jak się większości solidar­nościowych elit wydawało. Problem pojawiał się przy jego konfrontacji z inną oczywistością: tą mianowicie, że lewicowa ideologia, wykraczająca daleko poza problematykę stricte polityczną i gospodarczą, była zawsze niezbywalną częścią doktryny komunizmu. W tym zakresie podstawową charakterystykę poglądów le­wicy laickiej przynosiły (pośrednio) końcowe rozdziały Głównych nurtów mark­sizmu Leszka Kołakowskiego, mówiące o formie, jaką marksizm zachodnioeu­ropejski przybrał po rewolucji bolszewickiej w Rosji, w ramach m.in. poglądów Antonio Gramsciego, szkoły frankfurckiej, Herberta Marcuse (jednego z najważ­niejszych patronów kontrkultury lat 60. XX wieku).

Ze Wschodu na Zachód

Przejście głównej części marksistowskich rewizjonistów i politycznych liderów warszawskiej młodzieży lat 60. z ideologii komunistycznej typu sowieckiego, którą ci ludzie dziedziczyli po rodzicach, na ideologię komunistyczną typu za­chodnioeuropejskiego – okazało się dla nich kluczem do sukcesu. Warszawscy neofici eurokomunizmu, w oczywisty sposób orientujący się w stronę bogatego i atrakcyjnego Zachodu, zaczęli się bowiem przedstawiać wynędzniałym miesz­kańcom PRL w roli zwolenników Zachodu i reprezentantów jego wartości. Ku­roń, były czerwony harcerz, jako lider opozycji i minister rządu Mazowieckiego stale paradował w dżinsowych ubrankach, uznawanych w PRL za symbol Zacho­du. Geremek, aktywista PZPR w Polskiej Akademii Nauk, ze stypendiów w Pa­ryżu wrócił w angielskiej marynarce w kratkę, z brodą mędrca i z fajką intelektu­alisty. To imponowało. Michnik, który też jako prześladowany dysydent znalazł się w latach 70. w Paryżu, przedstawiał się jako znajomy Jeana Paula Sartre’a i Jane Fondy.

Miało to wszystko systemowy charakter. Rewolucja nie miała już przema­wiać „żelazną, dialektyczną logiką”, jak w czasach „heglowskiego ukąszenia”. Te­raz miała przemawiać – i przemawiała – do wyobraźni i zmysłów, piosenką Imagine Johna Lennona i duetami Serge’a Gainsbourga z Jane Birkin. Skoro w krajach kapitalistycznych przegrała marksowska idea rewolucji gospodarczej, bo proleta­riat uzyskał materialny dobrobyt i drobnomieszczańską stabilizację, to nowa lewi­ca zastąpiła koncepcję rewolucji ekonomicznej, rewolucją kulturalną, seksualną, ekologiczną. Odwieczny cel rewolucji – zniszczenie starego społeczeństwa i stare­go człowieka – i zastąpienie ich przez nowe społeczeństwo i nowego człowieka – miał być odtąd urzeczywistniany na innych zasadach. Nowa lewica w rolę ofiar systemu, zamiast robotników, wpisała prześladowane mniejszości (Żydów, kobie­ty, homoseksualistów, oraz wszelkie diaspory – w zależności od miejsca i czasu występowania – narodowe, rasowe, religijne oraz przyrodę). W roli rzeczników tego nowego proletariatu osadziła też jego nową awangardę, czyli samą siebie, w towarzystwie studentów, piosenkarzy, gwiazd pop-kultury i ekologów. Starą marksowską utopię powszechnego dobrobytu („każdemu według potrzeb”), zre­alizowaną praktycznie w bogatych i opiekuńczych państwach kapitalistycznych, a więc nieatrakcyjną dla pokolenia, które zostało w nich wychowane, postanowio­no przelicytować utopią absolutnej wolności negatywnej definiowanej przez re­wolucję seksualną (dziś gender) oraz „społeczeństwo otwarte”.

Czerwone przebija spod różowego

O ile wypełnienie strukturalnego modelu ideologii marksistowskiej wymagało wprowadzenia nowych elementów w części obejmującej program pozytywny, o tyle w części negatywnej nowa lewica w Polsce nie wysiliła się zbytnio na ory­ginalność. Po kilkuletnim etapie „dialogu” z Kościołem w 1989 roku powróciła do starej, komunistycznej retoryki „rozdziału Kościoła od państwa”. Wrogami społeczeństwa otwartego w Polsce okazały się moce dosłownie te same, z któ­rymi walczyli rodzice „resortowych dzieci” za czasów Stalina: „Ciemnogród”, „wstecznictwo”, „fanatyzm”, „faszyzm” – a przede wszystkim stare, dobre „od­chylenie prawicowo-nacjonalistyczne”, które ostatnio przetłumaczono na język angielski jako „hipemacjonalizm”.

O tym, że w postaci KOD-u mamy do czynienia z kolejną, schyłkową for­mą ideologii komunistycznej świadczy też stosunek tego ruchu do niepodległości Polski. Na tym tle polska lewica była-jak wiadomo – podzielona od końca XIX wieku. Ludwik Waryński, Róża Luksemburg, SDKPiL – uważali postulat odbudo­wy niepodległego państwa polskiego za relikt ideologii burżuazyjnej; PPS Józe­fa Piłsudskiego był zaś partią niepodległościową. Pogląd, iż niepodległość Polski sprzeciwia się postępowi rewolucji reprezentowała Komunistyczna Partia Polski, i to do tego stopnia, że na terenach wschodnich działała jako Komunistyczna Par­tia Zachodniej Białorusi i Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy. Stosunek do niepodległości dzielił też opozycję lat 70. i opozycyjną lewicę, czego najlepszym przykładem jest stosunek środowiska Kuronia i Michnika do Jana Olszewskiego. Lewica laicka, która wbrew deklaracjom, nigdy nie objęła tradycji PPS-owskiej, przeorientowana na Zachód przyjęła wobec Unii Europejskiej taką samą postawę pierwotnej lojalności, jaką przedwojenni komuniści zajmowali wobec Związku Sowieckiego. Co prawda obecnie „postęp” ma przyjść z Zachodu a nie ze Wscho­du; Moskwę zastąpiła Bruksela a Różę Luksmburg – Róża Thun, ale stosunek do niepodległości Polski jest, mniej więcej, taki sam.

Można powiedzieć, że – zgodnie z leninowską nauką – jest to stosunek dia­lektyczny. Jak Luksemburg dowodziła, że w imię rewolucji należy odrzucić na­cjonalistyczne mrzonki, ponieważ „prawdziwym patriotyzmem” jest proletariacki internacjonalizm, tak KOD, który sprzeciwia się repolonizacji banków, podat­kom od sieci handlowych, ulgom dla frankowiczów etc., demonstruje pod flaga­mi biało-czerwonymi. Skoro bowiem nie przyjął się ani kolor różowy, ani orzeł z czekolady – lansowane za czasów prezydentury Komorowskiego – a flagi unij­ne wystawione przez PO w sejmie podczas sporu o Trybunał Konstytucyjny nie powstrzymały gwałtownego spadku notowań tej partii – to KOD postanowił wal­czyć z nacjonalizmem, wracając do symboli narodowych.

Podobne fluktuacje postaw należą do stałych elementów taktyki ruchu ko­munistycznego, gdzie nazywało się to „prawdą etapu”. Komuniści byli bowiem przekonani, że „słuszne i prawdziwe” nie jest to co słuszne i prawdziwe, ale to, co w danej sytuacji najlepiej służy skuteczności polityki prowadzonej przez par­tię. Prostą ilustracją obowiązywania „prawdy etapu” w ramach obozu III RP jest stosunek do Lecha Wałęsy. W 1989 roku był bohaterem; w roku 1991 biegającym „z siekierą” chuliganem, a od roku 1992 znowu jest bohaterem, skoro okazało się, że dobrze służył partii jako agent „Bolek”.

Ideologię i praktykę polityczną III RP określa przepoczwarzone dziedzic­two komunizmu. W znacznej mierze dziedzictwo to określa także ustrój społecz­no-polityczny ukształtowany w czasach Donalda Tuska, kiedy to Polacy zostali podzieleni na dwie kategorie, z których tylko jedna uzyskała prawo do zajmowa­nia wyższych stanowisk w administracji, sądach, w kulturze i na uniwersytetach.

Ostatecznie, przy wszystkich estetycznych różnicach, w III RP nastąpiło więc strukturalne odtworzenie systemu nomenklaturowego znanego z czasów PRL.

Tak, w największym skrócie i uproszczeniu, wygląda uzasadnienie sformuło­wanej na wstępie opinii, że obecna walka KOD-u, (PO i Nowoczesnej) z rządem PiS nie jest żadną „wojną polsko-polską”, tylko ruchem typowo reakcyjnym, bro­niącym struktur ancien regime’u ukształtowanego podczas rozmów w Magdalen­ce. Struktury te funkcjonowały przez ćwierć wieku, w końcu jednak zaczyna bra­kować im paliwa. Stara utopia komunistyczna upadła bezpowrotnie, a od utopii społeczeństwa permisywnego głoszonej przez nową lewicę, właśnie odwróciła się młodzież. Jeszcze niedawno Tusk dzierżący w Polsce władze absolutną, po którychś z rzędu wygranych wyborach skarżył się mediom, że „nie ma z kim prze­grać”. Nie miał z kim przegrać – a i tak przegrał! Na nic post-polityka. Na nic po­lityczny marketing. Polacy nie przyłączyli się do parad gejów i lesbijek, chociaż usilnie ich przekonywano, że tym razem to już na pewno te pochody zmierzają w świetlaną przyszłość. Jeszcze przez jakiś czas sobie pomaszerują – Komunizm Odchodzi Długo. Kończy się coś, co trwało długo, i dlatego właśnie wywołuje to tak duży rezonans.


Ostatnie wiadomości z tego działu

REWOLUCJA! Arcana z nową okładką!

Każdy orędownik idei Międzymorza powinien przeczytać ten wywiad

Międzymorze i prawdziwa historia KOR-u – ARCANA 130 już w księgarniach!

Jerzy Gizella – Próbny alarm dla miasta

Komentarze (1)
Twój nick:
Kod z obrazka:


Larrybrego
18.03.2017 3:23
It can be daunting trying to figure out what you need to do once you have been diagnosed with sleep apnea. There are so many new things to learn, and you may feel a bit overwhelmed. Reading this article can provide you with some simple steps to take to make the transition much easier. One way to improve your sleep apnea is to shed excess weight that you are carrying. Being overweight or obese places pressure on your neck, which can compress your windpipe as you sleep. Losing just 25 pounds can make a difference in your symptoms, and losing enough weight can eliminate the disorder altogether. Some people have problems using the CPAP machine to deal with their sleep apnea. The best advice is to stick with it. It is not a cure, but it does treat your sleep apnea. If you stop using it, you still have sleep apnea, so you need to keep using the machine regularly. Improve your sleep apnea by slimming down a bit. Recent research showed dramatic improvements in overweight men who shed 25 pounds over a period of one year to reduce sleep apnea symptoms. In some cases, the weight loss resulted in a cure of sleep apnea where no further treatment of the condition was necessary. Lose a bit of weight to get rid of your sleep apnea. Many people have corrected their apnea by losing weight. Even a few pounds can help your sleep apnea symptoms. Check if a corrective device can help alleviate your sleep apnea symptoms. Having an overbite, an undersized jaw or a recessed chin can cause your airway to be more narrow because of how your jawbone is set. These devices help create proper alignment of your jaw while you sleep, opening up your airway more. As a result, you experience fewer sleep apnea symptoms. Should you suffer from sleep apnea, keep a regular sleep schedule. Your condition is already messing with your regular sleep cycle every night. If you can get on a better scheducle you will help your symptoms. The adjustment that is most important is your sleep schedule. If you have difficulties sleeping because of your sleep apnea, you should avoid driving or operating dangerous machines. If you do not get a good night of sleep, take public transportation instead of driving to prevent accidents and do not take a job in a factory or on a construction site. People who use alcohol, sedatives, and sleeping pills are far more likely to suffer from sleep apnea. This is because these drugs will relax the throat and cause their breathing to be impaired. Using these drugs before bedtime is more likely to cause sleep apnea than using these drugs during the day. As the above article has demonstrated, you have many different treatment methods available to you when it comes to sleep apnea. Everyone is different, and it's important to find out which treatment option will fit your specific situation best. If you use these tips, you will get better sleep at night. Sleep apnea doesn't have to run your life; you can take control back today. <a href=https://www.viagrasansordonnancefr.com/>viagrasansordonnancefr.com</a>

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.